Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Następnego dnia postanowiliśmy się wybrać na Dover Beach, jako że obraliśmy sobie za cel zobaczenie wszystkich plaż na Barbadosie. Dzień był naprawdę upalny. Słońce prażyło tak, ze pingwiny najchętniej siedziałyby cały czas w wodzie, ale oczywiście, nie pozwoliłam im na to.
- Chłopcy, morze jest bardzo zimne, nawet w środku lata. - upomniałam. - Nie powinniście pływać dłużej niż kwadrans. - trzy zwierzaki posłusznie wyszły z wody. Trzy, bo Skipper zmęczony po lekcji surfingu, leżąc obok mnie na ręczniku, starając się nie usnąć. Przez chwilę miło było poleniuchować na pisaku i wygrzewać się w promieniach słońca, ale dziś pingwiny chciały tylko pływać.
- Napiłbym się wody z bąbelkami z trzema kostkami lodu. Koniecznie przez słomkę. - odezwał się Szeregowy.
- A ja świeżo wciśniętego soku z pomarańczy. - westchnął Kowalski.
- Soku ani mrożonej wody tutaj nie dostaniecie. - uśmiechnęłam się. - Ale możemy przejść się do lodziarni...
- Tak, chodźmy! - Skipper podskoczył wysoko, nagle rozbudzony.
Pod lodziarnią były tłumy, a pingwiny nie mogły się doczekać, aż będą mogły się ochłodzić.
- Jaka kolejka. - westchnął Szeregowy, gdy dotarliśmy do budki z lodami. - Wszyscy chcą zjeść loda w ten upał.
- Jaki smak wybierasz? - spytał Kowalski, ale przyjaciel nie był jeszcze zdecydowany.
- Bananowe. - powiedział wreszcie. - Bananowe i może... hmm, może czekoladowe? Albo wezmę mrożonego batona w czekoladzie zamiast lodów w wafelku. Tak, mam ochotę na wielkiego, zimnego, batonika oblanego czekoladą, która delikatnie pęka po ugryzieniu.
- Kilka waniliowych i kulka truskawkowych. - powiedział Kowalski bez wahania, gdy w końcu przyszła jego kolej.
- Proszę bardzo. - uśmiechnął się sprzedawca, podając mu wybrane lody.
- Dla mnie trzy kulki! - zawołał Skipper. Miał naprawdę wielki apetyt. - Wszystkie czekoladowe! - dodał. - Lody o innym smaku mogą dla mnie nie istnieć. - uśmiechnął się pingwinek.
- Dla mnie pucharek tropikalny. - powiedziałam, wyjmując z kieszeni portfel. Rico wybrał lody cukierkowe i chwilę potem wszyscy w najlepszej komitywie siedzieliśmy przy stoliku w kawiarnianej altance. Ciocia Jola i pan Janusz znowu zniknęli gdzieś zaraz po śniadaniu i musieliśmy zorganizować sobie czas po swojemu.
- Czy jutro pójdziemy do Folkenstone Park? - spytał Kowalski. - Ale tak, wiesz... z ciocią i wuj... panem Januszem?
- Co to jest? - spytałam, wkładając do ust łyżeczkę lodów.
- Rezerwat morski, raj dla nurków. Można tam podziwiać tropikalne bogactwo mórz. - wyrecytował z pamięci. Chyba miałam dziwną minę, bo dodał zaraz. - Nie tylko ty czytałaś przewodnik po Barbadosie.
- No... No nie wiem. - zająknęłam się. - Pewnie pójdziemy. Za nic nie odmówię sobie nurkowania. Chodźcie, wracamy na plażę. Tylko odniosę pucharek. - powiedziałam, wstając od stolika.
Na plaży zerwał się wiatr i było chłodniej, ale to w niczym pingwinom nie przeszkadzało.
- Możemy puszczać latawca! - ucieszył się Szeregowy i już po chwili wszyscy biegali po piasku, a latawiec podskakiwał to w prawo, to w lewo. Jakaś ciekawska mewa podleciała do nas, przyglądała się przez chwilę latawcowi, a potem wróciła do swoich sióstr. Najwyraźniej zaspokoiła ciekawość.
- Ojej... - wyrwało mi się, kiedy wiatr zerwał mi z głowy kapelusz. Zerwałam się z piasku, ale nie było szans by go złapać, wiatr stał się naprawdę silny. Na szczęście obok był Skipper. Wodząc wzrokiem za kapeluszem oddał Kowalskiemu linkę od latawca, wdrapał się na palmę i zeskoczył ze znacznej wysokości, łapiąc kapelusz.
- Skipper! - wrzasnęłam, zrywając się z miejsca. Dopiero po zeskoczeniu z palmy pingwinek zorientował się co zrobił. W jednej chwili całe życie przeleciało mu przed oczami, a chwilę potem jęknął, wpadając w moje ramiona.
- Idioto! - krzyknęłam. - Pomyślałeś przez chwilę co robisz?! Mogłeś sobie kark skręcić! Nigdy więcej, słyszysz?! - Skipper patrzył na mnie przez chwilę, będąc jeszcze w szoku, ale potem oddał mi kapelusz. - Wbij sobie do tego małego łebka, że masz więcej tego nie robić! - powtórzyłam twardo.
- Obiecuję. - Skipper przytulił się do mnie mocno.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Też zjadłabym lody ^^. A Skipper chciał dobrze :P.
  • awatar Alex McPenguin: Kate jaka strasznie agresywna, już swojego syna wyzywa od idiotów xD Szalony ten Skipper...
  • awatar Hanti: Nic dziwnego że Kate nakrzyczała na Skippera bo mógł się zabić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes:

“Może mnie ktoś oświeci, co stało się z pingwinami w tym opowiadaniu? Jeszcze nigdzie nie były tak nieporadne, mazgajowate i beznadziejnie słabe i zniewieściałe jak tutaj... Czy to jakiś koncept czy coś? Coś im się stało na początku opowiadania? Ich nijakość i dziecinność aż razi po oczach... O co chodzi z tą toaletą, bo ten motyw pojawia się za często...”



Dwa dni temu dotarł do mnie taki komentarz i postanowiłam, że chyba wypadałoby pana oświecić o co chodzi. Dodatkowy fakt, że jest tutaj od niedawna sprawia, że naprawdę trzeba wytłumaczyć kilka kwestii. Jedziemy...

Ja tam nie zauważyłam, żeby z pingwinami coś się stało, ale wyobraźmy sobie konkretny przykład. Jesteśmy świadkami pewnej sytuacji. Teraz nie obchodzi nas co to za sytuacja, ale jesteśmy jej potencjalnymi świadkami. I każdy z nas tą sytuację widzi w zupełnie inny sposób. Tu dochodzimy do pierwszego zagadnienia. Świat przedstawiony w "Pingwinach z Madagaskaru" każdy z nas widzi inaczej. Każdy zwraca uwagę na inne szczegóły, na inne zachowania, nie wiem... powiedzonka, cytaty. W ten sposób dochodzimy do drugiej części twojego komentarza, w której piszesz, że według ciebie pingwiny w moim opowiadaniu są tak; pierwsze primo) nieporadne, drugie primo) mazgajowate i trzecie primo) beznadziejnie słabe, zniewieściałe itd. jak nigdzie indziej. Cóż, nie ukrywam, że moje opowiadanie różni się od innych fanfiction, ale ma to związek z moimi indywidualnymi cechami charakteru, a także z tym przez co musiałam w życiu przejść. W swoim opowiadaniu postawiłam po prostu na te cechy czarno-białych, które siedzą w nich głęboko i przez nikogo jeszcze nie zostały wyciągnięte na światło dzienne, czyli pokazałam ich od tej strony, której nikt tak naprawdę nie znał. Starałam się przekazać, że nasi nieustraszeni komandosi też mogą czuć te negatywne emocje typu; strach, złość, smutek, ból.

Nie ma w tym żadnego haczyka, a na początku opowiadania nie stało się im nic poza tym, że w dość dramatycznych okolicznościach poznają pewną dwunastolatkę, dojrzałą jak na swój wiek, która przygarnia ich pod swoje skrzydła i już tak zostaje. Początek akurat był napisany w prequelu, bo w początkowych rozdziałach tego opowiadania, pingwiny znajdują się już w domu Kate, doskonale tam zaaklimatyzowane i oswojone z nową sytuacją.

Nijakie i dziecinne; no ok, każdy ma prawo mieć swoje zdanie. W tym małym świadku jak już wspominałam zawarty jest mój punkt widzenia i druga strona czarno białych. Tak oto Skipper jest ciut bardziej rządny pieszczot, przytulaśny i ufny, Kowalski bardziej nieśmiały i wstydliwy, Szeregowy bardziej nieznośny i właściwie tylko Rico wciąż pozostaje taki jak w serialu (zresztą u mnie rzadko się pojawia, co nie zmienia faktu, ze gdzieś tam jest). Każdemu wszczepiłam też jakieś indywidualne problemy, bo o tego typu sprawach w serialu nie ma ani słowa.

Sprawy toaletowe, to już zupełnie inne sprawy, zresztą to już kiedyś było tłumaczone, ale nie zaszkodzi wytłumaczyć jeszcze raz. Jak już pewnie zauważyłeś dotyczy to głównie Kowalskiego i Skippera. Zacznijmy może od tego Kowalskiego. No, z nim jest problem, bo niektórych rzeczy się wstydzi i nie potrafi mówić wprost o swoich potrzebach. Niekiedy, gdy dajmy na to nie chce sprawiać dodatkowych kłopotów, bo wszyscy są już i tak zdenerwowani to woli przemilczeć, próbować wytrzymać, a do tego, że coś się jednak dzieje przyzna się w momencie, kiedy sytuacja jest już i tak niemal katastrofalna. konkretny przykład; problemy tego samego podłoża są też wtedy, kiedy akurat nie ma gdzie pójść, żeby mógł swoje zrobić. Po minimum półgodzinie zaczyna się szloch, bo biedny ma słaby pęcherz i rzeczywiście długo też nie może trzymać. Dlatego też w opowiadaniach prześcigają się pomysłami na ośmielenie Kowcia.
Ze Skipperem sprawa wygląda troszeczkę inaczej. Skipper miał przeszłość burzliwą, na wojnie był, widział jak ludzie są mordowani, zabijani, wieszani itd. Od małego był uczony, że o swoich słabościach na głos się nie mówi i jego kłopoty właśnie stąd. Skipper boi się, że jak już się przyzna, że mu się coś dzieje, że coś go boli, że coś sprawia mu przykrość, to podwładni uznają, że wcale taki cudowny, idealny i wspaniały nie jest i już nie będą chcieli go za przyjaciela, co przecież jest całkowitą bzdurą, no ale jego do tego nie przekonasz. Mało tego, u Skippera wykształcił się syndrom stresu pourazowego, co skutkuje koszmarami i moczeniem się w nocy, tudzież wymiotami (niekiedy, bo też nie zawsze, najczęściej jak się czymś denerwuje).

Uff... Mam nadzieję, że troszeczkę rozjaśniłam sytuację, że pan Blurryface przeczyta ten post i coś odpowie, no i oczywiście, że zostanie na dłużej, pomimo innego punktu widzenia.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No ciekawa jestem czy odpowie i jak odpowie ;).
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: Każdy twórca, czy to pisarz, czy aktor lub reżyser musi liczyć się z tym że znajdzie się ktoś kto będzie próbował podciąć mu skrzydła (bez analogii do pingwinów :P). Ważne jest aby nie brać sobie do serca i nie przejmowac się złośliwymi komentarzami. Twoje opowiadanie jest jednym z najlepszych tu na pingerze, szczerze mówiąc to jedynym które chce mi się czytać. Jesteś dobra a jeśli ktoś temu zaprzeczy chętnie wejdę z nim w polemikę.
  • awatar Hanti: Zgadzam się z komentarzami poniżej. Twój blog dla mnie jest jednym z najlepszych na pingerze, na który chce się wracać i bardzo miło czyta się wszystkie posty. Nie przejmuj się ludźmi, którzy nie rozumieją, że w twoich opowiadaniach pingwiny mają inaczej skonstruowaną psychikę niż w serialu. A przede wszystkim pisz dalej!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›