Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 września 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Pan Janusz zerwał się od stołu.
- Jola, boli cię, czujesz coś? Wstań kochanie, pojedziemy do szpitala. - nauczyciel wziął ciocię za rękę.
- Janusz, przestań panikować. - wtrąciła się ciocia Krysia. - Tak samo zachowywałeś się szesnaście lat temu kiedy to Gosia miała się urodzić. Może ja was odwiozę, bo w tym stanie nie będziesz mógł prowadzić. Twoim czy moim samochodem?
- Moim, łap. - pan Janusz rzucił cioci kluczyki i całą trójka zapakowała się do samochodu.
- Będziemy mieć kuzyna. - odezwał się Skipper, kiedy z małym opóźnieniem dotarło do niego co się stało. Kowalski odłożył widelec i z trudem przełknął to co miał w dziobie. Stwierdził, że nie da rady już więcej zjeść.
Całę popołudnie minęło na nerwowym oczekiwaniu. Wujek Romek i Agata chodzili po salonie w tą i z powrotem. Ja i Gosia siedziałyśmy na kanapie ściskając się za ręce. Babcia Józia kołysała się w fotelu bujanym. Ciocia Cenia gładziła po piórkach Kowalskiego, który siedział u niej na kolanach. Pingwiny ulokowały się na szczycie schodów. Szeregowy wprawdzie udawał, że bawi się jednorożcem, ale tak naprawdę też był zdenerwowany. Poderwałam głowę słysząc dźwięk telefonu i pierwsza dopadłam do słuchawki.
- Słucham... - odezwałam się, a kiedy usłyszałam po drugiej stronie pana Janusza, przełączyłam na głośnik.
- Katie, mam córeczkę! - krzyczał nauczyciel. - Mam dziecko! Czy ty wiesz jakie to cudowne uczucie zostać ojcem?! - pokiwałam głową.
- Wiem, przecież trzy lata temu w pewnym sensie zostałam mamą. - Skipper przywarł do mnie całym ciałem.
- Jak się czuje Jola? - spytała ciocia Cenia.
- Z Jolą wszystko w porządku, tak samo z maleństwem. Pod wieczór będziemy z Krysią w domu, to opowiem wszystko dokładnie. A jutro już będzie można przywieźć Jolę.
- To świetnie, czekamy na was. - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Pokój od razu wypełnił się westchnieniami ulgi i głośnymi rozmowami. Kowalski rozpłakał się, ale kiedy przykucnęłam przy nim, na mordce zobaczyłam tylko szeroki uśmiech.

Skipper przewracał się z boku na bok. Długo nie mógł zasnąć, a kiedy już mu się to udało znowu śniły mu się koszmary. Pingwinek jęknął przez sen. Śniła mu się lalka. Na wpół wyłysiała, z powykręcanymi rękami i nogami i łuszczącą się farbą. Ale najbardziej upiorne wrażenie robiły jej oczy, świecące złowrogim zielonym blaskiem, hipnotyzujące i szeroko otwarte. Lista osób do likwidacji. Okładka książki o duchach i demonach. Lewitująca dziewczyna. Dziewczynka spadająca z drzewa, prosto w objęcia śmierci. I jej dłoń, nawet po śmiertelnym wypadku zaciśnięta na włosach lalki.
Skipper poderwał się z łóżka bez tchu. Odruchowo obejrzał się za siebie, spodziewając się zobaczyć lewitującą lalkę. Firanka i zasłona powiewały za sprawą szeroko otwartego okna, ale pingwinek bał się wstać i je zamknąć. Zamiast tego calutki wsunął się pod kołdrę, szukając skrzydłem kocyka. Serce kołatało mu mocno, a on drżał słysząc choćby najmniejszy szmer. Wreszcie rozpłakał się i krzyknął na cały głos.
- Kate! Kate! - powtórzył, żeby mieć pewność, ze na pewno przyjdę. - Kate! - krzyknął jeszcze raz, zanosząc się histerycznym szlochem.
- Już jestem. - szepnęłam, biorąc go na ręce. - Już, cichutko. - pingwinek zakrztusił się własną śliną i mocno objął mnie za szyję. Strasznie się trząsł.
- Ćśś... Już wszystko dobrze. - szepnęłam. - W porządku?
- Mhm. - pingwinek pokiwał głową. Odwróciłam się. Na progu pokoju stałą ciocia Krysia. Posłała mi nieme pytanie, a ja pokręciłam głową w odpowiedzi. Ciocia potaknęła i wycofała się na dół. Zabrałam Skippera do swojego pokoju, a on od razu zakopał się pod kocem i sapnął, czując, że jest bezpieczny.
- Masz szlaban na horrory. - szepnęłam, kładąc się obok niego. Skipper pokiwał głową i przytulił się do mnie mocno. Uśmiechnęłam się, widząc jak uroczo wygląda, leżąc w pościeli w różyczki i pod różowym kocem.

Skipper obudził się dopiero koło dziesiątej. Był po prostu zmęczony po koszmarnej nocy i po wszystkim co ostatnio się wydarzyło.
- Dzień dobry. - odezwał się, stając na progu kuchni.
- Cześć. - odpowiedziałam. - Masz śniadanie na stole. - pingwinek kiwnął głową i pociągnął nosem. W kuchni unosiły się cudowne zapachy duszonego mięsa, pieczonych warzyw i ciasta. Stałam akurat przy szafce, siekając paprykę, ale odwróciłam się do Skippera.
- Czy dzisiaj jest jakieś specjalne święto? - spytał pingwinek.
- Nie, z tego co wiem, to nie. - odparłam, zerkając w kalendarz. Skipper już bez słowa dokończył śniadanie i wrócił do swojego pokoju. Był dwudziesty czwarty. Jego urodziny.
Zajrzałam do pokoju pingwinka w porze obiadu. Skipper leżał na łóżku, zwinięty w kłębek i chyba przed chwilą płakał, bo policzki miał zarumienione, a oczka ciągle mokre.
- Zejdź do nas na obiad. - poprosiłam.
- Nie chcę. - odparł smutno pingwinek. Wzięłam go za skrzydło i pociągnęłam do pozycji siedzącej.
- Chodź. I nie płacz więcej. - dodałam.
Skipper nie potrafił się uśmiechnąć, pomimo, że faszerowana pierś z kurczaka była przepyszna, a pudding jabłkowy jeszcze lepszy. Nie mógł wybaczyć nam tego, że zapomnieliśmy o jego urodzinach.
- Są! - pisnął Szeregowy, widząc auto pana Janusza, wjeżdżające na podwórko. Nauczyciel usiłował wyciągnąć z samochodu nowy fotelik dziecięcy, ale na razie nie było widać nic poza kawałkiem kocyka. Wreszcie udało mu się uporać z fotelikiem i postawił go na krześle. Przykucnęłam obok i zajrzałam do środka. Dzidziuś wydawał się być taki maleńki. Widać było tylko drobniutką rączkę, mocno zaciśniętą na kocyku oraz twarzyczkę na wpół zasłoniętą czapeczką.
- Mogę go potrzymać? - spytała Agata. Ciocia Jola kiwnęła głową i wyjęła maleństwo z fotelika. Agata usiadła i z zachwytem wyciągnęła ręce.
- Ewciu, to jest twoja starsza kuzynka. - Agata siedziała, trzymając malucha z wyrazem zdumienia na twarzy.
- Jest mniejsza niż niektóre lalki. - powiedziała. - Nic jej nie jest? - ciocia Cenia parsknęła śmiechem.
- Urośnie. Ty byłaś jeszcze mniejsza. - pan Janusz poszukał wzrokiem Kowalskiego, a kiedy dojrzał go na wpół schowanego za moją nogą, wyciągnął do niego dłoń. Pingwinek stanął na krześle obok i z zaciekawieniem zajrzał w zawiniątko. Popatrzył w dół, na Ewcię, obserwując, jak jej oczka powoli się otwierają.
- Patrzy prosto na mnie. - pisnął.
- Chyba rzeczywiście. Podobno noworodki niewiele widzą, ale wyraźnie ci się przygląda. - uśmiechnęła się ciocia Jola. Ośmielony Kowalski odkrył kawałek kocyka, chcąc dokładniej przyjrzeć się Ewci, która złapała go za skrzydło. Pingwinek poczuł, że topi mu się serduszko, a chwilę potem cofnął się wystraszony, kiedy maleństwo zakwiliło niespokojnie. Ciocia Jola podniosła wzrok na Skippera, który wciąż siedział przy stole ze smutną minką.
- Nie zapomnieliście o czymś? - spytała, odciągając mnie na bok.
- Nie, czekaliśmy z niespodzianką na was. - odpowiedziałam.
- To nie trzeba było czekać. Biedactwo pewnie myśli, że o nim zapomnieliśmy. I gotowy się jeszcze rozpłakać. Leć po tort i to w tej chwili. - posłusznie wstałam z krzesła i chwilę potem całą rodziną staliśmy przed Skipperem z tortem i prezentami.
- Skipper... - odezwałam się. Pingwinek podniósł wzrok. - Wszystkiego najlepszego. - chwilę wodził wzrokiem po prezentach, a potem rozpłakał się.
- A ja myślałem, że o mnie zapomnieliście. - zaszlochał. Postawiłam na stole tort i przykucnęłam przy nim.
- Wiem skarbie, przepraszam. - powiedziałam mocno go przytulając. - Nie chcieliśmy, żebyś przez nas płakał. I za to, ze powiedziałam, ze dzisiaj nie ma żadnego święta też przepraszam. Nie płacz już, proszę. - Skipper otarł oczy i zdmuchnął świeczki. Potem uśmiechnął się przez łzy.
- Dziękuję. - powiedział. - Czekoladowo bananowy?
- Taki jak chciałeś. - potaknęłam. - Chodź teraz zobaczyć prezent. - poprowadziłam pingwinka na tył ogrodu i kazałam popatrzeć w górę.
- Domek na drzewie. - westchnął Skipper.
- Taki sam jak na Jaworowej. Tylko, że z dodatkowym pomieszczeniem, mostkiem i drabinką sznurową. - pingwinek uśmiechnął się szeroko.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Mam nadzieję, że ciocia Jola dobrze się czuje :D. Fajnie, że maluch jest już w domu, a Skipper dostał świetny prezent na urodziny :).
  • awatar Alex McPenguin: No to się teraz zacznie... Darcie się po nocach, powodzenia życzę! D:
  • awatar (NIE)Przyjaciółki: Domek na drzewie... Świetny prezent :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
- Skipper, spisz? - spytałam, zaglądając do pokoju pingwinka późno wieczorem.
- Nie. - odpowiedział mi Skipper, siadając na łóżku.
- To chodź do salonu. - poprosiłam. Pingwinek momentalnie wygrzebał się spod kołdry i zbiegł za mną po schodach. Pozostałe pingwiny już siedziały na kanapie. Kowalski przecierał oczy.
- Co się dzieje? - spytał.
- Pamiętacie, ze w wakacje chodziłam do szkoły filmowania? - zwierzaki pokiwały głowami. - Chciałam wam pokazać efekt. I jest to też jeden z prezentów urodzinowych Skippera. - wsunęłam płytę do odtwarzacza DVD i usiadłam obok pingwinów.
Pierwszą częścią filmu było nagranie ze starej taśmy, rwącej się i pełnej zakłóceń, na którym pingwinki raczkowały po ogrodzie za domem na Jaworowej. A ponieważ Kowalski nie był zbyt chętny do raczkowania, przeważnie był trącany i turlany po ziemi. Szeregowy był najmniejszy z czwórki maluchów, nieco zagubiony. Piórka Skippera wyglądały niczym ozdobny pióropusz. Jeśli chodzi o raczkowanie, to zasuwał naprawdę szybko. Musiałam go odciągać od krawędzi basenu, żeby nie wpadł do środka. Na filmie przez chwilę pojawił się też Rico. On ruszał się niewiele, za to znalazł w trawie żuka. Miał wspaniałe błyszczące piórka i bardzo donośny głosik, którym popędzał niezbyt skorego do chodzenia Kowalskiego.
Zanim maluchy skończyły roczek, szarpnęłam się na prawdziwą kamerę video. Następny fragment filmu pokazywał zmienianie pieluszki szlochającemu skipperowi, który machał wściekle skrzydełkami i na wszystkie strony wierzgał nóżkami. Potem już cała czwórka siedziała rzędem na plastikowych nocniczkach. Kowalski siedział cierpliwie, opierając główkę na skrzydle. Szeregowy był malutki i zdawało się, że zaraz wpadnie do swojego nocniczka. Rico grzebał sobie skrzydełkiem w łapce. Skipper skończył pierwszy i zerwał się z nocniczka z okrzykiem "Już!".
W dalszej części filmu wmontowałam przeplatane ze sobą krótkie ujęcia lub scenki pokazujące przyjęcia urodzinowe, niezbyt udane eksperymenty (na przykład Kowalski cały oklejony gumą do żucia) czy wesołe zabawy. Do tego inni bliscy w przeróżnych niefortunnych i dziwacznych sytuacjach.
Ostatnie ujęcie, pochodzące z czasów, gdy pingwiny miały mniej więcej siedem lat (w przeliczeniu na pingwinie dziesięć i pół), było bardzo długie. Nie uświadamiałam sobie w pełni jego znaczenia, gdy wybierałam je z którejś taśmy i montowałam na zakończenie filmu.
Zostało ono nakręcone na plaży w Gdyni. Kamera pokazywała czarno-białą czwórkę, jak trzymając się za skrzydła, podskakują na wzburzonych falach, głośno krzycząc i piszcząc. Zupełnie tak jak robiły to w te wakacje na Karaibach.
Skipper wpatrywać się w ekran z otwartym dziobem, nawet nie czując, że po policzkach płynął mu łzy. Kowalski tez ocierał oczy. Na ekranie pozostała stop-klatka, a my nadal siedzieliśmy z wzrokiem wbitym w telewizor, chociaż film się skończył.

PS tu pojawia się pewien haczyk. Skoro Kate adoptowała Pingwiny ledwie trzy lata temu to skąd miała nagrania z och maleńkości i dzieciństwa? Ale to już zostawmy do rozkminiania tym, którzy przywiązują dużą wagę do nieścisłości.
  • awatar Hanti: Piękny prezent<3
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Niesamowite. Aż sama bym obejrzała ten film :).
  • awatar Alex McPenguin: Kiedy usiedli na nocnikach to zastanawiałam się czy czytać dalej xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›