Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 6 stycznia 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Było już dobrze po północy, ale Kate nadal leżała w łóżku nie mogąc zasnąć i gapiła się w sufit. Nad jej głową światło latarni ulicznej wyrysowało gondolę. Gondolę, na której można popłynąć hen daleko. Gdzieś donikąd. Do krainy nieważkości, do krainy pięknych marzeń. Miała wtedy sześc lat, ale pamiętała, jak matka - Cassandra, stwierdziła kiedyś, że marzenia to "bujanie w obłokach". Kate chciała zanurzyć się w takim obłoczku, puszystym, pachnącym i delikatnym. Myślała o pani Irenie. Potem o filmie "Buntownik z wyboru". Próbowała to wszystko jakoś sobie uporządkować. Dopiero teraz, w środku nocy, kiedy, nie mogąc zasnąć, przewracała się z boku na bok, przyszła jej nagle do głowy straszliwa myśl. Była tak potworna, że Kate aż włączyła światło i usiadła na łóżku. Czy pani Irena ją kocha? Przez Cassandrę od małego była nazywana swoją dużą dziewczynką, podporą, wyjątkową i inteligentną córką. Gdy Kate była szczególnie miła i dzielna, mamę rozpierała duma. Ale gdyby ją kochała nie zostawiłaby jej przecież. To nie była miłość. A pani Irena? Dziewczynie przypomniały się słowa Dominiki, które podsłuchała w rozmowie dziewczyny z Mirellą. Mówiła wtedy, ze nauczycielka wzięła ją z litości, bo sierotki zawsze oczekują, ze ludzie będą się nad nimi litować. Nagle poczuła, że niewidzialna ręka ściska ją za gardło. Wyszła do kuchni i nalała sobie szklankę wody, a wracając do pokoju poszła jeszcze do łazienki. Spojrzała w lustro. Tak, miała zielone oczy Cassandry. ale zobaczyła więcej niż matkę. Nieoczekiwanie ujrzała mur, który Cassandra postawiła wokół siebie. Może po to, żeby już nikt nie mógł jej zranić? Czy też dlatego, że w przeciwnym razie nie mogłaby być równie wyjątkową kobietą? A co z nią samą? Z tą wyjątkową, inteligentną Kate? Dziewczyną, która ma wszystko pod kontrolą? Czy zawsze musi być najlepszą i najmądrzejsza, żeby zasłużyć sobie na miłość? Jak mocny jest teraz jej mur? Dzisiaj pani Irena przedarła się przez niego. Tylko czy to dobrze...
Po nieprzespanej nocy Kate zeszła rano na śniadanie wcześniej niż pingwiny. Na dworze sypało śniegiem. Ciemna, ponura, zimowa aura doskonale pasowała do jej nastroju. Co ona właściwie tutaj robi? Dlaczego nie jest w swoim domu? Tam mogłaby przynajmniej zaszyć się w swoim pokoju. Cassandra... oczywiście, chciała jej dobra, ale czasami to chyba za mało. Co gorsza, zawsze decydowała o tym, co było dla Kate najlepsze. Ale czy porzucenie jej cztery lata temu tez było dla niej dobre? Kate potrząsnęła głową. Nie było.
- Zamyślona? - spytała pani Irena. Kate spróbowała wygiąć usta w zwyczajnym, rutynowym uśmiechu, ale jakoś jej nie wyszło. Patrzyły na nią ciepłe, stroskane oczy nauczycielki. Oczy Cassandry. Matki.
- Kate, ty drżysz! - nagle poczuła, jak obejmują ją miękkie, ciepłe ramiona, poczuła zapach perfum i ciemne włosy pani Ireny na policzkach. Drżenie stawało się coraz silniejsze. Przełknęła ślinę, nie chcąc pozwolić łzom wypłynąć, ale ramiona trzymały ją mocno, kołysząc delikatnie, dobrotliwie i z pełnym zrozumieniem, tak jak kołysze się dzieci.
- Pssst, wszystko będzie dobrze! wierz mi, wszystko będzie dobrze! - łzy poleciały po policzkach, wyrywając ze sobą kawał muru i rwącym potokiem, z ciała targanego spazmami płaczu, spłynęły samotność, strach oraz zwątpienie, które towarzyszyły Kate od wielu miesięcy. Płakała żałośnie niczym małe dziecko i desperacko uczepiwszy się mocno zaciśniętych wokół siebie ramion, ukryła twarz wtulając ja w szyję kobiety. Czuła ciepło, bliskość, strach i szczęście, ale najważniejsze, że czuła. Kiedy nauczycielka przyniosła jej chłodny, mokry ręcznik do otarcia twarzy, Kate nie śmiała nawet podnieść wzroku. Ale dała popis. Miała nadzieję, że pani Irena tego nie skomentuje. nie powie czegoś nieopatrznie. Pani Irena jednak milczała, wytarła tylko noc. Kate zerknęła na nią, zauważyła, że nauczycielka również płakała. Dlaczego?
- Przypominasz mi to dziecko, którym kiedyś byłam. - powiedziała pani Irena. - Też zawsze chciałam być duża i silna. Podtrzymywać pozory. Dlatego cieszę się, że możesz teraz płakać, chociaż czuję twój ból. Dla ciebie to dopiero początek. - czego początek? Ale nie odważyła się zapytać. Nie chciała żadnych odpowiedzi. Nie dzisiaj. Nie teraz.
 

abc.atlant
 
Bez tytułu.jpg

Osobiście mam bardzo ograniczone doświadczenie jeśli chodzi o yaoi i komiksy w klimatach "boys love". Niemniej od dłuższego czasu chciałam przeczytać coś takiego, a że Kotori wydaje najwięcej mang w tym klimacie wybór padł na któreś z wydanych przez nich dzieł. Kiedy w sierpniu przeczytałam zapowiedź mangi, do której odnosi się ta recenzja i przejrzałam angielską wersję paru rozdziałów w internecie, stwierdziłam, że to jest to i cierpliwie czekałam na wydanie.

Moja pierwszą manga w klimatach "boys love" było "Seven Days" również wydawnictwa Kotori. Miłości jako takiej było tam jednak niewiele i pomimo ładnej kreski i zwięzłej historii nie byłam dość usatysfakcjonowana.

"Ten Count" autorstwa Rihito Takarai absolutnie podbił moje serce poprzez głównego bohatera tejże mangi. Shirotani jest sekretarzem prezesa w dobrze prosperującej firmie, jego kariera kwitnie, dobrze zarabia i wszystko byłoby super, pięknie i fantastycznie, gdyby nie to, że cierpi na mizofobię. Odczuwa paniczny lęk przed wszelkiego rodzaju zarazkami, nieustanną potrzebę mycia rąk, dezynfekowania każdego dotykanego przedmiotu i mimo iż nauczył się z tym funkcjonować, jego przypadłość nadal sprawia mu wiele trudności. Do czasu kiedy spotyka tejemniczego Kurose.

Kurose pojawia się w życiu Shirotaniego w wyniku przypadku. Jest psychoterapeutą i zajmuje się leczeniem głównie dzieci, ale oferuje pomoc również Shirotaniemu, widząc krew przesiąkniętą przez rękawiczki, które ten stale nosi.

Historia opowiadana jest głownie z punktu widzenia Shirotaniego. Obecnośc Kurose w pierwszym tomie jest ograniczona głównie do jego spotkań z Shirotanim i nie dowiadujemy się nic o jego życiu prywatnym, ani o tym co robi poza spotkaniami. O Shirotanim właściwie tez wiemy niewiele. Tylko tyle gdzie pracuje, że cierpi na mizofobię, co myśli na temat Kurose i jak go postrzega. Istnieje kilka przebłysków z jego dzieciństwa, co zostanie rozwinięte w kolejnych tomach, ale na razie ten wątek jest mało ważny i nie wnosi do historii zupełnie nic. Może tylko tyle, że w dzieciństwie Shirotani był jeszcze zdrowy.

Kreska Takarai jest ładna, dopracowana i przyjemnie się na nią patrzy. Szczególnie podobały mi się tutaj tła, rysowane bardzo szczegółowo, takie jak klinika Kurose, księgarnia i kawiarnie, w których bohaterowie przebywają. Oprócz tego mamy kadry bez tła, które jednak nie rażą w oczy jego brakiem. Bohaterowie są rysowani w sposób dośc... "stoicki". Nie wykonują gwałtownych ruchów, wszystkie ich czynności są subtelne i wcześniej dokłądnie przemyślane. Może  zparoma wyjątkami, ale to szczegół. A pierwszym tomie akcja rozwija się powoli, ale wcale nie sprawia to, że czytelnik się nudzi.

Mangę polecam nie tylko fanom yaoi. Ci, którzy przepadają za tym gatunkiem powinni obowiązkowo ją przeczytać, pozostali - uważam - też powinni dac jej szansę i po przeczytaniu zdecydować czy chcą kontynuować tę serię. Nie jest to manga tylko dla fanów yaoi. Ci, którzy interesują się ludzką psychiką też znajdą tu coś dla siebie. Ja osobiście zakochałam się w tej mandze i czekając na kolejne tomy kibicuję Shirotaniemu w dojściu do ładu z samym sobą i osiągnięciu stanu, w którym będzie się czuł bezpiecznie (nie do końca jestem pewna czy powyższe zdanie jest poprawne gramatycznie).
  • awatar gość: Mam do Ciebie jedno pytanko: czytałaś może taką internetową manhwę "Killing Stalking"? Jest trochę dziwna, ale szczerze powiem - wciąga. A Ten Counta czytałam już kiedyś w internecie i po prostu uwielbiam <3
  • awatar SugarFirefly: Ale seks też będzie i to jaakiii XD
  • awatar Kate - Writes: @SugarFirefly: Wiem właśnie i tylko czekam, aż zacznie się dziać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›