Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- No, to jeszcze kawałek i jesteśmy w Stavanger. - powiedział pan Janusz, zerkając na mapę samochodową.
- Och, jak dobrze. - westchnął Kowalski. - Mam dosyć samochodu jak na jeden dzień.
- W ciągu najbliższych trzech tygodni sporo czasu spędzisz w samochodzie. - uśmiechnął się nauczyciel. - To tutaj. - dodał zaraz, parkując przy strumieniu. Pingwiny wysypały się na zewnątrz. Wszystkie cztery chciały się przejść i rozprostować nogi. Wysiadłam w ślad za nimi.
- Jestem głodny. - zameldował Szeregowy. Westchnęłam.
- W plecaku masz resztę kanapek. - odparłam.
- Nie chcę kanapek. - skrzywił się pingwinek.
- To nie wiem, upoluj coś sobie. - wzruszyłam ramionami. - Ja też mam wakacje i też chcę odpocząć. - Szeregowy zrobił obrażoną minkę i podreptał z powrotem do samochodu, żeby coś zjeść.
Chwilę jeszcze pospacerowaliśmy i pan Janusz zajął się rozkładaniem namiotu, w czym usłużnie pomagały mu pingwiny. Trzy, bo Skipper został ze mną. Wolał przyglądać się jak podgrzewam konserwę na obiad na kuchence turystycznej. Musiałam jednak przyznać, że też mam ochotę zjeść coś ciepłego.
kiedy namiot był już rozstawiony, a obok wesoło trzaskało ognisko, zabraliśmy się do konsumpcji konserw. Niespokojnie zerkałam na Skippera, który ze swoją porcją wlazł mi niemalże na kolana. Rzadko kiedy potrzebował aż takiej bliskości, a kiedy już tak się do mnie garnął, przeważnie coś go martwiło. Pan Janusz, razem z Kowalskim pochylał się nad mapą samochodową.
- Jutro wybieramy się na Kazalnicę. - tłumaczył nauczyciel. - Potem jedziemy do Oslo, przejeżdżamy przez Borgund do Jostedalsbreen, wzdłuż fiordu Geiranger popłyniemy promem, a następnie, znowu autem, przez Alesund do Alty. Stamtąd aż do Nordkapp, przekraczamy granicę z Finlandią i jedziemy do Rovaniemi. Wracać będziemy przez Szwecję, kończąc wyprawę na Sztokholmie. - pan Janusz pokazał palcem całą trasę.
- Ambitny plan. - powiedziałam, dojadając swoją konserwę. - Myślisz, że zobaczymy trolla?
- Nie nastawiałbym się. - roześmiał się nauczyciel.
- A ta góra w kształcie jajka? - spytał Szeregowy.
- Góra w kształcie jajka? - powtórzyłam. Pingwinek potaknął.
- Chodzi ci o skałę, którą nazwano jajkiem, zawieszoną pomiędzy dwoma szczytami? - domyślił się pan Janusz. Szeregowy znów potaknął. - Myślę, że i ją uda nam się zobaczyć. - Kowalski ziewnął szeroko. Był zmęczony.
- Powinniśmy chyba już iść spać. - odezwałam się. - W końcu jutro czeka nas długi dzień.
Skipper leżał pomiędzy Kowalskim a Szeregowym nie mogąc zasnąć. Mocno przytulał do siebie kocyk, pochlipując cicho. Zwinął się w jeszcze ciaśniejszy kłębek i wsunął jeszcze głębiej pod kołdrę. Cały drżał od tłumionego szlochu.
- Skipper... - zawołałam szeptem. Pingwinek zamarł w bezruchu. Nie spodziewał się, że kogoś obudzi pociąganie nosem. Ale najwyraźniej obudziło.
- Skipper, chodź do mnie. - powtórzyłam. Pingwinek bez wahania wygrzebał się spod kołdry i przeczołgał się do mnie. - Czemu płaczesz, co? - spytałam, przytulając go mocno. Skipper pokręcił głową. - Nie powiesz mi? - znowu zaprzeczył. - Kładź się. - pingwinek przytulił się do mnie.
- Tylko, że ja... Muszę jeszcze wyjść... Za potrzeba... - powiedział przez łzy. - Pójdziesz ze mną?
- Pójdę. - odpowiedziałam, wysuwając się ze śpiwora. - Chodź. - wyślizgnęliśmy się z namiotu i Skipper śmignął w krzaki, szukając ustronnego miejsca. Usiadłam na trawie, wpatrując się w strumień lśniący w blasku księżyca. Chwilę potem dołączył do mnie Skipper.
- Już? - spytałam, a pingwinek pokiwał głową. - Idziemy spać? Chodź, bo jutro będziesz nieprzytomny.
- Ale z tobą? - upewnił się Skipper.
- Oczywiście, że ze mną. - uśmiechnęłam się.
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Nie mogę doczekać się następnego rozdziału ^^! Kontynuuj! Nie wiem czemu ale rozwaliła mnie : "Góra w kształcie jajka" XD.
  • awatar Alex McPenguin: Ach ten Szerciu mały fochacz jeden ;p Świetne!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
15 sierpnia (poniedziałek)
Poznałam dziewczyny, które też szaleją na punkcie mangi i anime; Oliwię, Kaskę i Magdę. Poza tym zaczynam dogadywać się ze złą Patrycją, za to jej koleżanka Julka zdaje się coś do mnie mieć, a ja nie wiem co, jak i dlaczego. Zresztą, połowy ludzi tutaj nie da się ogarnąć. Mamy taką Anastazję, bez problemu robi szpagat, staje na rękach, na głowie, co chcesz, salta, przewroty itd. Wszystkim mówi, że pracowała w cyrku i jeździła na lwie, który miał taką fajną dupcię. To jej słowa nie moje. Nikt jej nie wierzy, bo wszyscy wiedzą, ze wciska kit, ale ona nadal gada swoje. Dziś byliśmy na wycieczce w Gdańsku i Sopocie. Do Sopotu popłynęliśmy statkiem (rejs był zdecydowanie za krótki) i tam w rynku dostaliśmy czas wolny. Zrobiłam sobie zdjęcia z dziewczyna od japońskiej popkultury w darmowej fotobudce i nakupiłam pocztówek. Tak dla siebie, bo listy i przesyłki już powysyłane. Żałuję tylko, że nie kupiłam breloczka z kołem sterowym, no ale może gdzieś jeszcze będą takie. W Gdańsku za to nie mieliśmy do roboty kompletnie nic. Piątka z naszej grupy uciekła, to jest odłączyła się od nas i pan Krzysztof musiał ich szukać. A potem nie było czasu, żeby gdziekolwiek iść, poza tym przyszła kierowniczka, która jest ostatnio podejrzanie miła.

Mieliśmy iść do muzeum bursztynów i do fabryki cukierków, ale to nie wypaliło. Nie udało się też z tym stacjonarnym sklepem Yatty, choć spod fontanny Neptuna na Garncarską tylko dziesięć minut drogi piechotą. A było tak blisko! Na obiadokolację dostaliśmy spaghetti. Jedyne danie, którego do tej pory nie udało im się spieprzyć. Zupa oczywiście koszmarna. Mam wymieniać dlaczego? Proszę bardzo; surowe ziemniaki, mięso z chrząstkami kośćmi, do tego multum kapusty, a to podobno miała być jarzynowa, a jarzynowej na pewno to coś nie przypominało. Wieczorem mieliśmy narysować plakat mówiący "nie" nałogom. Miałam naprawdę świetny pomysł, ale nikt nie podłapał koncepcji, więc oni robili swoje, a ja z nieliczną grupką osób swoje. do dupy taka współpraca, ale co ja na to poradzę. Jutro mamy spędzić cały dzień na plaży z czego strasznie się cieszę.

Pingwiny za to najadły się dzisiaj za wszystkie czasy. Po hamburgerze w KFC, gdzie poszliśmy do toalety, bo ludzie jęczeli, że chcą siku, pizza w Gdańsku, potem gofry i spaghetti, którego brały dokładkę. Wszystkie poza Skipperem, który w drodze do ośrodka zaczął się źle czuć. Najpierw musiałam biegiem lecieć z nim do ubikacji, potem skarżył się na bolący brzuszek. Chyba przedobrzył z pizzą. Będzie wiedział, że nie można się aż tak obżerać.
A propos Skippera, pozwoliłam mu brać prysznic rano, bo to najkorzystniejsze wyjście. Wieczorem u nas jest mnóstwo nagich dziewcząt (psychika leży i kwiczy), a na drugim końcu korytarza tyleż samo - jak przypuszczam - nagich chłopaków (jeszcze większa skaza na psychice). Więc Skipper wstaje sobie godzinkę wcześniej i idzie pod prysznic rano, kiedy w łazience nikogo nie ma.

16 sierpnia (wtorek)
Dzis po śniadaniu standardowo plaża. Ale było super! Łaziłyśmy z Justyną po plaży, gadałyśmy o chłopakach. Tak w ogóle to jest tutaj taki fajny Piotrek. Lubię go, ale on ma dziewczynę, więc nic z tego nie wyniknie raczej. No a laski już próbują mnie swatać. No i tak jakoś wyszło, że z tym Piotrkiem to śpimy ze sobą przez ścianę. Ja u nas, on za ścianą (żadnych podtekstów, no o czym wy myślicie!) Grałam z nim dzisiaj w ziemniaka, ale tylko chwilę, potem czytałam książkę. Zaczynam powoli mieć dosyć Justyny.Momentami zachowuje się jak takie dziecko, takie bardzo nieznośne dziecko. No, męczy mnie, no... Po obiedzie pan Krzysztof przegnał nas po Gdyni. Najpierw byliśmy na Kamiennej Górze, mieliśmy jechac kolejką, ale nie pojechaliśmy, bo towarzystwo nie chciało i pan Krzysztof też stracił ochotę. I tylko weszliśmy po schodach na górę i również schodami zeszliśmy. Potem pognaliśmy na pamiątki z przerwą na lody (włoskie tudzież świderki). Kupiłam sobie dwie bransoletki w moim ulubionym odcieniu zielonego. Zastanawiałam się nad breloczkiem, albo przypinka, ale w końcu zrezygnowałam. Podziwialiśmy aleję z "podobiznami" sławnych okrętów w porcie, zrobionej na wzór tej alei gwiazd w Międzyzdrojach, gdzie tak na marginesie chcę kiedyś pojechać. I oglądaliśmy jeszcze najróżniejsze pomniki i do Biedronki poszliśmy. Spóźniliśmy się na kolację, a ja tak strasznie potrzebowałam do toalety, że na krześle normalnie siedziałam taka sztywna. Obiad był dzisiaj bardzo dobry. Był zapiekany ser z warzywmai z patelni i sosem czosnkowym, który był... różowy. ale naprawdę świetny.

Pingwiny dzisiaj najadły się lodów, potem chciały iśc jeszcze do Starbucksa, ale niestety nie mogliśmy. Skipper omal nie spowodował katastrofy, ale to nie jego wina. Ponad pięć godzin bez toalety to dajcie spokój. No, a one są małe i pojemność pęcherzy też mają mniejszą. Musiał do ubikacji już pod ta kolejką, ale wstydził się spytać, czy może pójśc i okazja przepadła. Jakoś udało mu się wytrzymać... do pewnego momentu. Wracaliśmy już bulwarem, a on staje i mówi, że on dalej nie da rady, że ani kroku więcej, bo będzie źle. Wzięłam go na ręce, ale wysuwał mi się z objęć i szeptał do ucha, że mam spytać pana czy on może do ubikacji, bo dłużej już nie wyrobi. No to spytałam. Pozwolił. Poszliśmy. I Skipper mógł zrobić swoje na spokojnie. A przed chwilą najadły się chipsów na noc i teraz boję się, że będą ich brzuszki bolały.
  • awatar Hachie: Oo mimo niektórych małych przeciwności jakie spotkałaś na wycieczce zazdroszczę wyjazdu :) Tak więc udanej zabawy! ;)
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: Że niby jeździła na lwie? Haha ale kity żeni, chociaż może... ;) No jak mogłaś nie kupić breloczka z kołem sterowym? :p Nienawidzę jak w zupie są niedogotowane ziemniaki lub pływają jakieś kości. Zapiekany ser z warzywami też lubię, dobre są też warzywa zapiekane z makaronem i do tego jakimś sosikiem :D No, dla Skippera 5 godzin bez toalety to gehenna :D Świetne zdjęcia, ładne dziewczyny :)
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Na pewno jeździła na lwie już to widzę :D. Widać, że bardzo miło spędziłaś czas ^-^. Cudowne zdjęcia :D. Dziewczyny jesteście śliczne!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›