Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 października 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer pędem wpadła do sali, w której zazwyczaj prowadziła zajęcia, omal nie potykając się o próg. Z największym trudem utrzymała równowagę i nie pozwoliła księgom wypaść jej z rąk.
- Przepraszam, już jestem. - odezwała się, jak gdyby musiała usprawiedliwiać się przed adeptkami. Położyła stos ksiąg na biurku i wreszcie podniosła wzrok na klasę.
- Katje... Gdzie jest reszta? - spytała, rozglądając się bezradnie po pustych ławkach.
- Jestem sama. - odpowiedziała cichutko Katje. - Nie wiem co się stało z innymi.
- Ale... - zaczęła Yennefer. Fiołkowe oczy błysnęły ogniem, ale blask natychmiast zgasł i czarodziejka opadła na krzesło. - Dobrze, nieważne. - westchnęła, opierając głowę na dłoniach. - Chodź tu do mnie, tylko weź podręczniki. Katje radośnie poderwała się z miejsca, porywając z blatu ławki książki. W głębi duszy cieszyła się, ze znowu ma mistrzynię tylko dla siebie.

- Yennefer... - odezwała się rektorka Elena, zaglądając do sali lekcyjnej. - Przepraszam. - dodała, widząc czarodziejkę, pochylającą się nad adeptką, zajmującą się skomplikowanym urządzeniem.
- Nie, nic się nie stało. - odpowiedziała natychmiast Yennefer. - Widzisz jaką mam sytuację.
- Widzę, że na twoich zajęciach także nie zjawiła się ani jedna. - westchnęła Elena.
- ”Także”? - Yennefer odwróciła się od uczennicy. - To znaczy, że na zajęciach z alchemii... Uzdrawiania...
- Nie przyszła ani jedna adeptka. To naprawdę niepokojące, nie mam pojęcia co teraz zrobić.
- Poczekaj... - czarodziejka zastanowiła się głęboko. - Inne rektorki?
- Cała Akademia wygląda jakby opustoszała. Odkąd uczę młodsze pokolenia, nie widziałam czegoś takiego. Jesteśmy we dwie. Lydia, Sabrina, nawet Triss Merigold, nie ma żadnej. Dormitorium też jest puste. Adeptki nie opuściłyby murów Aretuzy bez pozwolenia czy to twojego, czy innej rektorki.
- Rozumiem. Wróć do swojej komnaty, ja zaraz spróbuję się czegoś dowiedzieć. - westchnęła Yennefer. - Katje, obawiam się, że na dzisiaj koniec zajęć. - dziewczyna potulnie skinęła głową, choć nie miała najmniejszej ochoty przerywać obserwacji mikroskopowej. Nie wiedziała, skąd Yennefer wzięła to urządzenie, ale wspaniale się przy tym bawiła. Elena wyszła i Katje znowu została sama z mistrzynią. Dłonie czarodziejki drżały, kiedy dziewczyna pomagała jej w składaniu mikroskopu, a wreszcie oparła się o biurko i powoli opadła na klęczki.
- Pani Yennefer... - odezwała się Katje, zaniepokojona reakcją czarodziejki.
- Boje się Katje. - wyszeptała Yennefer. - To oczywiste, że to robota Triss i Sabriny. Zaczyna się. Znowu się zaczyna. A ja nie mogę z tym nic zrobić...
- Damy sobie radę. - odpowiedziała Katje. - Jestem twoją adeptką, a to...
- Przestań. - przerwała jej mistrzyni. - Nic nie mów. - dodała, kiedy Katje znowu otworzyła buzię. Powoli podniosła się z podłogi, wyraźnie nasłuchując. Potem podeszła do szyby i szarpnięciem otworzyła okno. Teraz i Katje usłyszała to, co wyraźnie zaniepokoiło Yennefer. Kobiece i dziewczęce głosy, skandujące kolejne Zakęcia. Yennefer wybiegła z sali kierując się ku schodom i pognała na dół. Katje dołączyła do niej, kiedy ta zdążyła już wypaść na dziedziniec. I sama stanęła jak wryta. Wszystkie adeptki i rektorki z Triss włącznie, a może właśnie przede wszystkim otaczały Aretuzę kręgiem. Ich dłonie były uniesione do góry, usta szeptały zaklęcia. Aretuza była odcięta od reszty świata. W tym momencie chronił ją magiczny krąg i bariera. Yennefer rozejrzała się po twarzach dziewcząt pogrążonych w głębokim transie.
- Polly! - Katje nie mogła powstrzymać się od krzyku. Jej najlepsza przyjaciółka nie reagowała. Wzrok miała zamglony, a jedyne co mogła w tym momencie to szeptać kolejne zaklęcia. Dziewczyna wiedziała, że Polly w końcu stanęła po stronie Dorothei, zastraszona i szantażowana, ale nie potrafiła się na nią o to gniewać. Yennefer okręcała się wokół własnej osi, szukając luki w  kręgu. Panika narastała jej w gardle, a w końcu doprowadzona do ostateczności czarodziejka wydała z siebie przenikliwy wrzask, padając na kolana. Klęczała na ziemi, obejmując głowę ramionami, krzycząc przeraźliwie.
- Pani Yennefer! - wrzasnęła w odpowiedzi Katje. Klęknęła przy mistrzyni, kładąc jej dłoń na plecach. - Potrafisz je przezwyciężyć, naprawdę. Jestem tu z tobą i wierzę, że dasz radę. Pani Yennefer...
- Odejdź... Katje... - wyrzuciła z siebie czarodziejka, kuląc się coraz bardziej. Cała się trzęsła pod naporem ogromnej siły sugestii płynącej od tak wielu młodych czarodziejek.
- Nie! Właśnie, że nie odejdę! Nie zostawię cię, rozumiesz? - Katje otarła rękawem łzy. - Ty też mogłaś mnie zostawić, wtedy w świątyni Melitele. A jednak tego nie zrobiłaś. Zabrałaś mnie ze sobą, wyszkoliłaś... Dałaś mi możliwość wiary, że jestem kimś więcej niż tylko zwykłą dziewczyną ze wsi. Właśnie dlatego wstań teraz i walcz z całym światem, bo tak by właśnie zrobiła Yennefer, którą znam.
- Nie, nie mogę... - wyszeptała czarodziejka. - Nie jestem tą czarodziejką, za którą mnie uważasz.
- Obawiam się, że Yennefer ma rację... Siostrzyczko. - odezwała się Triss Merigold, stając obok.
- To wszystko jest twoja wina! - wrzasnęła Katje, zrywając się na nogi. Była gotowa walczyć, coś zrobić. Cokolwiek byleby jej mistrzyni nie usiała cierpieć. - To od ciebie wszystko się zaczęło. To przez ciebie moja mistrzyni straciła należną jej pozycję w świecie magicznym! Co takiego ci zrobiła, że zniszczyłaś jej życie?
- Oh, jesteś jeszcze dzieckiem, nigdy tego nie zrozumiesz. - prychnęła Triss lekceważąco. - Wszystko przez jednego wiedźmina.
- Ale wtedy jeszcze... Znam tę historię. Wtedy jeszcze nie było w niej Geralta.
- Nie, masz rację, nie było. Ale była pewna śniąca.
- Jesteś wiedźmą. - wysyczała Katje przez zęby.
- Tak. - potaknęła rudowłosa kobieta. - Podobnie jak ty i twoja kochana mistrzyni. Tyle razy obiecywała, że będzie cię chronić, a kiedy dochodzi co do czego...
- To ja będę bronić jej. - przerwała jej Katje. Przyzwała energię magiczną. W jej dłoni uformował się pocisk.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›