Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 22 października 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer śniła. Śniła czasy Inkwizycji, płonący stos i siebie zakutą w kajdany. Gors Velen. Mieszczan skandujących ”Na stos z nią!”, ”Zabić wiedźmę!”. Na nic zdawały się jej protesty, że nie ma zamiaru nikogo krzywdzić, że to wszystko, co się wydarzyło było jedynie nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności. Krzyczała, ale nikt jej nie słuchał. Szarpała się w okowach, ale stalowe kajdany trzymały ją w miejscu. Obroża z dwimerytu uniemożliwiała skutecznie użycie magii. Nie mogła się teleportować. Nie mogła uciec. Czuła na twarzy ciepło buchające od płonącego drewna, a mimo to odważnie i bez niczyjej pomocy wkroczyła w płomienie. Jak przez mgłę widziała wiwatujący tłum, kiedy dosięgał jej ogień. Uroniła tylko jedną, jedyną łzę. Nie ma paskudniejszego widoku, niż płacząca czarodziejka.
- Pani Yennefer! - gdzieś w oddali rozległ się rozpaczliwy głosik adeptki i czarodziejka otworzyła zamglone oczy. W jednym momencie ogarnął ją okropny ból płonącego ciała, który próbowała wyprzeć ze świadomości. Leżała na stercie drewna, ale ze swojej pozycji i tak doskonale widziała biegnącą ku niej adeptkę. Nie mogła już krzyknąć, kiedy jeden z nich brał do ręki widły, kiedy ostre narzędzie wbijało się w ciało dziewczyny.
- Katje... - wyszeptała tylko, a zaraz potem uleciało z niej życie. Kat wreszcie rozprawił się ze swoją ofiarą.
Czarodziejka poderwała się z lóżka i chwilę jej zajęło, zanim uświadomiła sobie, że jest cała, bezpieczna i we własnej komnacie. Drżącymi dłońmi dotykała twarzy, klatki piersiowej i ramion. Ani śladu po oparzeniach. Żyła. Wszystko było w porządku. Jej palce otarły się o bliznę na karku, znamię, którego od wielu lat usilnie próbowała się pozbyć. Była Naznaczoną. A jej przeszłość miała ją nareszcie dogonić. I wiedziała, że sen nie był jedynie snem.

Katje również śniła. Płonący stos. Usta Yennefer, pocięte i rozbite, poruszające się bezgłośnie szepcząc jej imię. Fiołkowe oczy błyszczały, paliły się w wychudłej, skurczonej, poczerniałej od męki twarzy przesłonionej burzą zmierzwionych, brudnych, czarnych włosów. Kajdany na przegubach rąk, na kostkach nóg... Dłonie i palce mistrzyni będące jedynie masą zakrzepłej krwi. I płonący ogień. I jeszcze więcej stosów. Przykrępowane łańcuchami do pali kobiety dziko i przeraźliwie wyły o litość, a zebrany dookoła tłum ryczał, śmiał się i tańczył. Czasy Inkwizycji.
Jak jej mistrzyni zerwała się z łóżka bez tchu i zaraz objęła kolana dłońmi, kryjąc twarz w pościeli. Do oczu napłynęły jej łzy i choć Yennefer zabraniała, zaszlochała rozdzierająco, zaciskając pięści na kołdrze. Dobrze wiedziała, że to nie był tylko zły sen. Poderwała się z łóżka i z twarzą zalaną łzami wypadła na korytarz. W tym samym momencie usłyszała skrzypnięcie drzwi komnaty obok i ujrzała Yennefer, wychodząca na korytarz.
- Katje... - odezwała się Yennefer.
- Śniło mi się... - wypaliła dziewczyna, ale czarodziejka przerwała jej zaraz.
- Wiem. - powiedziała, wierzchem dłoni ocierając jej łzy z twarzy. - Bo i mnie się śniło.
- Boję się. - wyszeptała Katje, chwytając mistrzynię za nadgarstek. Jeszcze nie tak dawno by tego nie zrobiła. - Boję się, pani Yennefer. - powtórzyła drżącym głosem.
- Wiem kruszyno. - czarodziejka otoczyła ją ramieniem i przytuliła do siebie. dziewczyna dopiero teraz poczuła, że ręce mistrzyni się trzęsą, a ona sama dygocze.

Katje siedziała nad talerzem pełnym jajecznicy, ale nie miała apetytu. Obok niej siedziała Yennefer, również tylko wpatrując się w talerz.
- Będziesz dzisiaj ze mną ćwiczyć? - spytała wreszcie Katje.
- Myślę, że to dobry pomysł. - odpowiedziała czarodziejka. - W zaistniałej sytuacji, musisz być przygotowana na najgorsze.
- Nawet na to, co... - zaczęła dziewczyna i przerwała, kiedy dłoń Yennefer zatrzymała się dosłownie o milimetry od jej twarzy.
- Dość. - powiedziała zmęczonym głosem czarodziejka. - Chce cię widzieć za kwadrans na dole, weź ze sobą księgi.
Katje niemal słaniała się na nogach, utrzymując przed sobą tarczę, o którą coraz to uderzały magiczne pociski Yennefer. Nie potrafiła na nie odpowiedzieć. Ani tym bardziej udawać, ze nic się nie stało.
- Więcej mocy Katje! - krzyknęła ze swojego miejsca mistrzyni. - Zaczerpnij więcej! Nie bój się magii! - dziewczyna wyciągnęła dłoń ku ziemi, zdecydowana czerpać z podłoża, bo w niej samej nie było już ani krztyny mocy. Morderczy trening od samego rana dawał jej się we znaki. - Katje, jeśli już czerpiesz, to czerp powoli. I ostrożnie. - przypomniała jej mistrzyni. - Cholera! Ostrzegałam! Mówiłam! Głowa do góry! Do góry, mówię! Masz, przyłóż do nosa, bo cała zachlapiesz się krwią! Spokojnie, spokojnie, malutka, tylko mi tu nie mdlej. Jestem przy tobie. Jestem przy tobie kruszynko. Trzymaj chustkę. Zaraz wyczaruję lód...

Katje siedziała na trawie, obok mistrzyni, z głową między kolanami. Było jej słabo, wiedziała, że to wycieńczenie, związane z nadmierną utratą energii. Yennefer nauczyła ją tego jeszcze zanim...
- Już? - spytała Yennefer, kładąc jej dłoń na plecach. - Lepiej? - Katje pokręciła głową w odpowiedzi. Głos czarodziejki brzmiał nadzwyczaj łagodnie.
- Przepraszam... - odezwała się dziewczyna. -  Wiem, że powinnam była jakoś zasygnalizować przemęczenie.
- Nie, to nie twoja wina. - odpowiedziała Yennefer. - To przeze mnie, musiałam rozładować stres i niechcący zrobiłam ci przez to krzywdę. Katje... - dziewczyna podniosła wzrok. - Spójrz mi w oczy. - będąc czternastolatką śmiertelnie się tego bała. Tych oczu, fiołkowych, głębokich jak bezdenne jeziora, dziwaczne błyszczących, beznamiętnych i złych. Strasznych. Teraz jednak uczyniła to bez wahania. W oczach mistrzyni widać było strach, ale i przemożne uczucie.
- Nie dam się, tak jak wtedy. - wyszeptała Yennefer, a na jej ustach wykwitł uśmiech. - Nie dam. - a Katje już wiedziała, że to oznacza potężną awanturę.
  • awatar Hanti: Te sny to pewnie sprawka Sabriny. Mam nadzieje, że już niedługo dojdzie do krwawego pojedynku :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Najgorsze dopiero przed nimi... Wiem, że sobie poradzą, choć łatwo nie będzie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›