Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 18 stycznia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Dzisiaj po śniadaniu (naleśniki) mieliśmy spotkanie z instruktorami, bardziej dla grup początkujących, ale fajnie się słuchało. Ustalaliśmy listę niezbędnych rzeczy, które ma mieć przy sobie narciarz wychodzący na stok i na stok pognaliśmy. Cała grupą zaawansowaną plus pani Irena, żeby nas ktoś pilnował, mogliśmy wjechać wyciągiem na samą górę i z samej góry zjechać. Było super. O wiele lepiej niż wczoraj. Tylko, że w śniegu przy zjeździe leżało coś brązowego i najwyraźniej tylko ja to zauważyłem. Pod drzewem, przy rozgrzebanej norce, siedziało skulone jasnobrązowe zwierzątko. A obok drugie, trochę mniejsze. Świstaki... A z norki wychodziły kolejne, przerażone zwierzątka. Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu kogoś dorosłego. Sam sobie z tym problemem przecież nie poradzę. Jeśli by się rozbiegły po całej okolicy w poszukiwaniu jedzenia, na pewno by zginęły. Musiałem znaleźć kogoś, kto wiedział dokładnie, jak pomóc świstakom, bo o tych zwierzakach miałem nikłe pojęcie. Odwróciłem głowę, słysząc, że woła mnie pani Irena. Najwyraźniej nie potrafiąc jeszcze zahamować, wywróciła się w śnieg, odpięła narty i podeszła do mnie. Pokazałem jej świstaki, a ona kazała mi zostać i ich pilnować, a sama pobiegła po któregoś z instruktorów. Wróciła z instruktorem młodszej grupy, który powiedział, że o świstakach mam absolutnie nikomu nie wspominać i że zatrzymały nas tutaj sprawy służbowe. Kiwnąłem głową, ale on już tego nie widział. Dopiero kiedy z panią Ireną wracałem na dół, do grupy, uświadomiłem sobie, że jestem strasznie głodny. Niestety, do obiadu było jeszcze daleko. Opłacało się czekać. Zupy grzybowej wprawdzie prawie wcale nie ruszyłem, bo za nią nie przepadam, ale sznycel z kurczaka plus frytki i jeszcze sałatka grecka do tego... Mmm, pycha! Po obiedzie mieliśmy bieg terenowy. Instruktorzy schowali gdzieś w lesie chorągiewki różnych kolorów, potem te kolory porozdzielali poszczególnym grupom i wysłali szukać tych chorągiewek. Lepiej niż nam poszło młodszym. Myśmy się pogubili, Ida pożarła się z Robertem, bo od początku źle nas kierował i wróciliśmy w marnych humorach i bez chorągiewki.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Nigdy nie widziałam świstaka na żywo, a chciałabym zobaczyć :D. Szkoda, że nie zdobyliście chorągiewek, bardzo lubię zabawy w szukanie różnych rzeczy. Kiedyś bawiłam się w podobne zabawy z rodzicami i babcią :D. Wcale nie ma takiej tragedii na tym zdjęciu :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›