Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 19 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Z życiem i obserwować pogodę! - zawołał pan Gibbs. - Nie bez kozery zwą ją Wyspą Rozbitków, gdzie nad Zatoką Rozbitków leży Wioska Rozbitków. - zbliżali się do lądu. Widać już było wyspę.
- Słyszeliście?! Żywo! - załoga zapaliła się do pracy. Liz siedziała wysoko na maszcie, wpatrzona w ziemię, która była coraz bliżej. Czarna Perła płynęła szybko. Dziewczyna westchnęła. Chciała porozmawiać z Willem. Wszystko mu wytłumaczyć. Ale tak dawno go nie widziała...
- Tak słyniemy jako wielcy mądrale, ale brak nam wyobraźni nazewniczej. - Liz zerknęła w dół, słysząc Jacka. - Pływałem kiedyś ze staruchem, który stracił obie ręce i oko.
- Jak go wołaliście? - spytał pan Gibbs. Jack umilkł.
- Larry. - powiedział w końcu. Liz zeskoczyła na pokład.
- Jack... - odezwała się. - Gdzie jest Will?
- Nie ma go, kwiatuszku. - odpowiedział jej kapitan. - Wczorajszej nocy opuścił statek.
- Opuścił statek, ale... - zaczęła znowu Liz.
- Davy Jones jest bardzo rad, że znowu go zobaczy.
- Posłałeś go na pastwę Davy,ego Jonesa?! Tylko dlatego, że postępował słusznie?! Ty śmierdzący tchórzu!
- No, tylko nie śmierdzący. - Jack skinął na załogantów. - Zabierzcie ją. - Liz zaprotestowała gwałtownie, kiedy dwóch mężczyzn chwyciło ją pod ramiona. - Dziękuję. - kapitan zerwał jej jeszcze z głowy swój kapelusz.
- Nie renegocjuję warunków umowy. - odezwał się Barbossa, stojący niedaleko. - Ale ustaliliśmy jedynie cenę, o środkach decyduję ja. - Tia Dalme spiorunowała go wzrokiem.
- Uważaj Barbossa. Nie zapominaj, ze to moje moce wyciągnęły cię z krainy śmierci, ani o tym co będzie, jeśli mnie zawiedziesz. - kapłanka chciała odejść, ale pirat złapał ją mocno za nadgarstek.
- A ty nie zapominaj dlaczego mnie stamtąd wyciągnęłaś. Dlaczego nie zostawiłem Jacka na zasłużony, nędzny los. Trzeba było dziewięciu pirackich władców, by cię odszukać i uwięzić Calypso i trzeba będzie niemniej tylu, by cię uwolnić. Zabrać tę przekupkę do kubryku! - zawołał do stojących nieopodal załogantów.

Davy Jones z hukiem otworzył drzwi kajuty.
- Nie przybiegam na gwizdniecie jak nierasowe szczenię. - rzucił do siedzącego przy stole Becketa.
- A jednak przybiegłeś. - uśmiechnął się lord. - Chyba się znacie. - siedzący po drugiej stronie mężczyzna skinął mu głową, upijając łyk herbaty z filiżanki.
- Znów chcesz dołączyć do mojej załogi, paniczu Turner?
- Nie twojej. Jego. - Will ruchem głowy wskazał Becketa. - Jack Sparrow przesyła ukłony.
- Sparrow? - zdziwił się Davy Jones.
- Nie mówiłeś mu? - Will zerknął na Becketa. - Uwolniliśmy Jacka wraz z Czarną Perłą.
- O czym jeszcze mi nie mówiłeś? - wysyczał Jones.
- Jest też inna kwestia, budząca dużo większą troskę. - Becket zignorował pytanie. - Domyślam się, że znana ci jest osoba o imieniu Calypso. - Davy Jones drgnął zmieszany.
- Nie osoba. - odpowiedział. - Pogańskie bóstwo, podsuwające mężczyznom najśmielsze sny, by ukazać, ze są puste i garści popiołu niewarte. Świat się od niej uwolnił.
- Nie do końca. - odezwał się Will. - Trybunał Braci chce ją wypuścić.
- Nie! Nie mogą tego zrobić! - zaprotestował Jones. - Pierwszy Trybunał przysiągł uwięzić ją na wieki, zgodnie z naszą umową.
- Waszą? - Will upił łyk herbaty.
- Pokazałem im jak ją pojmać. Nie można jej było ufać. Nie pozostawiła mi wyboru.
- Kochałeś ją... To ona... - Davy Jones odwrócił wzrok. Gdyby był człowiekiem na pewno by się zarumienił. - A potem ja zdradziłeś.
- To ona udawała, że mnie kocha. To ona mnie zdradziła!
- Po której z tych zdrad wyciąłeś sobie serce? - Jones wytrącił z ręki Willa filiżankę, która uderzywszy o ścianę, roztrzaskała się na miliony porcelanowych kawałeczków.
- Nie prowokuj mnie. - wysyczał.
- Uwolnisz mojego ojca. - zażądał Will. - A ty zapewnisz bezpieczeństwo Elizabeth. Liz. I moje. - zwrócił się do Becketa.
- Twarde warunki paniczu Turner. - skwitował jego wypowiedź lord. - Oczekujemy czegoś równie dobrego w zamian.
- Jest tylko jedna rzecz, na którą mogę przystać. - dodał Davy Jones. - Uśmiercenie Calypso.
- Jest na pokładzie Czarnej Perły. - Will wzruszył ramionami. - Jack popłynął nią do Zatoki Rozbitków.
- Jak nas tam doprowadzisz? - Will uśmiechnął się, wyjmując z kieszeni kompas Jacka i zakręcił nim w powietrzu.
- Czego pragniesz najbardziej na świecie? - spytał.