Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 22 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Pingwiny przespały przeprawę przez granicę i jazdę przez państwo niemieckie. Kowalski przebudził się pierwszy, w okolicach Berlina. Wygrzebał się spod koca, przetarł oczy i wyjrzał przez okno. Na bilbordach i szyldach były napisy oczywiście po niemiecku. Pingwinek wychylił się na przednie siedzenie.
- Gdzie jesteśmy? - spytał, ciągle nie mogąc się obudzić.
- W Berlinie. - odpowiedziałam.
- Będziemy się tu zatrzymywać?
- stawaliśmy z wujkiem jakiś czas temu, na kawę. A czemu pytasz? - Kowalski odwrócił wzrok.
- Tak tylko... - wykręcił się. - Daleko jeszcze do Hamburga?
- Trzy godziny drogi. - odpowiedział pan Janusz, zerkając w lusterko. - Nie chce ci się do ubikacji? - pingwinek pokiwał głową. - To zaraz gdzieś stanę, spokojnie.
Cała reszta przebudziła się kiedy staliśmy na przejściu granicznym między Niemcami, a Danią. Wszystkie były zdezorientowane i wciąż jeszcze zaspane.
- Może pójdziecie zjeść coś ciepłego? - spytał pan Janusz, stając już po części duńskiej.
- A gdzie jesteśmy? - wypalił Szeregowy.
- W Dani skarbie. - odparłam. - Nie wiem co to za miejscowość. - Skipper momentalnie zerwał się z fotela.
- Jak to w Danii?! - krzyknął. - Nikt mi nie powiedział, ze będziemy jechać przez Danię! - wysiadłam z auta.
- Nie wiedziałam, że to istotne. - powiedziałam. - Idziesz?
- Nie! Moja noga nie postanie na duńskiej ziemi!
- Do toalety też nie pójdziesz?
- Nie! - dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co powiedział. Skipper zatkał sobie dziób. Chyba powiedział odrobinkę za dużo.
- Dobrze, jak chcesz. W moim plecaku masz kanapki, a gdybyś jednak zmienił zdanie, jesteśmy w restauracji. - całą grupa skierowaliśmy się do baru. Pan Janusz na wszelki wypadek zostawił auto otwarte, ale pingwinek nie zamierzał zmienić zdania. Wziął sobie kanapkę z serem. W zupełności mu wystarczy, a na zewnątrz nie wyjdzie, dopóki nie zostawią Danii za sobą. A jeśli już się na coś uparł, nie zamierzał tak sobie ustąpić.

Coraz bardziej zdenerwowany Skipper wyglądał przez szybę. Nic tylko duńskie wsie, miasta i miasteczka. A nacisk na pęcherz stawał się naprawdę nieznośny. Skipper westchnął. Musiał natychmiast do toalety. Ale nie zamierzał wysiadać z auta. Z drugiej strony załatwianie potrzeby w aucie nie wchodziło w grę. Nie przy podwładnych. No i nie było gdzie się zaszyć w razie coś. Pingwinek usiadł na fotelu, zwijając się w kulkę. Denerwował się, pewnie dlatego coraz bardziej chciało mu się do łazienki. Już setny raz żałował swojej decyzji. Dlaczego nie poszedł wtedy, w tej restauracji? Schowałby dumę do kieszeni i nie byłoby teraz problemu. W sumie mógłby poprosić o postój, ale nie pozwalała mu na to duma. "Nie trać kontroli nad sobą, nikt nie może się domyślić, co się z tobą dzieje." Znów wyjrzał przez okno i tęsknym wzrokiem powiódł za zarysami znajomych niebieskich kabinek. Właśnie mijaliśmy toi-toje.
- Skipper... - odezwał się pan Janusz, który już od jakiegoś czasu obserwował pingwinka w lusterku. - Mam stanąć na jakiejś stacji benzynowej?
- Nie. - odpowiedział twardo Skipper. - Nie w Danii. - nerwowo przestąpił z nogi na nogę. ale wolał się męczyć. Trudno. Jednak stanie w miejscu było już nie do wytrzymania, a fizjologia nieustępliwie domagała się swoich praw. Po policzkach pingwinka popłynęły łzy, a on głośno pociągnął nosem. Otarł oczy.
- Skipper, może my naprawdę się zatrzymamy, co? - spytałam. Pingwinek pokręcił głową przecząco.
- Daleko jeszcze do tej Norwegii? - spytał przez łzy.
- Nie, jeszcze tylko przez most. - odpowiedział pan Janusz. - Jakieś piętnaście minutek. Wytrzymasz? - Skipper znów zaprzeczył. Jeśli zaraz nie dorwie jakiejś toalety, naprawdę będzie źle.
- Chodź tu do mnie. - poprosiłam i pomogłam mu przejść na przednie siedzenie. Przytuliłam go, ale pingwinek zręcznie się wykręcił. Nie chciał żebym uciskała mu podbrzusze. Nawet nieświadomie. Minęło najdłuższe piętnaście minut w życiu Skippera. Wreszcie zostawiliśmy most łączący Danie z Norwegia za sobą i przed nami pokazały się zielone norweskie łąki.
- Skipper, stawać? - spytał pan Janusz,
- Głupie pytanie, tak. - odpowiedział pingwinek. Auto zjechało na pobocze i Skipper wypadł na zewnątrz, kucając w otwartych drzwiach samochodu. Jeszcze nie zdążył ukucnąć, kiedy na asfalt poleciała obfita stróżka. "Nareszcie" pingwinek westchnął z ulgą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Moje maluchy wybawiły się na plaży za wszystkie czasy. Bardzo podobały im się kolonie. Kowalski za każdym razem budował inny zamek z piasku, co wychodziło mu naprawdę świetnie. Ma talent.
IMG_1466.JPG

Tych dwóch jak zwykle wariowało. Albo podtapianie się nawzajem (czego bądź co bądź zabraniały opiekunki), albo tarzanie się w piasku i zapasy. Nie rozumiem co oni w tym widzą. Nie mam do nich siły...
IMG_1468.JPG

Szeregowy nazbierał sobie muszelek i do domu przywiózł cały słoiczek. Zapewne niedługo je pogubi, albo będą się poniewierać po domu i pod nogami, ale nie będę mu odbierać tej przyjemności.
IMG_1469.JPG
  • awatar Pinkamena Dine Pie: Ja też z wakacji przyworzę mnóstwo muszelek :D
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Hehe :D Naprawdę musiało być prześwietnie! Zawsze jak jestem nad morzem to też zbieram sobie muszelki :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ważne, że maluchy się wybawiły ;). Moja Luna jeszcze nigdy nad morzem nie była (chyba, że o czymś nie wiem) ale spoko, kiedyś ten czas nadejdzie ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
13 sierpnia (sobota)
Dziś po śniadaniu byliśmy zwiedzać "Dar Pomorza. Statek jest niesamowity, chciałabym gdzieś kiedyś popłynąć czymś takim. Pozwolili nam jeszcze kupić pamiątki i załatwiłam kwestię pocztówek. Zostało jeszcze napisanie listów. Po obiedzie była plaża. Myślałam, że wtedy będę mogła pisać, ale najpierw grałam w ziemniaka, potem robiłam zdjęcia, a jeszcze potem zorganizowali konkurs na najlepszy zamek z piasku, więc... Zbudowaliśmy pałac - wyspę, na której królem był pan Krzysztof, a dookoła małe domki, w których mieszkały małe Krzysie. I zrobiliśmy taką świetną kolczastą bramę z gałęzi akacji i zawiesiliśmy na niej wodorosty. Wieczorem mieliśmy przedstawienie grup, każda miała się zaprezentować i mówiła krótki wierszyk, albo śpiewała piosenkę. My jesteśmy Kadrą Krzysztofa. I kto został liderem? Oczywiście, że ja!

Pingwiny jak zwykle radosne i beztroskie. chociaż problemy toaletowe wciąż się nas trzymają. Kowalski dzisiaj omal nie spowodował katastrofy na plaży. Wstydził się przyznać, trzymał, aż w końcu zdecydował się powiedzieć panu Krzyśkowi, kiedy już mieliśmy wracać. I już biedniątko miało łzy w oczach. Pan pytał czy wytrzyma do ośrodka, Kowalski pokręcił przecząco głową, pan westchnął i na chwilę gdzieś odszedł, zaraz potem wrócił i pytał, który to chciał do toalety. Wziął Kowcia ze sobą, a nas oddał pani Monice pod opiekę.

14 sierpnia (niedziela)
Po śniadaniu byliśmy w kościele, bo w końcu niedziela, potem do obiadu siedzieliśmy na boisku tłukąc w siatkę, kosza, albo piłkę nożną. W sumie to niewiele się działo, więc też nie ma co opisywać. Po południu skoczyliśmy do Biedronki, dzięki czemu forsa w magiczny sposób wyfrunęła mi z portfela. Ale za to zjadłam donuta. Potem niby mieliśmy iść na plażę, ale akurat były jakieś zawody kolarskie, więc szliśmy okrężną drogą i doszliśmy kiedy oni już wracali do ośrodka, więc posiedzieliśmy tylko pół godziny i też wróciliśmy. Po kolacji oglądaliśmy pokaz ukraińskiej grupy tanecznej "Kwieciste gwiazdy". To było piękne. Po prostu piękne i nie da się tego opisać słowami.

Skipper chodzi z rozciętym łukiem brwiowym. kiedy graliśmy w siatkę dostał piłką w głowę i na kilka sekund stracił przytomność, a kiedy już się ocknął to z łuku brwiowego lała się krew, a on uparcie walczył ze łzami. Naprawdę usilnie starał się nie rozpłakać. Pielęgniarka zrobiła mu opatrunek i kazała tak chodzić do końca dnia, a wieczorem miała sprawdzić co i jak. Ludzi dookoła mnóstwo, patrzą się, jakby nie mieli nic innego do roboty, a moje biedactwo całe się telepie, po policzkach już spływają łzy. Ale opanował się, rozpłakał dopiero wtedy kiedy zostaliśmy sami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›