Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 17 listopada 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kate - Writes: Limmaniel wpięła we włosy Katrin ostatni klejnocik i ułożyła ostatni, niesforny kosmyk. Katrin spojrzała w lustro. Za sobą miała swoją matkę, jak zwykle spowitą w biel i srebro. Limmaniel położyła jej dłonie na ramionach.
- Przepięknie wyglądasz. - odezwała się elfka.
- Dziękuję. - odpowiedziała miękko dziewczyna. Limmaniel musnęła palcami policzek córki. Katrin uśmiechnęła się.
- Zakocha się w tobie jeszcze bardziej. - policzki Katrin pokryły się rumieńcem, a ona odwróciła wzrok. - Co zrobimy z perfumami? Wyjęłam kilka moich... Ale chyba niezbyt do ciebie pasują. Róża jest zbyt pospolita. Piżmo będzie z kolei zbyt ciężkie... - Limmaniel zamyśliła się. Katrin pociągnęła nosem, wdychając zapach, którym co rano spryskiwała się jej matka. Rozpoznała go od razu i bez wahania chwyciła odpowiednia buteleczkę. Elfka zerknęła na nią.
- Konwalia! Popieram z całego serca! Delikatne, kwiatowe zapachy bardzo do ciebie pasują. Niech będzie konwalia.

Katrin powoli schodziła po schodach do sali, w której odbywało się przyjęcie. Elfowie złożyli głębokie ukłony kiedy szła po schodach, wyrażając tym samym szacunek wobec monarchini. Legolas czekał na nią na samym dole. Podał jej rękę, od razu przechodząc do tańca. Limmaniel przystanęła przy poręczy schodów, uważnie obserwując parę królewską. Legolas wyszeptał do ucha małżonki kilka słów, a ona momentalnie się zarumieniła. Potem pociągnął nosem.
- Ten zapach... - odezwał się. Katrin odpowiedziała uśmiechem.
- To perfumy. Konwalia. - wyjaśniła. Elf uśmiechnął się, a dziewczyna odpowiedziała uśmiechem jeszcze szerszym.
  • awatar Hanti: Dlaczego tak krótko:( ?
  • awatar gość: Konwalia... Świetny pomysł - cały rozdział przenika ta delikatna woń :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Podoba mi się miłość jaką Limmaniel darzy swoją córkę ;). Taka właśnie powinna być rodzina :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
- William! - liz dopadła do mężczyzny, kiedy tylko zdjęto jej kajdany z rąk. - Co ty wyrabiasz?!
- Usiłuje uratować swojego ojca! - odkrzyknął w odpowiedzi Will. - To po to płynąłem na kraniec świata!
- Właśnie posłałeś swoją narzeczoną na pewną śmierć!
- Próbowałem ją zatrzymać. Sama posłała się na śmierć. Ma wolną wolę i potrafi sama o sobie decydować. - mężczyzna odwrócił się na pięcie, chcąc odejść.
- William! - głos Liz przytrzymał go w miejscu. Dziewczyna złapała go za rękaw. - A co ze mną? Nie tak dawno powiedziałeś mi jak wiele dla ciebie znaczę...
- Bo znaczysz... - odpowiedział Will, uwalniając rękaw z uścisku jej palców.
- Więc... Porozmawiaj ze mną. Ja wiem jak to jest stracić ojca. Wiem, co czujesz. Więc nie odwracaj się ode mnie.
- Przykro mi Liz. - westchnął mężczyzna. Dziewczyna patrzyła z anim. W oczach wzbierały jej łzy, ale nie miała odwagi znowu go zawołać. Poderwała głowę gwałtownie, kiedy na pokład wpadł biegiem Jack Sparrow.
- Chciał zawrzeć układ? - spytała, podbiegając do niego.
- Becket? Tak. - kapitan zbył ją oszczędną odpowiedzią. - Panie Gibbs! Żagle staw! - zawołał, rzucając się na mostek kapitański. - Odpływamy. - Liz stanęła w miejscu, nie wiedząc co ma począć. Misternie układany plan runął, a najgorsze było to, że ona nie mogła z tym nic zrobić.
- Aha! - Jack uniósł palec, przypominając sobie o czymś. - Jego... - powiedział, wskazując na Willa. - Zabierzcie do kubryku. Nie chce widzieć tego przebrzydłego zdrajcy na oczy.

Lord Becket odjął od oczu lunetę. Na wodzie dryfowała kolejna już beczka z przywiązanym doń ciałem angielskiego żołnierza. Za mężczyzną stanął jeden z jego podwładnych.
- Ślad z okruszków chleba... - odezwał się lord. - Mamy nim podążyć.
- Jest wśród nich zdrajca? To pułapka? - zaniepokoił się żołnierz. Becket uśmiechnął się.
- Gambit wytrawnego przeciwnika, tak. - pokiwał głową z uznaniem. - zmieńcie kurs. - polecił. - Obyśmy dopłynęli do celu zanim zabraknie im trupów.

Will przywiązał do kolejnej beczki następne ciało i odciął nożem linę, która mogła się jeszcze przydać. Z westchnieniem spojrzał na niewielki nożyk. Dostał go w podarunku... Od ojca.
- Wymknąłeś się z kubryku szybciej niż się spodziewałem. - Will drgnął i odwrócił się w stronę skąd dobiegał głos. Na dziobie statku siedział Jack Sparrow, przyglądając mu się z zainteresowaniem. - Czy niczego nie dostrzegasz? a raczej... Czy dostrzegasz brak czegoś, co by można było dostrzec? - Will zastanowił się przez chwilę.
- Nie wszcząłeś alarmu. - odpowiedział.
- Dziwne, co? ale nie tak dziwne, jak to. - Jack pokazał na beczkę. - Sam to sobie wykoncypowałeś?
- Powiedziałem sobie; "Rozumuj jak Jack".
- I to ci przyszło do głowy? - Jack zeskoczył na pokład. - Doprowadzić Becketa do Zatoki by zaskarbić sobie jego łaski? Osiągnąć własne cele? Zachowujesz się jakbyś mnie w ogóle nie znał. A co twoja ukochana sądzi o tym planie? - Will nie odpowiedział. - Aaa... Uznałeś, że nie należy jej go zdradzać.
- Tracę ją, Jack. Każdy krok w stronę ojca oddala mnie od Elizabeth. - kapitan spojrzał na niego.
- Jeśli zamkniesz serce, stracisz ją na pewno. A co z ta dziewczyną? Liz? Przecież jest coś między wami.
- Nie jest taka jak Elizabeth. Jest wrażliwa, nie awanturuje się o najmniejsza nawet błahostkę. Jest od niej zupełnie różna. Jack... Ona mnie doprowadza do szaleństwa.
- Pożyczę ci maczety,m byś wyszedł z chaszczy intelektu. Uniknij dokonywania wyborów. Niech ktoś inny ukatrupi Jonesa.
- Kto? - kapitan uśmiechnął się skromnie. - Ty?
- Śmierć osobliwie wpływa na kolejność listy priorytetów. Zakradam się, odnajduję serce, dźgam, uwalniam twego ojca.
- Jesteś gotów wyciąć sobie serce i zaokrętować się na wieczność?
- A ty jesteś gotów odrzucić wspaniałe życie ze wspaniałą kobietą? Nie, druhu. Czeka mnie wieczna wolność. Wolność pływania poza krańce mapy. Wolność od śmierci.
- Ale będziesz miał obowiązki, Jack. Będziesz przewoził dusze na tamten świat. Albo skończysz jak Jones.
- Nie do twarzy mi będzie z mackami. Ale... - Jack wyciągnął z kieszeni swój kompas i podał Willowi.
- Do czego to? - spytał mężczyzna.
- Rozumuj tak jak ja. Domyślisz się. - kapitan położył mu dłonie na ramionach, a w kolejnej sekundzie wypchnął za burtę i zrzucił za nim beczkę. - Ukłony dla Davy'ego Jonesa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›