Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Liz z mieszaniną niedowierzania i przerażenia patrzyła na ogromne cielsko krakena, wyrzucone na brzeg. Stwór był martwy, a mimo to nie miała odwagi podejść do niego i przekonać się o tym.
- Wciąż myślisz o ucieczce Jack? - spytał Barbossa, podchodząc do kapitana, wpatrującego się w ogromną źrenicę potwora. - Myślisz, ze prześcigniesz cały świat? Z byciem ostatnim wiąże się pewien szkopuł. Wkrótce nie ostanie się żaden. - Jack Sparrow wzruszył ramionami.
- Czasem to co przeminęło, wraca. Jesteśmy tego żywym dowodem.
- Ale szanse na to są raczej znikome. Nikt ci nie zagwarantuje, że wrócisz. Ale to, ze się przekręcisz, masz jak w banku. - Jack spojrzał na niego.
- A zatem zwołujesz Trybunał?
- To nasza jedyna szansa, chłopcze. - Barbossa położył mu dłoń na ramieniu. Sparrow westchnął.
- Smętny to komentarz. - odpowiedział.
- Świat był kiedyś znacznie większy.
- Świat jest taki jaki był. Tyle tylko, ze coraz w nim mniej.
- Panowie... - Liz wychyliła się zza ogromnego cielska krakena. - Chyba powinniśmy się zbierać, mamy towarzystwo. - powiedziała, pokazując na okręt zbliżający się do Czarnej Perły.

Barbossa wszedł po sznurowej drabince na pokład Perły i uśmiechnął się szeroko.
- Sao Feng... - odezwał się na widok jednego z piratów. - To, że cię tu spotykamy to zaiste niezwykły zbieg okoliczności.
- Jack Sparrow... - pirat najzwyczajniej w świecie zignorował Barbossę. - Srodze mnie kiedyś znieważyłeś.
- To zupełnie nie w moim stylu. - odpowiedział Jack, ale zaraz umilkł, bo Sao Feng uderzył go prosto w twarz. Liz skrzywiła się, słysząc trzask miażdżonej chrząstki. - Już jesteśmy kwita? - spytał Jack, usiłując zatamować krwotok z nosa. Nic nierozumiejąca Liz rzuciła okiem na pirata, który mało delikatnie złapał ją za ramię i pchnął ku stłoczonej na środku pokładu załodze.
- Puśćcie ją. - odezwał się Will. - Nie jest stawką w przetargu.
- A czegóż dotyczy przetarg? - spytał podejrzliwie Barbossa, ale nikt ni był łaskaw mu odpowiedzieć.
- Słyszeliście kapitana Turnera! - rzucił Sao Feng. - Puśćcie ją!
- Kapitana Turnera?! - Jack przestał zajmować się swoim nosem na samą wzmiankę. - Perfidna gnida wznieciła bunt!
- Potrzebuję Perły, żeby uwolnić ojca. - wyjaśnił beznamiętnie Will. - To jedyny cel mojej podróży. - Liz spojrzała na mężczyznę. W jej oczach malowała się rozpacz, a serce właśnie pękało na dwoje. Elizabeth szarpnęła się. Była zakuta w kajdany, zadźwięczały stalowe bransolety.
- Nie mówiłeś mi o tych planach! - krzyknęła.
- Sam dźwigałem to brzemię. - odpowiedział Will nawet na nią nie patrząc.
- Potrzebowałeś Perły! - parsknął Jack. - Ona chciała uciszyć wyrzuty sumienia, a ty zwołujesz Trybunał! - wskazał kolejno Elizabeth i Barbossę. - Czy nikt nie ruszył mi na ratunek tylko dlatego, że się stęsknił? - Liz niepewnie uniosła dłoń, a zaraz po niej to samo zrobił pan Gibbs. Kapitan posłał w ich stronę uroczy uśmiech, ale zaraz poczuł na ramieniu dłoń jednego z podwładnych Sao Fenga.
- Wybacz Jack. - uśmiechnął się pirat. - Twój stary znajomy chce się z tobą spotkać. - pstryknął palcami. Dwójka jego załogantów powlokła Jacka ze sobą, a na pokład Perły przeszedł jeden z angielskich marynarzy, posyłając Sao Fengowi spojrzenie. Ten ponownie pstryknął palcami i nadgarstki Willa zostały skute kajdanami.
- Zgodziłeś się. - wysyczał mężczyzna. - Czarna Perła miała być moja. - Sao Feng wzruszył ramionami.
- Była. - odpowiedział i zwrócił się do angielskiego komodora. - Becket zgodził się oddać mi Czarną Perłę.
- Sądzisz, że odda jedyny statek, który jest w stanie prześcignać Holendra? - zbył go tamten.
- Szkoda, że nie honorują kodeksu Braci, prawda? - odezwał się Barbossa, gdy komodor zajęty był rozmową z podwłądnymi. - Honor to w dzisiejszych czasach rzadki towar. - Sao Feng spojrzał nań podejrzliwie.
- To żaden honor trzymać stronę przegranych. Przejście na stronę zwycięzców to tylko dobry interes.
- Stronę przegranych mówisz? - Barbossa uśmiechnął się.
- Mają Holendra. Teraz przechwycili Perłę. A co mają Bracia? - Barbossa uśmiechnął się kusząco.
- Mamuy Calypso. - wyszeptał.
- Calypso... - powtózył Sao Feng. - Postać z legend.
- Nie. Boginię we własnej osobie, zaklętą w ludzką postać. Pomyśl... Cała potęga mórz przeciw naszemu wrogowi. Mam zamiar ją uwolnić. Ale potrzebuję na to zgody Trybunału. W pełnym składzie. - pirat uśmiechnął się.
- Co proponujesz kapitanie? - spytał.
- A co przyjmiesz... Kapitanie? - Barbossa odwzajemnił uśmiech.
- Dziewczynę. - Elizabeth pobladłą gwałtownie, gdy zostałą wskazana.
- Nie jest kartą przetargową. - zaprotestował Will.
- Zgoda. - odpowiedziała kobieta przez ściśnięte gardło.
- Co? Nie ma zgody!
- To cena woności, więc zgoda. - Liz spoglądała to na jedno, to na drugie, podczas gdy kłótnia wrzała.
- To piraci. - dodał Will, w akcie depseracji.
- Mam aż nadto doświadczenia w kontaktach z piratami. - Elizabeth wystąpiła przed szereg, oddając się w ręce Sao Fenga.
- A zatem doszliśmy do porozumienia? - spytał Barbossa chytrze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›