Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 29 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Ażeby osłodzić zbliżający się już naprawdę wielkimi krokami rok szkolny dziś i jutro podwójna dawka rozdziałów. Miłego czytania.

Obudziłam się, czując promienie słońca na policzku. Czyli zasnęłam pomimo wypitej kawy. Zerknęłam w lusterko i na Skippera. Pingwiny wciąż jeszcze spały.
- Cześć. - odezwałam się. - Gdzie jesteśmy?
- Już w Alesund. - pan Janusz przetarł oczy. - Zaraz zatrzymamy się gdzieś na śniadanie. A potem czeka nas jeszcze pięć i pół godziny jazdy do Trondheim, tam wsiądziemy na prom.
- Popłyniemy promem?! - usłyszałam Szeregowego i wyjrzałam na tylne siedzenia. Szeregowy już nie spał, a pozostałe dwa właśnie się budziły.
- Tak, wzdłuż fiordu Geiranger. - odpowiedziała mu.
- Co to jest fiord? - spytał pingwinek i nie czekając na odpowiedź, poinformował mnie. - Jestem głodny. - w tym samym momencie auto stanęło przy jakiejś jadłodajni i gromadka pingwinów - łącznie ze Skipperem, który nie wiedział co się dookoła niego dzieje - pognała do środka i od razu zabrali się za kontemplację karty dań zawzięcie dyskutując.
- Chcemy terrinę z łososiem. - powiedział kowalski, kiedy wreszcie dołączyliśmy do nich z wujkiem.
- Co to jest terrina? - spytałam.
- Nie wiemy. - odpowiedział zgodnie z prawdą Szeregowy.
- Ale jest w tym łosoś. - dodał Skipper.
- No dobra, to ja chyba też spróbuję. - zdecydowałam. - A ty?
- Nie będę się bawił w żadne łososie. - odpowiedział pan Janusz. - Postawię na stare dobre naleśniki amerykańskie z ananasem. - dodał, odkładając karetę dań na stolik. Chwilę potem kelnerka postawiła przed nami tacę pełną terriny i talerz naleśników. Skipper trącił widelcem swoją porcję przypominającej zapiekankę potrawy. Spojrzał na mnie.
- Kate próbuje pierwsza. - powiedział.
- Słucham? - spojrzałam na niego znad talerza.
- No... Jak będzie zatrute to zginiesz tylko ty.
- Przypominam ci, że wtedy stracisz mamę.
- Jesteś moją mamą? - włożyłam widelec do ust.
- Tak mnie nazywacie. - pan Janusz uśmiechnął się, słysząc, jak się przekomarzamy. - Jest pyszne, na pewno się nie otrujecie. - dodałam. - No, chyba, że to działa z opóźnieniem.

- Spóźniają się już pół godziny! - jęknął skipper. - Zaraz się zsikam... - pingwinek nerwowo dreptał w miejscu.
- Może czekają w innym miejscu? - zastanowiłam się.
- Raczej dalej wybierają pamiątki. Poczekaj na nich, a ja poszukam toalety. - złapałam go za skrzydło.
- Nigdzie cię nie puszczę. - zaprotestowałam.
- Ale ja naprawdę mogę sam...
- Kochany, dopóki jesteśmy w Skandynawii słowo "sam" możesz wykreślić ze swojego słownika. Idą. - dodałam.
- No, nareszcie! - westchnął Skipper i wrzasnął, kiedy Kowalski poderwał go w górę.
- Dowódco mój kochany! - krzyknął, przytulając go mocno. - Połaziłem i wypatrzyłem fantastyczną koszulkę.
- To fajnie, ale ścisnąłeś mi pęcherz, więc teraz to muszę biegiem... - odpowiedział Skipper.
- To chodź, skoro oni już się znaleźli to idziemy do toitoi. - wyciągnęłam do niego dłoń.
- Wytłumaczysz mi co to jest ten fiord? - spytał Szeregowy, kiedy już płynęliśmy promem.
- Oczywiście. - odpowiedziałam. - Fiord to zatoka morska o nierównym dnie i stromych, zwykle skalistych zboczach. Zobacz, te takie właśnie są. Jakby je ktoś obciął tępymi nożyczkami. - pingwinek pokiwał głową. Rzeczywiście, takie właśnie były. - Dodatkowo fiordy są długie, wąskie i rozgałęzione, powstają w wyniku zalania przez morze dolnych części dolin lodowcowych. Rozumiesz?
- Aha. - Szeregowy pokiwał głową i pobiegł do chłopaków, chwalić się nabytą wiedzą.
- Wybacz, że się spóźniliśmy. - odezwał się pan Janusz, podchodząc do mnie. - Gniewasz się?
- Nie. Ale była już najwyższa pora, bo się martwiłam, ze nie zdąż... Co to? - spytałam, widząc, że nauczyciel wyjął zza pleców czarne zawiniątko.
- Koszulka w prezencie. - odpowiedział.
- Ja wybierałem wzór! - krzyknął Kowalski. - Nosisz M-kę, nie? - uśmiechnęłam się kiedy i pingwinek się uśmiechnął.
- Dzięki. - powiedziałam, biorąc od wujka koszulkę.

Altę, wraz z jej rysunkami naskalnymi już dawno zostawiliśmy za sobą. Teraz byliśmy w drodze na przylądek Nordkapp. Im dalej jechaliśmy tym zimniej się robiło. Gdzieniegdzie pokazywał się już śnieg. Pingwiny oczywiście były tym wszystkim zachwycone. Skakały teraz po tylnych fotelach, wyśpiewując jakąś piosenkę.
- Sto kaczek przez ulicę szło, tyle ich było, że ho, ho! Gdy jedną auto potrąciło, zostało jeszcze dziewięćdziesiąt dziewięć! - słychać było śpiew na trzy głosy i bełkotanie Rico.
- Cóż za makabryczna piosenka. - zauważyłam.
- To dopiero początek, bo wiesz, te kaczki to po klei będą umierać. - odpowiedział pan Janusz. - Przerwijcie sobie mordowanie niewinnych kaczek, bo będziemy robić postój.
- Tak jest! - Skipper zasalutował. - Kowalski, proszę zapisać ile kaczek zostało nam jeszcze do uśmiercenia.
- Oczywiście. - Kowalski uśmiechnął się, sięgając po notes i ołówek. Chwilę potem pingwiny wypadły na zewnątrz. Roześmiałam się, widząc, że Skipper wciąż ma na łapkach kolorowe skarpetki, które sama dla niego uszyłam. Pingwinek zerknął w dół i natychmiast je zdjął. Kowalski opatulił się bluzą z polaru.
- Co, głodni pewnie? - zagadnęłam siadając na progu samochodu i wyjęłam z plecaka kanapki kupione na ostatnim postoju na stacji benzynowej. Były jeszcze ciepłe. Rozdałam pingwinom zawinięte w papier bułki.
- Skład? - odezwał się Skipper.
- Kurczak, sałata, pikle i sos. - odpowiedział pan Janusz, też biorąc jedno zawiniątko. Pingwinek już bez słowa wgryzł się w kanapkę, to samo zrobiła reszta i przez chwilę słychać było tylko mlaskanie.
- Pyszne. - Kowalski zlizał sos ze skrzydła. - Mogę jeszcze, czy już nie masz?
- Oczywiście, ze mam. - podsunęłam pingwinkowi plecak. - Zaopatrzyliśmy się w nie tak, żeby wystarczyło na cały dzień. Musiałbyś zobaczyć minę sprzedawczyni, kiedy je kupowaliśmy. Była co najmniej zdziwiona.
- Daleko jeszcze na ten przylądek? - spytał Szeregowy. Jazda zaczynała mu się już przykrzyć.
- Jeszcze godzinka drogi. - wujek potarmosił pingwinka po piórkach. - Co, jedziemy? - kiwnęłam głową. Zapakowaliśmy się z powrotem do auta, a pingwiny podjęły śpiewanie o kaczkach rozjechanych przez samochód.
- Dlaczego tu jest tak ciemno? - spytał Szeregowy, kiedy - będąc już na przylądku Nordkapp - wysiadaliśmy z auta. - Jeszcze wcześnie. - dodał, zerkając na zegarek.
- Tutaj trwa teraz noc polarna. - wytłumaczył pingwinkowi pan Janusz. - Przez pewien okres czasu słońce tutaj nie wschodzi, z kolei kiedy słońce przez pewien czas w ogóle nie zachodzi mamy dzień polarny.
- I długo trwa ta noc? - spytał Szeregowy.
- Jeśli się nie mylę to od dwudziestego drugiego czerwca do dwudziestego września.
- Wakacje bez słońca?! - przeraził się pingwinek.
- Nie martw się, oni są do tego przyzwyczajeni.
- Kate, ale jaj jestem pingwinem. - zaprotestował Kowalski, kiedy otulałam go szalikiem. Miał już na sobie kurtkę i czapkę i pomimo panującego mrozu, było mu gorąco. Skipper wybuchnął śmiechem, widząc przyjaciela.
- Nie chcę po prostu żebyś zmarzł. - odparłam.
- Ale ja jestem pingwinem. - powtórzył Kowalski, wyswobodził się z mojego uścisku i zdjął kurtkę. - Niepotrzebna mi, naprawdę. - powiedział.
- No dobra, leć się bawić. - w końcu ustąpiłam. - Możecie się jeszcze wyszaleć, potem idziemy spać.
- Zaraz, zaraz... - zastanowił się Skipper. - Chcecie rozstawiać namiot bezpośrednio na śniegu? - Bo wiesz, to już prawie biegun.
- Tak, wiem. - odpowiedziałam. - Mamy przecież materace i koce, więc... Powinno być nam ciepło. - pingwinek uśmiechnął się i pognał z powrotem do przyjaciół wołających, żeby przyszedł oglądać zorzę polarną.
Dokładniej otuliłam kocem śpiące mocno pingwiny. Nawet Skipper posapywał przez sen, chociaż ostatnio miał problemy z zasypianiem. Uśmiechnęłam się, widząc łapkę w kolorowej skarpetce, wystająca spod koca.
  • awatar Alex McPenguin: Ta piosenka o kaczkach mnie powaliła xD Ciekawe w jaki sposób umrze reszta tych kaczek? xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›