Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 stycznia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skipper kulił się pod kołdrą popłakując cichutko. chłopcy już dawno zeszli na śniadanie, ale on nie zamierzał wstawać dopóki nie wyjdą z domu. W nocy miał wypadek i teraz leżał na mokrym materacu, szczelnie otulony kołdrą, żeby tylko nikt niczego nie zauważył.
- Szefie... - na poddasze zajrzał Kowalski. - Zejdzie pan na śniadanie? - Skipper pokręcił głową.
- Idź sobie. - powiedział płaczliwie.
- Spóźni się Szef do szkoły.
- Nie idę do szkoły. Idź sobie!
- Nie pójdę, dopóki Szef mi nie powie co się stało. - Skipper tylko wsunął się głębiej pod kołdrę. Nie chciał z nikim rozmawiać. Kowalski ze zniecierpliwieniem szarpnął za kołdrę, ale skipper nie puścił i przez chwilę obaj szarpali się w pościeli, dopóki Kowalski nie ściągnął kołdry z dowódcy. Zaraz też przyłożył sobie skrzydło do dzioba, a skipper wybuchnął płaczem.
- Skipper, co się stało? - spytała Kate, wpadając do pokoju, ale jeden rzut oka wystarczył, żeby poprawnie ocenić sytuację. Zaraz za nią na poddasze przybiegli Rico i Szeregowy.
- Katie, wszystko w porządku? - do pokoju zajrzała też pani Irena. Skipper tylko szlochał mocno wtulony w dziewczynę, W tej chwili chciał tylko zapaść się pod ziemię.
- Wródźcie na dół i skończcie śniadanie. Dam sobie tutaj radę. - powiedziała Kate, a kiedy towarzystwo posłusznie się ulotniło, ukucnęła przy Skipperze. - Nie płacz, nic się nie stało. Ty do łazienki, a pościel do prania i tyle.
Kate siedziała na kanapie w salonie, trącając struny gitary. skipper leżał obok z dziobem w poduszce, mocno ściskając kocyk. Wspólnie z panią Ireną zdecydowały, że w tym stanie do szkoły nie pójdzie.
- skipper... - odezwała się Kate. - Może mi wreszcie coś o sobie powiesz? Uważam, ze czas najwyższy. - pingwinek powoli pokiwał głową. - Skipper, to nie jest normalne. Masz trzynaście lat ludzkich i moczysz się w nocy.
- Zastanów się czy na pewno chcesz wiedzieć. - odparł Skipper.
- Już zdecydowałam i chcę. - pingwinek zaszlochał, ale podniósł się do pozycji siedzącej i otarł oczy.
- Mieliśmy mniej więcej po piętnaście lat, Manfredi może dwanaście (po przeliczeniu na pingwinie). Byliśmy młodzi, głupi, mieliśmy plany, marzenia... W Rosji trwała wtedy wojna domowa i wysłali tam nasz oddział z delegacją. Zawsze najlepsi, z dwojgiem dowódców. Okazało się, że Rosjanie tylko na to czekają. Część z nas została rozstrzelana, wezwaliśmy posiłki i ponad pół roku siedzieliśmy w okopach. Z karabinami i lękiem o własne życie. Wtedy zacząłem się bać o własną godność. To byli bracia, koledzy z oddziału, a jednak nie potrafiłem już z nimi normalnie rozmawiać. Nawet za potrzebą wstydziłem się pójśc, żeby nikt się broń boże nie dowiedział, że też mam fizjologię. Cały dzień siedziałem z pełnym pęcherzem, do latryny biegałem w nocy. Raz nas wysłali do rosyjskiego obozu z Kowalskim i Johnsonem. To była męka gorsza od wszystkiego innego. W połowie drogi się zsikałem, bo wstyd mi było choć słowem się odezwać. Johnson mi wtedy uświadomił, że oni wszyscy widzą, że coś złego się ze mną dzieje, bo mój kamuflaż jest co najmniej podejrzany. Do rosyjskiego obozu już nie doszliśmy. W międzyczasie Manfrediego przejechał rosyjski czołg. Johnsona... Johnsona zabiłem ja. Dostał rykoszetem moją kulą, wystrzeloną z mojego pistoletu. Przeze mnie. I to w głowę, nie dało się go ratować. - Skipper rozpłakał się i kontynuował kiedy atak szlochu minął. - Przez rok byłem w łagrze na Syberii. munduru mi nie zabrali, żeby mi przypominał, że nadal jestem wojskowym. Chociaż to co wtedy nosiłem nie było godne, żeby nazywać to mundurem. Kurtka wisiała na mnie niemalże w strzępach, czapka była podarta... - pingwinek zakrztusił się własną śliną.
- skipper, dość. - Kate wzięła pingwinka na ręce i mocno przytuliła. - Resztę kiedy indziej. Bo mi się zapłaczesz. Już, cichutko... - trzasnęły drzwi wejściowe i Skipper natychmiast umilkł. Serduszko tłukło mu się w piersi ze strachu.
- Jestem! - zawołał Kowalski, wchodząc do salonu. - Coś Szefowi kupiłem.
- Co? Pieluchy? - spytał drwiąco Skipper.
- Co?! Nie! skąd ten pomysł? - Kowalski wyjął z torby oprawioną w skórę książkę.
- Kopiłeś mi pamiętnik?! Ocipiałeś?!
- Skipper, bez wulgaryzmów proszę. - upomniała go Kate.
- Wie Szef... O wiele lepiej jest człowiekowi kiedy gdzieś swoje problemy opisze. Mnie to pomaga. Może Szefowi też pomoże.
  • awatar Hanti: Tylko, żeby ten pamiętnik nie dostał się w niepowołane ręce, bo będzie tragedia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›