Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 29 września 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Thorin! - zawołała Katrin przez łzy, a kiedy nie doczekała się odpowiedzi, usiadła pod najbliższym drzewem i na dobre rozpłakała się z bezsilności. Nie wiedziała co ma teraz zrobić. Wiedziała, że trafi sama do Żelaznych Wzgórz, bo siedziba Daina Żelaznej Stopy widniała już na horyzoncie. Najbardziej bała się niebezpieczeństw czyhających na nią po drodze. Wreszcie otuliła się płaszczem i położyła przy ognisku. Udało jej się zasnąć.
Rano dziewczynę zbudziło końskie rżenie. Podniosła głowę. Ognisko wygasło i ze spalonych gałęzi unosiła się teraz tylko smużka dymu. Dziewczyna ciaśniej otuliła się płaszczem, ale usiadła na trawie, czując dotyk miękkich chrap na policzku. Pogłaskała swoją klacz i wstała, spodziewając się, że nie zastanie nikogo obok, ale o drzewo opierał się...
- Thorin... - odezwała się Katrin. - Ty... wróciłeś.
- Mieliśmy ruszyć o świcie. - odpowiedział szorstko krasnolud. - Wsiadaj na konia.
- Thorin, przepraszam za to co się stało w nocy. - powiedziała dziewczyna. - Ja po prostu... Legolas...
- Nie chcę słyszeć ani słowa o twoim elfim kochanku! Wsiadaj na konia. - Katrin posłusznie usiadła w siodle i wbiła pięty w bok wierzchowca, ruszając za Thorinem powolnym kłusem. Do Żelaznych Wzgórz zostało im nie więcej niż pół dnia drogi, więc Katrin nawet nie zorientowała się, kiedy stanęła pod kamienną bramą. Thorin nie odzywając się do niej ani słowem załomotał pięścią w bramę, która otworzyła się powoli. Krasnolud szybkim krokiem wszedł do środka, a dziewczyna wślizgnęła się za nim. Wokół słyszała szepty robotników, których mijali, ale Thorin zdawał się tym nie przejmować.
- Chcę rozmawiać z kuzynem. - rzucił szorstko do jednego z kręcących się po korytarzu krasnoludów.
- Tho... Thorin Dębowa Tarcza. - wykrztusił krasnolud.
- Zgadza się. Prowadź mnie do mojego kuzyna. - krasnolud pochylił głowę z szacunkiem i poprowadził Thorina przez korytarz do sali tronowej. Katrin, najwyraźniej niezauważona przez nikogo podążyła za nimi. Dain rozparty na kamiennym tronie wyłożonym poduszkami prezentował się wyjątkowo majestatycznie. ”Thorin przy nim rzeczywiście wydaje się być upadłym krasnoludem. ” przemknęło przez głowę dziewczyny. I nie myślała tak wcale złośliwie.
- Thorinie... - odezwał się Dain, prostując się na siedzisku. - Kogóż to widzą moje oczy. Ile to już lat minęło.
- Piętnaście, drogi kuzynie. - Katrin wstrzymała oddech. Thorin spędził w Ereborze samotne piętnaście lat. Dla krasnoluda nie było to może tak wiele, żył przecież o wiele dłużej niż ludzie, ale dla niej, zwykłej śmiertelniczki, był to szmat czasu. Co prawda nie była już zwykłą śmiertelniczką, a raczej od urodzenia nią nie była, ale wciąż nie mogła się przyzwyczaić do myśli, że jest częścią świata istot nieśmiertelnych.
- Thorinie, synu Thraina... - dziewczyna odwróciła głowę, słysząc szept kolejnego krasnoluda. Ten ubierał się raczej na czerwono i białą całkowicie białą brodę.
- Balinie... - Thorin objął krasnoluda ramieniem.
- Więc jednak wróciłeś chłopcze. - powiedział Balin, również obejmując Thorina.
- Zgadza się. - odpowiedział krasnolud. - Przyszedłem... - zaczął głośniej. - Prosić was wszystkich o wybaczenie. Za to co wtedy zrobiłem.
- Nie zrobiłeś nic złego Thorinie. - odpowiedział Balin kręcąc głową. - To wszystko co stało się potem było jedynie wynikiem potwornego nieporozumienia. Wszyscy z dawnej kompanii Thorina Dębowej Tarczy czekamy na ciebie. W Morii. Tam, gdzie stworzyłeś nam nowe życie. Życie w spokoju i dostatku.
- Przecież posądziliście mnie o zdradę! - wrzasnął Thorin.
- Nikt cię o nic nie posądzał chłopcze. Byłeś wtedy pod wpływem smoczej choroby umysłu. Nie myślałeś jak jeden z nas. Wszystko przez złoto i skarby Ereboru. Nie byłeś taki jak twój dziadek. Ale wobec takiego bogactwa każdy krasnolud w końcu postradałby zmysły.
- Dziękuję Balinie. - odpowiedział Thorin, obejmując starego krasnoluda.
- Może powiesz nam teraz kogóż to przywiozłeś ze sobą. - odezwał się Dain, wnikliwie przypatrując się twarzy Katrin.
- Sama za mną przyjechała. - odpowiedział Thorin i Katrin nie mogła się z nim nie zgodzić. Wszystko co powiedział było prawdą.
- Tak było mój panie. - odpowiedziała dziewczyna, przyklękując na jedno kolano. - Jednak jedyne czego teraz pragnę to powrót do Zielonego Królestwa.  - dodała, kątem oka spoglądając na Thorina.
- To ty jesteś więc ludzką kobietą, którą Elfi książę zatrzymał przy sobie. - podsumował Dain. - Całe Śródziemie słyszało o waszym nietypowym związku. - Katrin przełknęła ślinę, zerkając na Thorina. Jego mina nie wyrażała kompletnie niczego. Żadnych emocji. Nie dał po sobie pokazać nawet tego, że pomiędzy nimi doszło do czegoś poprzedniej nocy.
- Naturalnie odeślemy cię do Elfów. - powiedział Dain. - Ale dopiero jutro. Dzisiejszą noc spędzisz tutaj, w komnatach dla gości. Czy taki układ ci pasuje?
- Tak. - odpowiedziała Katrin. - Dziękuję.
- Zaraz karzę cię odprowadzić. - dziewczyna ponownie skinęła głową, wstała z klęczek i zapatrzyła się w marmurową posadzkę. Nie chciała ani nie miała odwagi spojrzeć Thorinowi w oczy.
- Katrin... - odezwał się Balin, kiedy dziewczyna była już prowadzona do komnaty.
- Skąd znasz moje imię? - spytała dziewczyna.
- Wieści szybko się rozchodzą. - odpowiedział krasnolud. - Czy coś zaszło pomiędzy tobą, a Thorinem? - dziewczyna nerwowo przełknęła ślinę. - Widzę to w twoich oczach. Nie musisz tego robić. Nie musisz niczego przede mną ukrywać.
- Nic się nie stało. - przerwała mu Katrin, odrobinę głośniej niż zamierzała. - Do niczego nie doszło. My tylko... Wiesz, ze nie mogę.
- Pogubiłaś się, choć sama nawet nie wiesz w którym miejscu. Wrócimy do tej rozmowy jutro. Jeśli nie będziesz miała nic przeciwko temu.
  • awatar Hanti: No i znowu się nic nie wyjaśniło, ale rozdział super <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›