Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 4

abc.atlant
 
Omówiliśmy wszystkie zasady bezpiecznego nurkowania, po czym cała nasza grupka przesiadła się do łodzi, spuszczonej na powierzchnię wody. Sternik uruchomił silnik i łódka oddaliła się od macierzystego statku, z pokładu którego machała do nas ciocia Jola.
- Proszę nie odpływać ode mnie za bardzo i nie wypływać poza ten obszar. - instruktor nakreślił szeroki łuk ręką, wskazując również widoczną w oddali maleńką wysepkę. - Dalej są niebezpieczne morskie prądy, które porwą najsilniejszego śmiałka w głąb morza. - ostrzegł. Skipper miał dosyć tego gadania, chciał jak najszybciej się zanurzyć.
- Płyniemy już? - wiercił się niecierpliwie.
- Jak pan sobie życzy. - zaśmiał się instruktor. Po chwili wszyscy zanurzyliśmy się w krystalicznie czystą, lazurową toń i poczuliśmy się, jakbyśmy wylądowali na innej planecie. Królestwo korali tętniło życiem i zdumiewało rozmaitością form i kolorów. Gigantyczny, słonecznie żółty koral przypominający wyglądem brokuł, wabił zaciekawionych nurków. Wokół nas przepływała niezliczona liczba ryb i innych morskich stworzeń. Kowalski i skipper głaskali przepływającego obok nich wargacza garbogłowego, olbrzymią, błękitno-zieloną rybę. Ja i wujek Janusz mieliśmy równie wielką frajdę i podziwialiśmy podwodny świat, który zachwycał istną feerią barw. Podpłynęliśmy ku różowym ukwiałom i tylko Szeregowy, choć zachwycony tym co widzi, nie mógł popłynąć z nami. Nie sądził, ze będzie aż tak głęboko. Kiedy zerkał z pokładu łodzi, wydawało mu się, że dno jest całkiem blisko. A teraz, gdy zanurzył się, okazało się, że od dna dzieli go wiele metrów. Czując ten bezmiar wody pod sobą, nagle wpadł w panikę. Zaczął gwałtownie oddychać i przez moment bał się, że się udusi, albo utopi. Instruktor dostrzegł co się dzieje i zawrócił. Obaj wynurzyli się na chwilę na powierzchnie morza.
- Nie umiesz nurkować? - spytał instruktor.
- Co tez pan, jestem pingwinem, pływam doskonale, tylko... - zająknął się. - ...nigdy dotąd nie nurkowałem na takiej otwartej przestrzeni, no i nie tak głęboko. - przyznał pingwinek. - Dno jest okropnie daleko, choć w tej przejrzystej wodzie wydaje się, ze jest blisko. - instruktor roześmiał się.
- Nie bój się. Nie jesteś pierwszą osobą, która reaguje w ten właśnie sposób.
- Naprawdę? - Szeregowy poczuł się znacznie lepiej.
- możesz z góry obserwować rafę. - zaproponował instruktor. - O tak. - położył się na powierzchni wody na brzuchu, rozłożył ręce i nogi, i w ten nieco dziwny sposób pływał przez chwilę z zanurzoną głową. - Tak też można wiele zobaczyć. - zachęcił, po wynurzeniu się. - I co, spróbujesz? - Szeregowemu wcale się to nie spodobało.
- Mam pływać na trupa?! - prychnął zdegustowany.
- No, może zbyt pięknie to nie wygląda, jeśli patrzeć z góry. - zaśmiał się instruktor. - Ale jest całkiem bezpieczne i nie wpada się w panikę.
- Za nic nie będę pływać jak topielec! - odparł Szeregowy z godnością. - I nie wpadam w żadną panikę! - dodał urażonym tonem. - Zanurkuje i dołączę do reszty. - wziął głęboki oddech, poszeptał do siebie jakieś magiczne, uspokajające słowa jak sportowiec przed zawodami, powtórnie nałożył maskę i zanurzył się. Tym razem Szeregowy rzeczywiście pozbył się strachu i śmignął w głąb morza niczym najprawdziwsza syrena. Kilka minut później dołączył do mnie i pana Janusza, kiedy odkrywaliśmy coraz to inne niezwykłe stworzenia. Wkrótce pingwinek dał się całkowicie porwać tej magii i nawet nie oglądał się już za instruktorem.
- Och, było cudownie ciociu. Jaka szkoda, że nie mogłaś z nami płynąć. - powiedziałam, kiedy już wracaliśmy do hotelu, liżąc lody. Kowalski wlókł się gdzieś z tyłu. Nie miał ochoty na loda. Ciągle rozpamiętywał to, co wczoraj usłyszał. Czy naprawdę był tym, któremu nigdy nic nie wychodziło? Pingwinek przystanął i zaszlochał, ciasno obejmując się skrzydełkami. Odwróciłam się zaskoczona. ciocia i wujek zrobili to samo. Skipper mocno objął przyjaciela skrzydełkami.

Humoru nie poprawiła Kowalskiemu nawet wycieczka do destylarni słynnego Malibu. Wciąż przeżywał to co usłyszał przedwczoraj i tylko smętnie wlókł się za nami, gdziekolwiek byśmy nie poszli, a po powrocie do pokoju zwijał się w kłębek na łóżku. Skipper dyskretnie obserwował przyjaciela, ale podobnie jak ja nie wiedział dlaczego Kowalski tak się czuje i jak mógłby go pocieszyć. Pingwinek rzucił plecak na fotel i wdrapał się na łóżko, do Kowalskiego. miał pełną swobodę działania. Ciocia i wujek chcieli zajrzeć w jeszcze jedno miejsce, ja siedziałam w łazience, a Szeregowy i Rico nie powiedzą przecież ani słowa. Rzucił się na przyjaciela i przygwoździł go do materaca. Przyjaciel spojrzał na niego załzawionymi oczkami. Skipper nerwowo przełknął ślinę.
- Co jest? - odezwał się twardo. - Gadaj.
- Nic, nieważne. - udało się wykrztusić Kowalskiemu.
- No, coś mi się nie wydaje. - Skipper przymknął oczy.
- To nie jest Szefa sprawa. - zaszlochał przyjaciel, próbując znowu przekręcić się na bok.
- Owszem, moja! - Skipper podniósł głos i trzasnął Kowalskiego po dziobie. - co się stało? Powiedz. - Kowalski pokręcił głową przecząco, znowu zaczynając płakać. - Ofiara. - skomentował skipper. Przyjaciel spróbował go z siebie zrzucić, ale dowódca jeszcze mocniej przycisnął go do materaca i jeszcze raz zdzielił po policzku. Kowalski rozpłakał się na dobre i przeturlał na bok. Chwilę potem obaj kotłowali się w pościeli. Kowalski szlochał rozpaczliwie, usiłując wyrwać się Skipperowi.
- Skipper! - krzyknęłam, wybiegając z łazienki. - No co wy robicie?! Kowalski! - ściągnęłam Skippera z Kowalskiego, a tego drugiego przytuliłam mocno. Pingwinek telepał się cały, kiedy go obejmowałam.
- Skipper, nie masz prawa znęcać się nad Kowalskim. - powiedziałam. - O co właściwie poszło? - Skipper odwrócił się do mnie plecami, wyrażając swoje niezadowolenia, ale kątem oka spojrzał na Kowalskiego i uśmiechnął się delikatnie.
- Jestem... zazdrosny... - wyszeptał Kowalski, wtulając się we mnie.
- No co ty... - zaczęłam, ale przytuliłam go mocniej. Skipper jeszcze chwilę udawał, że jest na nas obrażony, ale po chwili nie wytrzymał  też objął Kowalskiego. Bądź co bądź nie chciał go jeszcze bardziej zranić, tylko pomóc.
- Mamo... - odezwał się Kowalski. - Czy ty...
- Wybacz, że byłam dla ciebie taka surowa. - przerwałam mu. - Ostatnio wcale cię nie słuchałam. I tak naprawdę cię nie zauważałam. - Kowalski otarł oczy i zarzucił mi skrzydełka na szyję. Przytulił swój mokry od łez policzek do mojego.
- Już? W porządku? - spytałam. Pingwinek pokiwał głową, czuł się już o wiele lepiej.
Ostatniego dnia naszego pobytu na Karaibach poszliśmy do rezerwatu Andromeda i do Orchid world. Skipper stwierdził wprawdzie, że to nudy, ale nam tak strasznie zależało na tych miejscach i w końcu stwierdził, ze raz może się poświęcić. Na miejscu okazało się, że jest tu wręcz idealna sceneria do robienia zdjęć. Skipper natychmiast przestał się fochać i pobiegł gdzieś z aparatem. Szeregowy podziwiał coraz to nowe gatunki storczyków i musiałam wybić mu z głowy pomysł, na który wpadł. chciał koniecznie nazrywać tych kwiatków i zabrać do domu. Kowalski zachichotał, kiedy jedna z uroczych małpek kapucynek zeskoczyła mu na ramiona i dokładnie zbadała palcami jego głowę. Problem zaczął się przy wyjściu, kiedy tak bardzo przywiązała się do niego, że nie chciała z niego zejść.
- Pomogę może. - pan Frankowski zdjął małpkę z ramion Kowalskiego i posadził na drzewie.
- No, a jak ci się podobało? - spytałam, patrząc na pingwinka. Kowalski posłał mi szeroki uśmiech.
- Jest super, naprawdę. - odpowiedział - Szkoda, że już jutro musimy wracać do domu.
- to prawda, ja też chętnie zostałabym tu jeszcze trochę. - westchnęła ciocia Jola. - Może po obejściu parku pójdziemy na ostatnie lody na Barbadosie?
- Możemy pójśc. - odpowiedziałam. - chętnie zjem coś zimnego.
- A czy moglibyśmy po lodach pójść jeszcze na deptak? - zagadnął Kowalski.
- Po co? - spytałam, myślami będąc już przy lodach.
- Chciałbym tego drewnianego ludzika, którego oglądałem.
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: Skippera zawsze lubiłem ale w tym rozdziale muszę mu kategorycznie zaprzeczyć. Wizyta w rezerwacie przyrody wcale nie jest nudna, sam kilka razy w takowym byłem i nigdy się nie nudziłem. No ale rozumiem go, przecież on nie interesuje się botaniką.... :D
  • awatar fanka pingwinów: Mi sie wydaje że zakup ludzika Kowalskiemu wynagrodzi mu te ostatnie dni gdzie pingwinek (zresztą jest on moim ulubieńcem) bardzo cierpiał i przestanie być zazdrosny o to że nie poświęcało mu się tak dużej uwagi jak jego dowódcy. Myślę że jego opiekunka powinna po powrocie do Polski wybrać się tylko z nim w jakieś miejsce związane z jego zainteresowaniami. Np planetarium, muzeum albo jakiś piknik naukowy lub otwarte dni w laboratorium, albo zajęcia z chemii, fizyki, biologii. Czekam z niecierpliwością na następny.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Dobrze, że wszystko się wyjaśniło :). Szkoda, że to już ostatni dzień i trzeba wracać... Hehe, sama chciałabym przeżyć taka historię z małpką ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Akagami.no.Shirayukihime.full.53326.jpg

"Shirayuki to urocza i pełna życia młoda zielarka, która wiedzie spokojny żywot w królestwie Tanbarun. Jest jednak pewien drobiazg, wyróżniający dziewczynę spośród innych mieszkańców – jej rude, a właściwie czerwone niczym jabłka włosy. Kiedy książę Tanbarunu, Raji, dowiaduje się o istnieniu Shirayuki, natychmiast postanawia, że zostanie ona jego konkubiną. Wystraszona zielarka ucieka z kraju i trafia do sąsiedniego królestwa, Clarines, gdzie poznaje niejakiego Zena oraz jego towarzyszy, szermierzy Mitsuhide i Kiki. Szybko wychodzi na jaw, że nowy przyjaciel nie jest zwykłym chłopakiem, a drugim w kolejce do tronu członkiem rodziny królewskiej" (Tanuki).

"Piękna i Bestia", "Kopciuszek", "Śpiąca Królewna" i w końcu "Królewna Śnieżka"... Choć sama przyznam się bez bicia nie jestem wielką fanką disneyowych opowiastek o królewnach i królewiczach, warto Wam wiedzieć, że "Akagami no Shirayuki-hime" ma z nimi wiele wspólnego, nie mówiąc już o samym tytule i imieniu głównej bohaterki - Shirayuki, czyli "Śnieżka". Bardzo często, o ile nie zawsze, żeńska część głównych bohaterów jest uczciwa, uczynna, miła, zdecydowana, zdolna do poświęceń, szczera - same superlatywy i jak pewnie się domyślacie, również i Shirayuki owych cech nie zabrakło. Zanim uciekła z miasta, pozostawiła leki i zioła dla klientów, bez zawahania ścięła swoje piękne włosy, a po spotkaniu Zena, nie czekała ani chwili, żeby opatrzyć jego ranę. Nie jest rozwydrzoną dziewczynką i nie płacze z byle powodu, walczy o swoje i nie wykorzystuje przyjaźni z Zenem na swoją korzyść... Co ciekawe, nie obiera ona postawy "Ja jestem zwykłą mieszczką, on księciem..." W baśniach problemy różnicy stanu jak widać nie występują. Shirayuki ceni sobie przyjaźń księcia i pomimo przeciwności losu wciąż udowadnia, jak godna jest nazywania siebie jego przyjaciółką.

Od kiedy usłyszałam o tym anime, byłam go ciekawa. A jednak zawiodłam się. Oj, zawiodłam się. Anime nie ma tak naprawdę żadnej fabuły. w każdym odcinku albo ktoś porywa główną bohaterkę, albo ją porywa. Czasami akcja za bardzo kręciła się tylko dookoła tego samego: Shirayuki chce zostać dworskim uzdrowicielem, Zen jest mniej szanowanym księciem. I tak w koło Macieju. Musiałam poprzestać na czterech odcinkach, bo nuda zżarłaby mnie jak nic. Poza tym nie lubię płytkich historii, a ta jest właśnie płytka. Nie powiem, aby przekazywała jakieś wartości, skłaniała do zastanowienia czy zaskakiwała. Wiele faktów było dość przewidywalnych i łatwo można było dojść do wniosku, co będzie potem. Mimo to wydaje mi się, że jest to dobra seria dla osób, które chcą się odmóżdżyć.

Bohaterowie nie są zaskakujący. Są dość schematycznie zrobieni, bardzo łatwo domyślić się, jak które z nich się zachowa i dlaczego tak zrobi. Nie zaskakują i nie mają jakiejś wybitnie złożonej psychiki, którą trzeba analizować i patrzeć przez jej pryzmat, aby zrozumieć ich postępowanie. Są prości, jak budowanie cepa (a tak naprawdę, to kto z was wie, jak się buduje cep?). Mimo tej swojej dużej prostoty są całkiem w porządku i ze względu na ciepło budzą sympatię, co nie zmienia faktu, ze potrafią być irytujący, kiedy za długo ogląda się ich śliczne buźki.

Po względem technicznym naprawdę niewiele można tej serii zarzucić. Grafika jest ładna, dopracowana, choć bardziej niż kreskę, chciałabym pochwalić tutaj płynność animacji i fakt, że wszystko wygląda tutaj naprawdę spójnie. Nie jest to arcydzieło, ale ładne wpasowuje się w baśniowy klimat produkcji i zdecydowanie nie przeszkadza podczas oglądania. Jednak elementem, który od samego początku do końca trzymał wysoki poziom i zachwycił mnie już od pierwszej minuty tego 12-odcinkowego anime jest soundtrack. Doskonale oddał charakter tytułu i aż szkoda wspominać o openingu i endingu, które niestety nie wkupiły się w moje łaski tak, jak cała reszta genialnego OSTa od Oshimy Michiru. Opening ("Yasashii Kiboo" ) w ogóle nie przypadł mi do gustu, tak samo jak ending ("Kizuna ni Nosete" ). Aż sama nie wiem, którego kawałka bardziej nie lubię...
  • awatar MojaHistoria: Dzięki Tobie to w końcu zrozumiałam :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: To chyba pierwsza negatywna recenzja z jaką do tej pory się u Ciebie spotkałam :P. Zaciekawił mnie fakt o czerwonych włosach i te Disney'owskie wzmianki, jednak z tego co piszesz to serio wdaje się być do kitu :P. Dobrze, że chociaż anime dopracowali pod względem graficznym :P. Jak się komuś fabuła (lub jej brak) spodoba, to tyle dobrze :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Czuję wewnętrzna potrzebę poopowiadania wam o moim światku. Mieszkam na wsi, to już wiecie, ale nie wiecie co się dzieje dookoła. Mamy stadninę koni, którą uwielbiam. Najbardziej podobają mi się te białe koniki, które wyglądają jak Cienistogrzywy - wierzchowiec Gandalfa Białego. Za stadniną jest nieprzenikniona ścieżka, gdzie chodzę tylko ja. Wprawdzie jest to zaraz obok drogi głównej, ale samochody prawie wcale tam nie jeżdżą, średnio jeden na pół godziny. A jeszcze dalej mamy las. Na pastwiska przy tym lesie zawsze wypuszczane są konie ze stadniny i tam też najlepiej się je ogląda. Do lasu się nie zapuszczałam, bo odrobinkę się jednak boję, ale wcale nie czuje potrzeby żeby tam włazić, bo zaraz obok mojego blokowiska rozciąga się długi park. Podzielony jest tak jakby na dwie części; jasną i ciemną. Jasna część jest regularnie wykaszana i w ogóle (choć miejscowe żule spaliły drewnianego grzybka, gdzie się robiło wszelkie imprezy i teraz ledwie stoi), a ciemna przypomina trochę nieprzeniknioną puszczę. Rzeczywiście jest ciemna, wszystko rośnie tam jak chce i jestem przekonana, ze mieszkają tam Elfy. Moja mama akurat w to jedno nie chce wierzyć i ostatnio jak byłyśmy tam na długim spacerze z psem to śmiała się ze mnie i wołała "Goły lasku, goły lasu, wyjdź do mnie!" - chodziło jej o Legolasa. Zaraz za tak zwaną "puszczą" jest świetna polna droga, która, mogę się o to założyć, prowadzi do Shire i Hobbitonu. Jest nawet specjalna brama, która pozwala przejść do innego świata. No i rosną tam najlepsze jeżyny świata, a w czerwcu także poziomki. Jest jeszcze inna polna droga, która wije się i wije i ja tam bardzo lubię jeździć na rowerze. Jeżdżę tak już dwa lata, a i tak jeszcze nie zbadałam wszystkich tych ścieżek. Rośnie tam szachownica kostkowata, endemit, który można zobaczyć tylko u nas. Może i wiocha, ale wyjątkowa. Jest jezioro, w którym co prawda kąpiesz się na własne ryzyko, ale przepięknie mieni się w promieniach słońca. W zeszłym roku dorośli zbudowali tratwę i można sobie po nim pływać tą właśnie tratwą. Czasem chodzę tam z Miką. I jeszcze pagórki. Tam nie byłam od zakończenia roku szkolnego, bo to tuż za szkołą, a ja jakoś nie mam ochoty oglądać budynku, a którym tyle wycierpiałam, ale dla uroku pagórków zrobię wszystko. Często widuje się tam sarny. A zaraz obok ktoś ma pole, więc jak się wyczuje dobry moment to można podebrać trochę groszku.
PS Ten obrazek miałam wstawić tydzień temu...
b7cb20e1d3511686264a99d28e455a8a.jpg
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: Powiem Ci że w uroczych okolicach mieszkasz; bardzo ładnie i ciekawie je tu opisałaś :) I tak, to prawda że w takich tajemniczych, zarośniętych bujną roślinnością miejscach mieszkają różne stworki, w tym oczywiście elfy ;)
  • awatar fanka pingwinów: Mieszkasz w ciekawej okolicy chętnie bym się tam wybrała. Ps też jak przechodzę koło mojej byłej podstawówki i gimnazjum do którego uczęszczałam nie moge na te okropne budynki patrzeć.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ciekawie tam masz, aż chciałoby się zobaczyć ^^. Ale szczerze powiem, że u mnie też jest dość ciekawie i wyobraźnią można ruszyć jak się chce :3. (Z resztą jak w każdym miejscu).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Trochę mi zeszło, bo szkicowanie, cieniowanie i te inne pierdółki trwały ponad tydzień, ale wreszcie macie Gandalfa w pełnej krasie i przyznam nieskromnie, że wyszedł mi świetnie. Jestem z niego bardzo zadowolona, a w sekrecie wam się przyznam, ze najtrudniej było pocieniować jego laskę. No, ale dało radę i nawet podpora prezentuje się przyzwoicie. W niektórych miejscach możecie nie wiedzieć gdzie zaczyna się broda, a kończy szata, ale to zrzucam na jakość zdjęcia.
pizap.com14706802668871.jpg
  • awatar Hachie: Ooo! *-* Po prostu przepiękne! :)
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: Aż musiałem pobrać i przyjrzeć mu się dokładnie :) Mistrzowski rysunek, no po prostu wirtuozeria. Masz talent godny podziwu :)
  • awatar fanka pingwinów: Cudo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›