Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 września 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Powtarza się ta sama historia co ostatnim razem. To miał być one-shot! Ale co ja poradzę, że ciąg dalszy układa mi się w głowie samoistnie... Dobra, dla tych, którzy nie czytali wcześniej; tutaj część pierwsza abc.atlant.pinger.pl/m/27105267 a tutaj ciąg dalszy; abc.atlant.pinger.pl/m/27247816 . Więc to jest ciąg dalszy ciągu dalszego (taka to moja logika).

Kowalski leżał na poduszce oddychając równomiernie. Czytana siążka wysunęła mu się ze skrzydła i leżała teraz na kołdrze. Pingwinek westchnął przez sen i pani Lucyna, siedząca na łożku obok, podniosła głowę znad czasopisma. Kowalski poruszył się niespokojnie. Policzki miał zarumienione, a rano okazało się, że ma temperturę, więc pani Ola kategorycznie zabroniła mu biegania po korytarzu.
- Dzień dobry. - odezwałąm się zaglądajac do salki.
- Cześć. - odpowiedziała mi pani Lucyna. - Pani doktor prosiłą, żebyś do niej zajrzała kiedy przyjdziesz. - poinformowałą mnie. - Powiedziałby ci sam, gdyby akurat nie spał.
- Jasne, dziękuję. - uśmiechnęłam się, obrzuciłam Kowalskiego przeciągłym spojrzeniem i pomaszerowałam go gabinetu pani Oli. Zapukałam i weszłam do środka, słysząc przyzwolenie.
- Dzień dobry. - odezwałam się. - Pani mnie prosiła do siebie.
- Tak, prosiłam. - pani doktor wstałą zza biurka. - Powiedz mi, czy Kowalski ma uczulenie na laktozę?
- Nie, nic takiego u niego nie stwierdzono. - odpowiedziałam.
- Mhm. - pani Ola poprawiła coś w papierach. - W takim razie to nie wina uczulenia. Zatrucia pokarmowego dostał przez jogurt. Myśleliśmy, że przyczyną jest właśnie uczulenie, ale wczoraj na kolację pił mleko i nic mu nie jest. Trzeba będzie podrzucić im to do laboratorium. - dodała pani Ola, zerkając na kubeczek po jogurcie, który przyniosłam poprzedniego dnia. - Druga sprawa; Kowalski dostał gorączki. Ganiał wczoraj po korytarzu, zmachał się, a potem siedział na balkonie, a chociaż mamy wiosnę, było dość chłodno, więc tutaj sprawa jest jasna. Gorzej z tym, że nie jestem pewna, czy mogę pozwolić ci go zabrać do domu przeziębionego. Wiesz jak to jest, ludzie wypisują się na rządanie, a potem narzekają na szpital, na lekarzy.
- Pani doktor, pani mnie zna. Ja nigdy... - zaczęłam.
- Wiem. - odpowiedziała pani Ola. - Spokojnie, wiem. Ale naprawdę nie wiem, czy mogę go dzisiaj puścić.
- Rozumiem. - odpowiedziałam. - Ale mogę z nim posiedzieć?
- Tak, pewnie. - pani doktor uśmiechnęła się, a ja pobiegłam do pingwinka.
Kowalski jeszcze spał, ale mimo to usiadłam obok niego, na łóżku. Pingwinek przebudził się, kiedy pogłądziłam go po piórkach.
- Cześć. - odezwał się słabo i usiadł, opierając się o poduszkę.
- Wiesz, co ja usłyszałam od pani doktor? - odezwałam się. - Przeziębiłeś się wczoraj? - pingwinek kiwnął głową. - Wiesz, że będziesz musiał w szpitalu siedzieć jeszcze co  najmniej jeden dzień?
- Nie. - jęknął Kowalski.
- Tak. - odpowiedziałam. - Naprawdę ci współczuję skarbie, ale z drugiej strony będziesz miał na przyszość nauczkę, że na balkon zgrany i zmachany raczej nie powinieneś wychodzić. - pingwinek zmarkotniał. - Kaszlesz? - sptałam. Kowalski pokręcił głową przecząco.
- Mam tylko katar. - odpowiedział. - No i gorączkę... Ale wiesz, na oddziale bywa też całkiem fajnie. Na przykład wczoraj przywieźli nam policjanta od nas z komendy z raną postrzałową. Leży pod oknem, a teraz jest na badaniach. Świetnie się z nim rozmawia. - Kowalski uśmiechnął się. - A na obiad mieliśmy wczoraj łososia. Szkoda tylko, że nie pozwalali wziąć dokładki.
- Barbarzyńcy. - stwierdziłam, uśmiechając się.
- Dzień dobry. - usłyszałam od drzwi i podniosłam wzrok. Do salki właśnie wchodził policjant, o którym mówil pingwinek. Skinęłąm głową w odpowiedzi. - Ty jesteś opiekunką? - spytał, pokazując na mnie, potem na Kowalskiego. - On się nie może tutaj ciebie nachwalić.
- Miło to słyszeć. - odpowiedziałam, spoglądając na Kowalskiego. Pingwinek posłał mi promienny uśmiech. Mężczyzna z jękiem usiadł na swoim łożku, a ja wróciłam do przerwanej rozmowy.
- Jak się czujesz tak w ogóle? - spytałam, przykładając mu dłoń do policzka. - Widzę, że nie masz już kroplówki.
- Pani Ola powiedziałą, że już nie trzeba. - potaknął pingwinek.
- To fajnie, przynajmniej masz pełną swobodę ruchów. - Kowalski zarumienił się jeszcze bardziej, wspominając wczorajszą kłótnię z pielęgniarką, nerwowy szloch i wreszcie moje przyjście, które go uratowało.
- Poszłabyś ze mną do ubikacji? - poprosił. Nie chciał iść sam, a zaczynał już naprawdę bardzo potrzebować toalety.
- Poszłabym, chodź. - wstałam z łóżka, biorąc pingwinka za skrzydło. Poprowadziłam go do ubikacji i zamknęłam się z nim w kabinie. Skipper już krzyczałby, że mam natychmiast wyjść i dać mu na spokojnie zrobić co trzeba, ale Kowalskiemu najwyraźniej nie przeszkadzała moja obecność. Pomogłam mu usiąść na sedesie i poczekałam aż załatwi swoje.
- A tak w ogóle to ja coś dla ciebie mam. - powiedziałam, kiedy już wróciliśmy do salki, przypominając sobie, że w torbie leży paczka ciastek, które miałam mu zostawić. - Proszę. - położyłam mu ciastka na kołdrze. - Żeby umulić ci życie skoro masz tu spędzić dodatkowy dzień. - pingwinkowi zaświeciły się oczka. Wiedziałam, że to jego ulubione.
- Dziękuję. - powiedział, przytulajac się do mnie.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziałam, zerkając na zegarek.
- Idziesz już? - spytał Kowalski, mając nadzieję, ze jeszcze trochę zostanę.
- Tak, idę. Muszę zrobić coś na obiad, bo chłopaki pewnie głodne. Trzymaj się skarbie. - przytuliłam go mocno. - Czekaj na mnie jutro, bo przyjdę cię odebrać. I dla własnego dobra, proszę, nie biegaj już po korytarzu. A najlepiej w ogóle nie ruszaj się z sali.
 

abc.atlant
 
Na czas ogłoszeń można usiąść. Drodzy państwo, znowu mamy leciutki poślizg, więc - tym razem z przyjemnością - ogłaszam, że na blogu będą pojawiać się jeszcze rozdziały wakacyjne. Te, które powinny pojawić się w wakacje. Ale niestety na opóźnienia nic wam nie poradzę. Nie chciałam nic zdradzać, ale stwierdziłam, że uchylić rąbek tajemnicy jednak mogę i chciałabym, żebyście na te rozdziały czekali z rosnącą ciekawością, niecierpliwością i żebyście naprawdę nie mogli się ich doczekać, a poza tym lubię nakręcać ludzi. Wiec tak; ciocia Jola wreszcie urodzi dziecko, znany i lubiany pan Janusz Frankowski (vel wujek Janusz) przeprowadzi się do Wrocławia, gdzie już nie będzie pracował jako nauczyciel, Kate również postanowi zmienić miejsce zamieszkania, pingwiny czeka trudny okres, a calutką rodzinę nowy rozdział życia. Czy Kowalski dostanie się na uczelnię zdradzić nie mogę, to już by było za dużo, ale możecie się domyślać i mu kibicować. Druga sprawa; za jakieś dwa tygodnie pojawią się kolejne rozdziały opowiadania z Legolasem i Katrin. Tak mniej więcej za dwa tygodniem bo powiem szczerze, że termin skończenia tego opowiadania nie jest mi jeszcze znany. Jeśli poślizg się przeciągnie może się pojawić za trzy tygodnie, ale to już jest granica nieprzekraczalna, więc na Legolasa musicie czekać jeszcze dwa do trzech tygodni. Jutro z kolei zapraszam na one-shot w klimacie "Władcy Pierścieni" i "Hobbita", bo mam straszną ochotę napisać cokolwiek, ale z Thorinem Dębową Tarczą. Więc jutro Thorin. Zapraszam serdecznie, na dziś to wszystko, dziękuję.
  • awatar Puchaty Dziobak: To czekam z niecierpliwością ^^
  • awatar Hanti: Właśnie tym wpisem umiliłaś mi poniedziałkowy wieczór! Mam nadzieje,że jutro w twoim opowiadaniu znajdzie się cała kompania Thorina, a przynajmniej jej część, bo tworzą zgraną paczkę :D <3 Szkoda tylko, że będę musiała czekać tak długo na opowiadanie o Legolasie :(. No nic. Na dobre opowiadanie, gdzie liczy się każdy szczegół warto tak długo czekać :).A o Kowalskiego jestem spokojna. Na pewno zda :).Chyba że planujesz jakąś niespodziankę...
  • awatar Alex McPenguin: Thorin? Ooo, mój kolejny mąż, który nie wie że zawarł ze mną związek małżeński ❤ Czekam z niecierpliwością ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›