Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 26 października 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pirackie opowiadanie - naprawdę przykro mi to ogłaszać - muszę na czas nieokreślony zawiesić (nie dłużej niż półtora tygodnia, spokojnie). Po prostu mam ostatnio taki nawał obowiązków, że nie bardzo uśmiecha mi się pisanie trzech opowiadań na raz. Po pirackiego fanfica mam cztery strony dialogów, a nie mam czasu, żeby cokolwiek z tym zrobić, dramat pisze się sam, wiec o tyle dobrze, ale postanowiłam najpierw dokończyć "Mistrzynię i Uczennicę", zanim wrócę do Piratów. Przepraszam, proszę o cierpliwość i życzę miłego czytania dzisiejszego rozdziału.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Yennefer wpatrywała się w Sabrinę aż czarodziejka poczuła się nieswojo pod tym spojrzeniem, ale nie powiedziała ani słowa. Yennefer podniosła się z podłogi, ale nogi ugięły się pod nią. Podparła się dłonią o ścianę, a Katje natychmiast chwyciła ją za ramię.
- Puść. - odezwała się szorstko czarodziejka. - Sama pójdę. I nie będę sprzeciwiać się waszej woli. - dodała, widząc, że Sabrina wyciąga dłoń do jej drugiego ramienia.
- Tak będzie najlepiej. - przytaknęła rektorka. Katje nie rozumiała co się dzieje wokół niej. Yennefer nie mogła postępować w ten sposób, po prostu nie mogła. Otworzyła usta, chcąc się awanturować, ale zaraz uspokoiła się pod spojrzeniem mistrzyni. Czarodziejka mrugnęła do niej porozumiewawczo. Wobec tego dziewczyna wyprostowała się dumnie i ruszyła w stronę stalowych drzwi i ciągnącego się za nimi długiego korytarza. Yennefer położyła dłoń na jej ramieniu, wspierając się na adeptce.
- Jesteś gotowa coś dla mnie zrobić? - spytała szeptem, upewniwszy się, że idąca za nimi Sabrina znajduje się w takiej kolejności, ze na pewno ich nie usłyszy.
- Oczywiście, pani Yennefer. - odpowiedziała Katje, nawet się nie odwracając.
- Kiedy ci powiem, że masz uciekać, po prostu ucieknij. Rozumiesz mnie?
- O czym ty mówisz, przecież cię nie zostawię. - zaprotestowała dziewczyna.
- Tego jedynie od ciebie wymagam. Niczego więcej. Zrób to. Nie odwracaj się, bo tu już nie będzie na co patrzeć. Biegnij przed siebie. I nie wracaj po mnie, rozumiesz? - Katje przełknęła ślinę.
- Tak, pani Yennefer. - odpowiedziała. - Rozumiem.
- Świetnie. - czarodziejka obrzuciła spojrzeniem niewielką wnękę w ścianie, za którą znajdował się kolejny korytarz, o wiele węższy. Wiedziała, że tak jest. Zaraz potknęła się o kamienny próg i poleciała do przodu, całym ciężarem ciała, wspierając się na adeptce. Sabrina bez słowa dogoniła obie i podtrzymała czarodziejkę za ramię.
- Leć Katje, biegnij. - syknęła Yennefer, jednocześnie wbijając łokieć w brzuch czarodziejki. Sabrina zajęczała głucho, zginając się wpół, a w tym czasie Katje - sama nie wierząc w to, co robi - zniknęła w wąskiej wnęce i pognała korytarzem, w którym ledwie się mieściła. Za sobą wyczuła błysk magicznej energii, ale nie odwracała się, tak jak przykazała mistrzyni.
- Przepraszam, potknęłam się. - Yennefer uśmiechnęła się przepraszająco, choć godzona magicznym pociskiem, ledwie byłą w stanie utrzymać się na nogach.
- Wiedziałam, że coś wymyślisz. - warknęła Sabrina. W jej dłoni rozbłysnął kolejny świetlny pocisk. - Gdzie dziewczyna?
- A niby skąd ja mam to wiedzieć?! - czarodziejka wzruszyła ramionami, wyglądając na szczerze zdziwioną zadanym pytaniem. Sabrina wrzasnęła wściekle, posyłając pocisk w jej stronę. Yennefer wstrzymała oddech i zamknęła oczy i chwilę potem osunęła się na kolana. Była niemal pewna, że siła uderzenia połamała jej parę żeber i... Chyba uszkodziła wątrobę. Ale to nie było ważne. Najważniejsze było to, ze Katje... Była cała. A przynajmniej miała na to szansę. Na normalne życie.

Katje krzyknęła, osuwając się po stromym wzgórzu. Wąski korytarzyk zaprowadził ją na tyły Aretuzy. Póki znajdowała się po tej stronie wzgórza, po której się znajdowała, nie istniało ryzyko, że dostrzeże ją jedna z czarodziejek, tworzących krąg. A żeby cokolwiek zrobić, musiała się pozbyć obroży z dwimerytu. Inaczej nic nie wskóra. Przysiadła na trawie, podciągając kolana pod brodę i musnęła palcami obrożę. Niewielka dziurka od klucza chwilowo jej nie obchodziła. Szarpnęła metalowe okowy, mając złudną nadzieję, ze Sabrina nie zatrzasnęła obroży porządnie i metal puści. Chwilę siłowała się z dwimerytem, ale nic nie wskórała. Westchnęła ciężko, odejmując palce od szyi.
Rozejrzała się wokół, w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy, a kiedy jej wzrok padł na okno komnaty, w której mieszkała, nagle ją olśniło. Rektorka Elena. Yennefer kazała jej wracać do komnaty i mogła nadal tam siedzieć. Musiała się tylko dostać do Aretuzy przez nikogo niezauważona. Uśmiechnęła się do siebie. Skoro już raz udało jej się wydostać z Akademii przez okno, w dodatku przez to na najwyższym piętrze, to tym bardziej da radę przez okno wejść.
Wsunęła stopę w pęknięcie w murze i podciągnęła się na dłoniach. Powoli sunęła pod górę, kurczowo czepiając się ściany Akademii, przy okazji rzucając za siebie wystraszone spojrzenia, ale jeszcze nikt jej nie zauważył. Tworzące krąg za bardzo były zajęte szeptaniem zaklęć, żeby zwracać na nią uwagę. Zerknęła w dół, ale zaraz potem zamknęła oczy i odetchnęła głęboko, obiecując sobie, że nigdy więcej. Okno znajdowało się o wiele wyżej, niż przypuszczała. Wreszcie udało jej się usiąść na wąziutkim zewnętrznym parapecie i uderzyła w ramę okienną. W tym momencie cieszyła się, ta w jej pokoju otwierała się od zewnątrz. Odkryła to, kiedy któregoś dnia wiewiórka zrobiła jej niespodziankę, wpadając bez zapowiedzi.
Okno ustąpiło od razu, a dziewczyna z krzykiem poleciała do środka komnaty i jęknęła, padając na twardą podłogę. Ale udało jej się. Dostała się do Akademii. Pędem pozbierała się z podłogi i pognała na dół po schodach, tupiąc głośno.
- Rektorko Eleno! - zawołała, wpadając do komnaty uzdrowicielki.
- Katje, wytłumaczysz mi, co się tu dzieje? - spytała czarodziejka, odwracając się od okna. - Mamy wokół Aretuzy magiczny krąg. Chcę wiedzieć co to wszystko ma znaczyć i gdzie właściwie podziewa się Yennefer? Chyba nie dostała się w ręce Sabriny.
- Wręcz przeciwnie. - wydyszała Katje. - One chcą ją spalić na stosie. Ale bardziej dziwi mnie to, że przesiedziałaś tu całą noc.
- Nie miałam wyjścia. - odpowiedziała Elena. - Nie mogłabym wyjść, kiedy one wszystkie tam stoją. Najwyraźniej o mnie zapomniały i dobrze. To działa na naszą korzyść. Powiedz mi lepiej, co ty masz na szyi.
- Właśnie, potrafisz to zdjąć? - Katje dotknęła obroży. - Nie mogę stanąć przed nimi w okowach z dwimerytu. - Elena wysunęła spod biurka teczkę, z której po chwili wyjęła niewielkie zakrzywione nożyczki.
- Odchyl głowę, żebym ci czasem nie uszkodziła tętnicy. - poleciła i zabrała się do ciecia metalu, co szło jej dość opornie, ale w końcu obroża opadła na pokrywającą podłogę wykładzinę.
- Dziękuję. - odezwała się Katje, rozprostowując palce. Znów czuła krążącą w ciele energię, a magia wręcz domagała się, żeby jej użyć. W dłoni dziewczyny buchnął jasnoniebieski płomień. - Teraz mogę tam do nich iść.
  • awatar gość: Cudowny rozdział <3
  • awatar gość: Powiedz, że Katje nic się nie stanie i że będzie uważać na siebie? :')
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Mam nadzieję, że Katje uratuje swoją Mistrzynię! Cieszę się, że udało jej się uciec :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›