Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 października 2017

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Kate - Writes: To na początek proponuję Phila Collinsa, bo ostatnio stwierdziłam, ze ta piosenka jest równie efektywna w czasie jesiennej pluchy, co w pełnym słońcu lata. A jak się tego słucha na dobrych słuchawkach... youtu.be/-d9bhILswnc I jedziemy z tą pogadanką. Ja wiem, że wy wszyscy pewnie czekacie na rozdział, który co prawda mam już napisany i tylko czeka na wklejenie, ale po weekendzie chodzi mi po głowie mnóstwo scenek z Limmaniel i Katrin i muszę się gdzieś wyżyć artystycznie, a to chyba najlepsze miejsce na takie sprawy.

Ale wcześniej... Pochwalcie mi się kochani, co aktualnie czytacie/oglądacie, względnie czym żyje wasza podświadomość. Ja jestem w trakcie "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" Tolkiena oczywiście. Z początku nie byłam zachwycona zasobami naszej biblioteki miejskiej, ale tą książką ostatecznie mnie kupiła. I dorwałam jeszcze "Chłopca w pasiastej piżamie", za którego mam zamiar wziąć się w następnej kolejności. "Opowieści..." to książka raczej dla młodszych czytelników, bo są to opowiadania, które Tolkien pisał dla swoich synów, kiedy mieli po kilka, kilkanaście lat, ale i tak jest świetna. Poza tym wiecie, to książka Tolkiena, a to trochę zobowiązuje. No bo jak bym mogła przejść obojętnie, obok jednej z publikacji mojego mistrza? Odpowiedź jest prosta; nie mogłabym.

A przechodząc do mojego polskiego mistrza fantastyki, czyli Sapkowskiego, to skończyłam czytać Wiedźmina. Powiem tak, jeszcze żadna seria książkowa nie wpłynęła tak bardzo na moją sferę mentalną jak "Wiedźmin" i nie godzę się na takie zakończenie. Czytałam to akurat w sobotę wieczór. I mogłabym przysiąc, że z mojego egzemplarza "Pani Jeziora" ktoś wyrwał parę ostatnich stron. Moja mina była naprawdę nieciekawa. Kto pozwolił Sapkowskiemu uśmiercić Yennefer? Ja się na to nie zgadzam, panie Andrzeju... Yennefer? Geralta jeszcze bym jakoś przeżyła, ale Yennefer?
tumblr_omlfpdgkZn1ui44q7o1_500.jpg


To moja ukochana bohaterka, ja nie pozwalam... No... Potem w nocy spać nie mogłam, bo ciągle nie mogło do mnie dotrzeć, że Yennefer nie żyje. Dlaczego musiała tyle wycierpieć, żeby potem po prostu oddać życie za ukochanego? Rozumiem jej postawę, bardzo szlachetna, ale na litość boską! Ona za inteligentna jest na to...

Jeśli chodzi o seriale to odcinek specjalny Sherlocka ciągle czeka na swoją kolej, a ja oglądam drugi sezon Emmy, który a mnóstwo plusów, ale mniej więcej tyle samo minusów. Plusy; animowana pani Dorothea. Jedna z moich ulubionych bohaterek w mandze, więc siłą rzeczy jedna z ulubionych w anime. Dużo dodatkowych scen, których nie ma w mandze, ani w dodatkach, to naprawdę duży plus. No i jeszcze niespodziewany wątek miłosny między Emmą a Hansem, a właściwie na razie jednostronny ze strony Hansa, ale jestem pewna, że coś z tego wyniknie. Z minusów to jest straszne spłycenie fabuły mangowej. Postać Eleanor Campbell - o ile w mandze nawet ją lubię, to w anime jest tak brzydka, tak tępa i tak egoistyczna, myśli tylko i wyłącznie o sobie, że po prostu nie da się jej tolerować. Głos pod Aurelię Jones - jak dla mnie podkłada ją za młoda lektorka i dość dziwnie to brzmi w zestawieniu z tą panią.

Teraz sobie włączcie Justynę Bojczuk; youtu.be/aO69osXwF6A Będę was dzisiaj zasypywać piosenkami z "Meridy Walecznej". Nie, wcale tego ostatnio nie oglądałam. A propos Emmy jeszcze, wczoraj jak siadłam, to pochłonęłam całe cztery odcinki, a przerwałam w takim momencie, że aż mnie skręca, bo z jednej strony wiem, że zaraz się spotkają z Williamem, ale z drugiej, to jak to będzie w wersji animowanej? Może twórcy wymyślili coś nowego?

Skaczę po tematach, wiem, ale wracając jeszcze do Wiedźmina, a ściślej mówiąc do czarodziejek. Ostatnio znalazłam u mojej mamy "Sztukę czarów; podręcznik magii" i teraz się zastanawiam, czy moja mama nie jest czasem czarownicą. Zabrałam jej to i będę czytać (za czasów Yennefer, to by mnie spalili na stosie za posiadanie tego).
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No to dużo się ostatnio dzieje w Twojej głowie :P. Jak to Yennefer nie żyje? No błagam! Podręcznik magii? Ooo! Czytałabym :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Limmaniel siedziała obok córki na trawie w zapadającym zmroku. Słońce powoli chowało się za horyzontem, zalewając świat ciepłem ostatnich promieni. Elfka uśmiechnęła się, patrząc prosto w słońce.
- Katrin.. - odezwała się. - Dziewczyna odwróciła głowę.
- Hmm... - mruknęła w odpowiedzi, również się uśmiechając.
- Cieszę się, że wróciłaś do domu. - powiedziała Limmaniel. Katrin uśmiechnęła się jeszcze szerzej, kiedy matka odgarnęła jej z twarzy niesforny kosmyk włosów.
- Może jakiś pojedynek? - spytała, wstając z trawy. Wysunęła miecz z pochwy. Elfka poderwała się na równe nogi, dobywając ostrza.
- Do pierwszej krwi? - Katrin kiwnęła głową w odpowiedzi. Starły się w pojedynku. Miecz uderzył o miecz. Szczęknęła stal. Dziewczyna zgrabnie stawiała kroki, wyćwiczone ruchy nie sprawiały najmniejszej trudności, miecz był przedłużeniem jej ramienia. Limmaniel długo pozbawiona możliwości walki z kimkolwiek też radziła sobie niezgorzej. Katrin miała zarumienione policzki, na ustach uśmiech, Limmaniel również się uśmiechała. Aczkolwiek pojedynek traktowała z niezwykłą powagą. Krew szumiała jej w uszach, ale nie zwracała na to uwagi. Wreszcie zmusiła córkę do uniku, pochylenia się i padnięcia na ziemię, atakiem po skosie. Katrin przeturlała się na plecy i zablokowała kolejny cios. Dłonie jej drżały, kiedy czuła miecz matki naciskający na jej ostrze. Ramiona buntowały się, kiedy czuła końcówkę ostrza na gardle. Ale znalazła w sobie jeszcze tyle siły, żeby zrywem wyrzucić ramiona ku górze i wstać z ziemi. Limmaniel natychmiast zamachnęła się mieczem i chwilę potem Katrin przyłożyła dłoń do policzka. Na rękawiczce zauważyła pierwszą krew.
- Wygrałaś. - odezwała się i zaraz rzuciła się ku matce, kiedy ta padła na kolana, wypuszczając miecz z dłoni. - Nie waż się zemdleć. - powiedziała, klękając przy niej i zaraz sprawdziła puls. Serce Limmaniel waliło jak oszalałe, ale elfka tylko się roześmiała. Katrin odwzajemniła uśmiech. - Powinnaś bardziej na siebie uważać.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Katrin i Limmaniel są niezwykłe. Nie dość, że to matka i córka, to jeszcze potrafią walczyć "robiąc sobie przy tym krzywdę" ;). Jak ja bym chciała żeby ktoś nauczył mnie walczyć mieczem, ale dwuręcznym ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes:

Katrin po raz ostatni sprawdziła sznurowanie w wysokich trzewikach i zarzuciła na plecy kołczan ze strzałami. Jej matka wsunęła naostrzony miecz z powrotem do pochwy i zgrabnie wskoczyła na koński grzbiet. Świtało. Całe królestwo jeszcze spało. Z wyjątkiem ich dwóch. One musiały się sobą nacieszyć.
- Jedziemy? - rzuciła Katrin, a Limmaniel prychnęła w odpowiedzi. Odpowiedź była oczywista. Tak oczywista, że nie wymagała wypowiedzenia na głos.
Chwilę potem obie galopowały przez wiecznie zielony las, co chwilę wypuszczając z łuku kolejne strzały. Limamniel napięła cięciwę i strzała śmignęła tuż obok policzka Katrin. Nie pozostając dłużna matce, wypuściła kolejną, która wbiła się w pień drzewa z głuchym stukotem, płosząc konia elfki. Limmaniel ściągnęła lejce.
- Poczekaj... - wyszeptała niemalże śpiewnie, posyłając za córką znikającą w zaroślach kolejną strzałę, która jednak nie sięgnęła celu.

Siedziały na trawie, napawając się popołudniowym ciepłem. Katrin zgrabnie posługiwała się sztyletem, którym starała się wydrapać na głowni łuku ptaka z rozpostartymi skrzydłami.
- Masz jeszcze siłę? - spytała. Limmaniel spojrzała na nią. - Czy twoje serce wytrzyma wspinaczkę do wodospadu?
- Chcesz się napić wody ognistej. - stwierdziła elfka. - Co ma nie wytrzymać. - dodała zaraz, zbierając z ziemi kołczan.
Wdrapały się na skałę, pomagając sobie nawzajem, trzymając się blisko, jak matka i córka połączone więzią. Katrin pierwsza wsunęła dłonie pod strumień lodowatej wody, spływający z gór. I wybuchnęła ożywczym śmiechem, wykręcając w miejscu ładny piruet.

- Jesteście nareszcie. - odezwał się Legolas, kiedy obie wjechały na pałacowy dziedziniec. Słonce chyliło się już ku zachodowi.
- I przywiozłyśmy kolację. - odpowiedziała Limmaniel, podnosząc ku górze upolowanego zająca. Mina elfa była naprawdę nieciekawa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›