Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 25 października 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
pani_jeziora.jpg

Piąta część przygód Geralta z Rivii to wyjaśnienie wszystkich wydarzeń i zawiłości, które dotąd pojawiły się w życiu bohaterów. Tutaj ostatecznie dowiadujemy się, jak potoczą się losy Ciri, czy Geralt i Yennefer zdołają pielęgnować swoją miłość i czy światem rządzić będą siły dobra czy zła. W większości lektura jest wciągająca, akcja płynie wartko, a mistrzowskie opisy walk urozmaicają czytanie. Styl Sapkowskiego ma wyjątkową ekspresję, z którą nie spotkałam się jeszcze u żadnego z polskich pisarzy (choć, w gruncie rzeczy, nie czytałam książek zbyt wielu z nich jeśli o fantastykę chodzi) i należy mu się za to niewątpliwa pochwała – w końcu takie właśnie detale są wyznacznikiem pisarskiego kunsztu.

Odkładając wszystkie plusy na bok, nie mogę pozbyć się wrażenia, że mam co do "Pani Jeziora" trochę mieszane uczucia. Z jednej strony – całe mnóstwo świetnych, trzymających w napięciu opisów bitew, ucieczek, rozstrzygających rozmów i odrobinę ckliwych powrotów, a z drugiej... Mało wiedźmina w wiedźminie, mało Ciri, śmierć wielu świetnych bohaterów, których tak lubiłam. Nie wiem, co to właściwie jest, ale ogromny odsetek autorów piszących sagi ma tendencję do uśmiercania połowy najciekawszych postaci w kilku ostatnich tomach. Czyżby to była jakaś niepisana zasada, o której nic mi nie wiadomo?

Mimo wszystko jestem zadowolona, że dowiedziałam się, jak potoczyły się losy bohaterów, którzy w historii polskiej literatury fantasy mają pozycję gigantów. Choć opasłe tomisko wyjaśniło wiele i pozwoliło na długi czas zatopić się w świecie wiedźmina, chciałoby się poczytać o nim jeszcze. Bo to właśnie chyba jest największym plusem książek Andrzeja Sapkowskiego – zawsze chcemy więcej i więcej. Na szczęście czekają na mnie jeszcze opowiadania, więc na pewno nie jest to ostatnie spotkanie z Geraltem.

Ale o tą końcówkę to naprawdę mam do pana Andrzeja żal, bo uśmiercił mi Yennefer. Kto chce pogrążyć się ze mną w żałobie?
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Jakbym ja pisała powieści, to chyba nie potrafiłabym uśmiercić pozytywnych bohaterów... No chyba, że miałabym co do tego jakiś plan. A tak poza tematem to tytuł "Pani Jeziora" bardzo kojarzy mi się z jedną z moich ulubionych gier Simon the Sorcerer II. Tam też była Pani Jeziora, ale było to wszystko pokazane w bardzo komiczny sposób, gdzie Pań Jeziora było kilka - pracowały (w swoim "zawodzie") w systemie zmianowym zakładając kostium nurka i nurkowały w jeziorze na bagnach xD.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Yennefer kuliła się pod ścianą kamiennego lochu w podziemiach Aretuzy. Prawdę mówiąc nie wiedziała, ze w Akademii jest takie miejsce, ani do czego niegdyś służyło. Kolana podciągnęła pod brodę i oparła na nich głowę. Nie miała siły nawet się ruszyć. Czarna aksamitka brutalnie zerwana z szyi, została zastąpiona przez ciężką obrożę z dwimerytu. Jednego na pewno nie mogła zarzucić Triss, znała się na rzeczy.
- Ała, jakim prawem?! - wrzasnęła Katje, szarpana przez Sabrinę. Dziewczyna wciąż walczyła, za co Yennefer podziękowała jej w duchu. W niej nie zostało już ani odrobiny uporu i woli walki, która do niedawna była jej największym atutem. Katje krzyknęła krótko, padając na kamienną podłogę.
- Nie wolno wam! - wrzasnęła za rektorką, zamykającą ciężkie stalowe drzwi.
- I będzie mnie tego uczyć wychowanka morderczyni. - parsknęła Sabrina, oddalając się. Katje słyszała jeszcze stukot obcasów na kamiennej podłodze.
- Nie jest morderczynią! - wrzasnęła. - Nikogo nie zabiła!
- Katje... - odezwała się Yennefer. - To nie ma sensu... - dziewczyna bezradnie klapnęła na twarde podłoże. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z beznadziejnego położenia, w którym obie się znalazły. Musnęła palcami dwimerytową obrożę. Po raz pierwszy pożałowała, że nie przykładała się bardziej do magicznej sztuki walki. Gdyby potrafiła więcej poradziłaby sobie z Sabriną, a nawet z Triss. I wydarłaby im mistrzynię z rąk.
- Nawet w pełni doświadczona czarodziejka by tego nie potrafiła. - zaprotestowała Yennefer. Czytanie w myślach było jedyną rzeczą, którą mogła teraz zrobić. Nie wymagało nakładu magicznej energii, w większej mierze była to wyuczona umiejętność. - W głębi serca zdajesz sobie z tego sprawę.
- Tak... - odpowiedziała Katje. Głęboko w jej podświadomości siedziało również przekonanie, że Yennefer zawsze miała rację. Zawsze. W każdej kwestii. Często kłóciła się z nią o drobiazgi, ale przewaga zawsze i tak była po stronie mistrzyni. Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegała?
- Chodź do mnie kruszyno. - poprosiła czarodziejka, wreszcie podnosząc głowę. Katje wstrzymała oddech. Sama nie wyglądała najlepiej, podrapana, posiniaczona, z rozbitą wargą i w podartej szacie, ale patrząc w twarz mistrzyni czuła tylko i wyłącznie głęboki żal.
- Co... Co one ci zrobiły? - wyszeptała, wpatrując się w twarz czarodziejki. Dłonie miała pokryte krwią, lewy policzek cały w sińcach, popękane wargi. Z łuku brwiowego ściekała powoli ciemna krew, zaczynająca już krzepnąć. Czarne loki były splątane i w nieładzie. W oczach nie było zwykłego blasku.
- Sama im na o pozwoliłam. - odpowiedziała Yennefer. - A teraz choć do mnie. - Katje powoli przysunęła się do czarodziejki i oparła głowę na jej ramieniu. Mistrzyni objęła ją i kojąco gładziła po plecach.
- To już nie ma sensu. - powiedziała. - Jutro rano zginiemy obie. Ja... Spłonę na stosie. Dosięgnie mnie przeznaczenie. Zginę tak jak żyłam. Ze spokojem malującym się na twarzy. Ty... Tobie może nie wymierzą tak okrutnej kary. - Katje ukryła twarz w fałdach suni Yennefer. Pociągnęła nosem, starając się powstrzymać od płaczu. Yennefer położyła jej dłoń na plecach.
- Płacz Katje. - powiedziała. - Wypłacz się teraz, bo potem nie będziesz już w stanie ronić łez. Nie ma paskudniejszego widoku niż płacząca czarodziejka.

Noc ciągnęła się w nieskończoność. Katje to podsypiała, oparta na ramieniu mistrzyni, to budziła się tylko po to, żeby uświadomić sobie, że Yennefer wciąż jest obok i wciąż czuwa. Nawet w ostatnich chwilach swojego życia najbardziej martwiła się dobrem adeptki, aniżeli swoim własnym. Choć nie zawsze jej to okazywała.
Yennefer miała wrażenie, że czas przecieka jej przez palce. Była zamknięta w lochu, nie mogła zrobić nic, żeby powstrzymać Triss, albo żeby chociaż przemówić jej do rozsądku. To niej nie docierały już racjonalne argumenty. Dłonią pokrytą zaschniętą krwią odgarnęła z twarzy niesforne kosmyki włosów. Gdy zamknęła oczy i mocno, mocno się skupiła mogła poczuć na twarzy powiew wiatru, którego już tak dawno nie czuła. Wiatru, wiejącego w Kaer Morhen, gdzie przebywała przez pierwsze trzy lata edukacji Katje. Doskonale pamiętała także swoją powtórną wizytę w świątyni Melitele, skąd najpierw zabrała Ciri, potem zamkniętą w sobie i wystraszoną Katje. Pamiętała pierwsze dni w starej szkole wiedźmińskiego cechu, kiedy małą czarnulka usiłowała unikać jej jak tylko mogła.
Mogłaby przysiąc, że znowu słyszała głosik Katje, nucący starą wyliczankę, kiedy dziewczynka skakała przez skakankę. Yennefer przyglądała jej się zza załomu muru, aż wreszcie podeszła do niej. Dziewczynka natychmiast stanęła w miejscu i spuściła wzrok, zawstydzona i onieśmielona obecnością czarodziejki.
- Pani Yennefer... - wyszeptała. - Ja tylko...
- Dasz mi skakankę? - spytała Yennefer, przerywając jej. - Dawno tego nie robiłam. Chyba najwyższy czas sobie przypomnieć. - Katje byłą wtedy tak zaskoczona, że bez słowa oddała jej skakankę. Yennefer podkasała suknię, upinając ja na biodrach, żeby nie przeszkadzała i zakręciła skakanką, nucąc starą rymowankę. ”Szła magiczka przez porębę, pogryzły ją żmije. Wszystkie żmije wyzdychały, a magiczka żyje.” Katje roześmiała się rozbawiona. Wtedy czarodziejka po raz pierwszy usłyszała jej śmiech.
Yennefer pogładziła adeptkę po włosach, uśmiechając się wbrew sobie. Wyszkoliła ją na cudowną młodą czarodziejkę. Upartą, to prawda, ale ona też w jej wieku doprowadzała Tissaię de Vries do bólu głowy. Tyle chciała jej jeszcze powiedzieć, zanim obie pójdą na śmierć. Tyle, że niebo zaczynało przybierać różowa barwę, a to oznaczało egzekucję. Do oczu czarodziejki napłynęły łzy, a ona drgnęła zaczynając szlochać bez opamiętania. Tak długo potrafiła się powstrzymywać, ale teraz wreszcie łzy przerwały mur, który wzniosła wokół siebie i spływały strumieniami po policzkach, żłobiąc jasne koryta w pokryte brudem i zaschniętą krwią twarzy. Katje poruszyła się i przebudziła ponownie, zerkając na mistrzynię.
- Była z ciebie fantastyczna adeptka. - wyszeptała Yennefer.
- A z ciebie wspaniała mistrzyni. - odpowiedziała jej dziewczyna. W korytarzu słychać już było kroki Sabriny, a chwilę potem drzwi uderzyły o ścianę.
- Pora na ciebie Yennefer. - odezwała się czarodziejka.
  • awatar gość: Piękny rozdział, obie kobiety (Yen i Kat) są rozczulające <3
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ten rozdział uderzył mnie jak żaden inny... Te wszystkie wspomnienia, normalnie łzy napłynęły mi do oczu, mówię serio... Coś czuję, że długo to będę wspominać...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›