Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 października 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Noc otulała Yennefer ciemnością, kołdrą z ciszy i dawką koszmarów nocnych, których od dawna nie miewała. Spała niespokojnie, przewracając się z boku na bok, budząc się, gdy tylko słyszała najmniejszy nawet szelest. Drzwi komnaty otoczone były magiczną tarczą, chroniąca przed niepożądanymi gośćmi, ale to nie wystarczało. Nie zapewniało spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Dookoła miała przecież same czarodziejki (zarówno doświadczone, jak i te, które dopiero pobierały nauki), które  łatwością pokonałyby barierę, gdyby tylko chciały i wiedziały jak się do tego zabrać. W komnacie na tym samym piętrze spała Sabrina, której wystarczyłoby jedynie kilka kroków i porządnie ukształtowany piorun kulisty, gdyby chciała zamordować ją we śnie. W dormitorium na wieży przebywała Dorothea, której czarodziejka obawiała się wcale nie mniej.

Kiedy tylko udało jej się zamknąć oczy, powróciły wspomnienia sprzed roku. Przymusowa ucieczka z Kaer Morhen, przebyta czerwonka, ukrywanie się po lasach, wreszcie płonący stos i nagrzany metalowy pręt, wypalający na karku symbol Inkwizycji. Yennefer zwinęła się w pościeli, wyraźnie czując na karku ostry ból, ogień palący skórę, wgryzający się w żywe mięśnie. Ocknęła się z letargu, przyłożywszy dłoń do starej blizny. Pod palcami wyczuła jedynie zgrubienie, które miało pozostać tam już na zawsze. Przypominać jej o życiu, które kiedyś wiodła. Zajęczała głucho, słysząc rozbrzmiewające w głowie okrzyki miejskiej hołoty. Wiedźma. Morderczyni. Spalić, powiesić, ściąć. Zabić.

Wreszcie przed oczami stanęła jej delikatna twarzyczka Katje. Łagodne rysy, nos upstrzony piegami i podskakujący wesoło czarny warkoczyk, z wymykającymi się z niego krótszymi kosmykami. Nagle znów znalazła się na rynku Gors Velen, zakuta w kajdany, z podbitym okiem i krwawiąca wargą. Katje stała na chwiejącej się beczce ze łzami w oczach, przyciskając do piersi złamaną rękę, ale mimo to walcząc o życie mistrzyni. Ta dziewczyna była w stanie zrobić dla niej wszystko, gdyby tylko ją o to poprosić. Właśnie dlatego musiała ją chronić. Jedną adeptkę już straciła. Yennefer podniosła się do pozycji siedzącej, dysząc ciężko, jak po długiej drodze przebytej biegiem. Jej spojrzenie padło na lustro. Mimo ciemności widziała wyraźnie odbicie swojej twarzy, wygniecioną suknię, której nie miała siły zmienić na koszulę nocną. Ale widziała też wiedźmę, za która mieli ją mieszczanie. Widziała morderczynię z rękami pokrytymi krwią siedemnastoletniej dziewczyny. Twarz adeptki, która w jej ramionach wydała ostatnie tchnienie. Czarodziejka zamknęła oczy, z gardła wyrwał jej się długi i rozpaczliwy wrzask, a lustro roztrzaskało się na mnóstwo maleńkich kawałków, kiedy cisnęła w nie piorunem kulistym.

Klęczała na podłodze, starając się pozbierać szkło gołymi rękami. Obie ręce już dawno pokryły się krwią, kiedy drobinki ostre jak brzytwy rozcinały skórę dłoni i przedramion, ale nie zwracała na to uwagi. Nic nie widziała przez łzy wzbierające w oczach, które kapały na podłogę, mieszając się z krwią. W takim stanie zastała ją Katje, obudzona krzykiem i hukiem, który rozległ się w jego następstwie (przyuczona przez mistrzynię, umiała zdejmować blokady magiczne).
- Pani Yennefer... - odezwała się, klękając przy czarodziejce. - Co się z tobą dzieje? - dziewczyna chwyciła nadgarstek mistrzyni, starając się strzepnąć z jej dłoni okruchy szkła.
- Zabiłam... Zamordowałam dziewczynę... - wyjąkała Yennefer, pomiędzy napadami szlochu.
- Nie. Nie zaczynaj wierzyć w to, co mówią ludzie. Nie jesteś morderczynią, słyszysz?!
- Oni wszyscy mają rację. Margarita, Triss, nawet Sabrina. Nie powinno mnie tu być. Dawno powinnam spłonąć na stosie.
- Nie waż się tak o sobie mówić! - krzyknęła Katje. - Nie jesteś taka! - doprowadzona do ostateczności, trzasnęła nauczycielkę w twarz. Yennefer od razu oprzytomniała, spojrzała na dziewczynę, potem przeniosła wzrok na swoje dłonie i na rozbite lustro. Dopiero teraz poczuła ból w poranionych rękach i tępe łupanie w głowie.
- Przepraszam... - wyszeptała. - Katje, przepraszam... - dziewczyna ciągle wpatrywała się w czarodziejkę, która teraz na nowo zaczęła szlochać i wierzchem dłoni starała się otrzeć oczy, ale tylko umazała się krwią. Coś było na rzeczy. Yennefer nie płakała. Nie przepraszała. Katje zdecydowanym tonem kazała jej usiąść na łóżku i przyniosła w drewnianej miednicy trochę ciepłej wody. Musiała się zająć dłońmi czarodziejki, ale nie mogła posłużyć się magią do zasklepienia ran, kiedy ręce były pokryte krwią. Delikatnymi i spokojnymi ruchami obmyła woda jej ręce, a potem także twarz  wreszcie wysłała magiczny impuls w głąb ciała Yennefer. Zamknęła naczynia krwionośne, poleciła zasklepić się tkankom, a w końcu skórze. Obie dłonie owinęła lnianym bandażem. Na wszelki wypadek. A skończywszy przeniosła wzrok na twarz czarodziejki.
- Będzie z ciebie wspaniała uzdrowicielka. - wyszeptała Yennefer.
- Pochwalić to możesz mnie później. Teraz mów, co się dzieje. - czarodziejka przez chwilę siedziała w milczeniu i ze spuszczoną głową. Wreszcie podniosła wzrok.
- Coś się wydarzy. Coś złego. - odezwała się. -  Czuję to. Wszystkimi zmysłami. I nie daje mi to spokoju.
- Inkwizycji już nie ma. - Katje wzięła ja za rękę i kojąco uścisnęła obandażowaną dłoń.
- To nie Inkwizycja stanowi zagrożenie, ale czarodziejki. Łudziłam się, że ich stosunek do mnie zmieni się, kiedy pokażę im, że potrafię wychować nowe pokolenie magiczne w myśl dewizie, według której i mnie wychowano. Ale one nigdy się nie zmienią. Ich wściekłość sięga głęboko.
- Więc wyjedź z Aretuzy. Ucieknijmy razem, we dwie, tak jak wtedy. Mistrzyni i uczennica na wiecznym wygnaniu.
- Nie mogę... - Yennefer pokręciła głową. - Nie chcę tak żyć Katje. Nie w ukryciu, w ciągłym strachu o to, co będzie jutro. Jedynym wyjściem... Jest śmierć.
- Ani mi się waż tak myśleć! - Katje wyrwała rękę z dłoni czarodziejki. - Tyle razy dawałyśmy sobie radę, poradzimy sobie i teraz. Jeśli tylko będziemy trzymać się razem... - Yennefer znów pokręciła głową. - Zaufaj mi, proszę...
- Przyrzeknij mi. - wyszeptała czarodziejka. - Przyrzeknij, że jeśli co mi się stanie...
- Nie. - przerwała jej adeptka. - Wychowałaś mnie tak jak i ciebie wychowywała Tissaia de Vries. Nie zostawię cię, choćbyśmy obie miały spłonąć. - Yennefer uśmiechnęła się, patrząc na dziewczynę.
- Więc pozostaje mi tylko jedno. - powiedziała. - Nie dać się złamać.
- Nareszcie mówisz jak prawdziwa czarodziejka. - odpowiedziała Katje, odwzajemniając uśmiech.
  • awatar Hanti: Nadal czekam na wypadek Dorothei :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Yennefer się łamie, ale jest na tyle silna, że sobie poradzi, a Katje jej w tym pomoże :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›