Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Hej, śpiochu, wstawaj. - Kowalski otworzył oczy, słysząc pana Janusza. - Wstawaj, bo zaraz wychodzimy na Kazalnicę i chcę złożyć namiot.
- Mhm, już. - Kowalski ziewnął, zebrał swoje rzeczy i dołączył do nas. - Dzień dobry. - przywitał się, oddał mi śpiwór i mocno objął skrzydełkami dowódcę.
- A to za co? - zdziwił się Skipper.
- A, tak po prostu. - Kowalski machnął skrzydłem. - Kiedy idziemy? - spytał.
- Za chwilę. Powinieneś zjeść śniadanie. - odpowiedziałam. - Zostawiliśmy ci kanapki. - pingwinek uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością. - Jaki jest plan na dziś? - spytałam, pomagając wujkowi z namiotem.
- Po prostu cały dzień marszu. - odpowiedział pan Janusz. - I nocleg na Kazalnicy.
Chcąc być na szczycie szybciej niż tłumy turystów, wyszliśmy, zanim zrobiło się całkiem jasno. Gnaliśmy wyjątkowo szybko, bo podejście było wyjątkowo łatwe. Szliśmy asfaltową droga pomiędzy drzewami, ale i tak zanim zdążyliśmy zrobić pierwszy postój, wszyscy byliśmy zdyszani i zmęczeni. Powoli wyrównywaliśmy tępo. Dzień wstawał wyjątkowo piękny. Im wyżej się wspinaliśmy, tym bardziej zachwycały nas widoki. Mgła zupełnie opadła, tak ze widoczność była niemal doskonała. Skipper ze swoim aparatem po prostu szalał, twierdząc, że to niepowtarzalna okazja i że robi zdjęcia swojego życia. Pingwiny żartowały z niego, ale trzeba było przyznać, że takich górskich krajobrazów jeszcze nie widziały. Trasa była dość długa, a pod koniec trzeba było się trzymać łańcuchów, bo miejscami było stromo, ale byliśmy na to przygotowani. Całkowicie zaskoczył nas za to deszcz, który lunął nagle i zupełnie bez ostrzeżenia. Skipper stanął i rozłożył skrzydła.
- Czy tylko mi się wydaje, czy naprawdę pada? - spytał.
- Pada. - odpowiedziałam, wyjmując z plecaka pelerynki przeciwdeszczowe pingwinów. Sama założyłam kurtkę, a pan Janusz poszedł w moje ślady. Potem pomogłam zwierzakom z pelerynkami.
- Kate... - odezwał się Kowalski, kiedy poprawiałam mu foliowy kapturek. - Bo ja...
- Tak? - spytałam i spojrzałam na niego. - Co tam?
- Nie, właściwie to już nic. - odparł pingwinek, choć już od dobrych kilku chwil bardzo potrzebował toalety. Właściwie zdążył już odrobinę popuścić, ale my już ruszyliśmy dalej i przepadła jedyna okazja, żeby się do tego przyznać. Fakt, że nie widzieliśmy nikogo przed sobą napawał nas dumą, dopiero potem zaczęliśmy zauważać przed nami pierwszych wspinających się. Mieliśmy ambicje dotrzeć na szczyt jako pierwsi tego dnia, ale z drugiej strony żal nam było się spieszyć, widoki były przepiękne.
Kowalski czuł, ze już dłużej nie wytrzyma. Po policzkach leciały mu łzy, czego nie było widać w strugach deszczu. Co chwilę musiał przystawać, ale i tak znowu popuścił. Bał się, że jeszcze trochę i nie wytrzyma, ze po prostu zmoczy się na środku ścieżki. Pingwinek jęknął, dosłownie zgiął się wpół i rozpłakał się na dobre.
- Kowalski? - odezwałam się i przykucnęłam obok niego. - Co się dzieje skarbie? - pingwinek położył mi skrzydło na ramieniu i parł na nim główkę.
- Potwornie mi się chce do ubikacji. - przyznał, drepcząc w miejscu.
- To czemu nic nie mówiłeś? wiesz co, w tym deszczu z tobą po krzakach latać nie będę, musisz to załatwić przy drodze.
- Wszystko jedno. - Kowalski podwinął pelerynkę w tym samym momencie, w którym nie wytrzymał. Poleciało mu, a na ziemi rozlała się kałuża. Pingwinek otarł łzy skrzydłem i spojrzał błagalnie na przyjaciół, którzy jak na komendę odwrócili wzrok. Wreszcie z całkowicie obojętną miną wstał i poprawił pelerynkę.
- To co, idziemy? - spytał, ruszając pod górę. Popatrzyliśmy z wujkiem po sobie.
- Hej, nie wydaje ci się, że Kowalski robi się coraz bardziej dorosły? - zagadnął pan Janusz.
- Już jakiś czas temu rzuciło mi się to w oczy. - odpowiedziałam. - Zdecydowanie dorośleje. - wujek westchnął.
- Może i dorośleje, ale o potrzebach wciąż wstydzi się mówić przy pozostałych pingwinach. - kiwnęłam głową.
 

abc.atlant
 
17 sierpnia (środa)
Wczoraj po kolacji mieliśmy pokaz mody kolonijnej. Pierwsze miejsce zajęła nasza wiola przebrana za księżniczkę, noszącą żałobę po jednorożcu (długa historia), drugie Piotrek (tak, ten Piotrek) pomalowany na styl rockmeński. Trzecie, jakaś dziewczyna której imienia nie pomnę. Modelka z Kadry Krzysztofa - Agata - dostałą wyróżnienie. Patrycja i Julka zrobiły ją na kota z Cheshire. Justyna stwierdziła dzisiaj, ze jesteśmy zbyt sztywne, że wcale się nie uśmiechamy i nie ma z nami przysłowiowej "beki". Ona chyba gustuje w takich osobach jak jej koleżanka, która dzisiaj dostawała świra u nas w pokoju. Zobaczyła w lasku obok plaży starszego pana, przebierającego się w kąpielówki i z tego o zrozumiałam, kątem oka zobaczyła jego... ekhem, przyrodzenie. I cały wieczór śmiała się z niego. W ogóle to te dwie robią się coraz bardziej męczące. Dzisiaj po śniadaniu byliśmy w muzeum marynarki wojennej. Skipper byłby zachwycony, gdyby tylko mógł to zobaczyć. A nie mógł, bo akurat spał u mnie na ramieniu. Wszystko w Gdyni jest cudowne i takie inne niż u nas. A ja zawsze przeżywam wyjścia do muzeów, więc to było podwójnie emocjonujące.

Potem poszliśmy na kolejkę wjeżdżającą na Kamienną Górę. Wjechaliśmy i potem wracaliśmy do ośrodka piechotą. Wcześniej, jeszcze przed kolejką, kazałam pingwinom zasuwać do toalety. Trochę się próbowały buntować, Skipper nawet ostentacyjnie się na mnie obraził, ale powiedziałam im, że nie będę potem wysłuchiwać szlochów i jęków, że strasznie chce im się siku, a tym bardziej latać z nimi po krzakach. Tym samym dałam im do zrozumienia, ze też jestem zmęczona i że mam gdzieś ich problemy (przynajmniej na chwile obecną) to już poszły. Na obiad dostaliśmy kotlety obtoczone w płatkach zbożowych i kukurydzianych. To było pyszne! Potem rysowaliśmy pocztówki na konkurs plastyczny pt. "Gdynia - miasto morza i marzeń". I dostaliśmy czas wolny. Wieczorem szanowna pani kierownik zorganizowała nam dyskotekę. Miały być wybory miss i mistera kolonii, ale tego nie było. Tańczyłam z Piotrkiem, tym Piotrkiem. zostałam ubrana w sukienkę Wioletty, umalowana i wysłana na dół. Katie, wersja 2.0. Nie lubię dyskotek, ale jak już wyciągnęłam Piotrka do tańca to było całkiem ok.

18 sierpnia (czwartek)
Po śniadaniu byliśmy w Centrum Nauki Experyment. Strasznie mi się podobało. Był podobny kołowrotek jak w Koperniku (nie, w Koperniku nigdy nie byłam), manekin, taki, jak te figurki do rysowania, tyle że ludzkich rozmiarów, można było zaobserwować działanie różnych ludzkich narządów, poznać niezwykłe zwierzęta i przejechać się na wózku inwalidzkim. Osoby niepełnosprawne mają naprawdę ciężko, zmęczyłam się już na samym początku trasy. Był jeszcze taki eksperyment z trzema szklanymi rurami z wodą, gliceryną i wodą + gliceryną i do każdej z tych rur wpompowywało się powietrze. Każda substancja zachowywała się inaczej. I jeszcze była spirala życia, tam można było stworzyć zupełnie nowy gatunek zwierzęcia. A to i tak tylko niewielki procent tego wszystkiego. Kowalski był autentycznie zachwycony. Oczka mu się świeciły, ciągał mnie po całym budynku, uśmiech nie schodził mu z dzioba i właściwie mógłby nie jeść, nie spać, nie chodzić do toalety... Do łazienki musiałam go zaciągać siłą, bo nie chciał się odrywać od atrakcji, a widziałam, ze już drobi w miejscu. Chyba się odrobinkę zakochał, bo do ośrodka wracał z wypiekami na policzkach i z błędnym spojrzeniem.

Na obiad dostaliśmy ryż z jabłkami, a po obiedzie byliśmy oglądać Dar młodzieży. Pan mówił, że to rzadkość, że oni są w porcie, a jutro wypływają do Wielkiej Brytanii na paradę żaglowców. Pójdziemy zobaczyć jak wypływają. Ludzie rozeszli się jeszcze po odach i zapiekankach i byliśmy w KFC, gdzie siadła bieżąca woda i podawali tylko frytki i zimne napoje. Pierwszy raz w życiu jadłam frytki z sosem czosnkowym. Pyszne, dlaczego ja wcześniej tego nie jadłam? Miało być ognisko, ale ogniska nie było, bo się rozpadało. Zamiast tego dali nam na kolację kiełbaski i inne przekąski. Wieczorem mieliśmy konkurs "Mam Talent". śpiewałam ta piękną piosenkę Bila Boyda - "The Last Goodbye". Potem pozwoliły mi jeszcze pokazać kilka technik karate. Dziewczyny próbowały mnie odwieść od występu. Wiem, że fałszuję, ale mam gdzieś co ludzie o mnie pomyślą. Ale w sumie było mi trochę przykro, że wszyscy naokoło mnie wspierali, tylko nie najbliższe koleżanki. Patrycja mówiła, że albo wszyscy będą się ze mnie śmiać, albo zatykać uszy i że będą mnie hejtować tak samo jak w szkole. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że robi dokładnie to samo obrażając mnie i wyśmiewając.