Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Skipper usiadł na walizce i z trudem zapiął zamek. Potem wsunął do plecaka kocyk, ale dopiero po upewnieniu się, że żaden z podwładnych nie widzi co robi. Musiałby się gęsto tłumaczyć, gdyby któryś zobaczył go z kocykiem. Kowalski zapiął swój plecak i kątem oka spojrzał na dowódcę. Uśmiechnął się.
- No, jak tam, spakowani? - spytałam, zaglądając do nich.
- Jak najbardziej. - odpowiedział skipper, zarzucając plecak na ramię. - Możemy już jechać? Gdzie jest wujek? O dziesiątej podobno mamy by w Niemczech.
- Zdążymy, spokojnie. - uspokoiłam rozemocjonowanego pingwinka. - Jest dopiero piąta, a ja zwlekając was o świcie spodziewałam się, że będziecie mniej przytomni. Na razie chodźcie na śniadanie i nie, Szeregowy, nie możesz wepchnąć do walizki tego wielkiego jednorożca. - zwierzaki szturmem zbiegły na dół, gdzie w kuchni czekał już na nich talerz pełen kanapek z miodem i twarożkiem. - Co spakowaliście? - spytałam, kiedy wszystkie były już zajęte jedzeniem.
- Śpiwory, koc - ten w różowe serduszka, zupełnie nie wiem dlaczego Kowalski na niego się uparł, żel na ugryzienia, na siniaki i obrzęki, krem z filtrem, papier toaletowy, chusteczki zwykłe i nawilżane. - wyliczył jednym tchem Skipper. - Coś pominąłem?
- Ręczniki jeszcze. - dopowiedziałam. - Macie ciepłe ubranka?
- Czapki, szaliki, skarpetki. - potaknął skipper.
- Bluzę i kurtkę. - dopowiedział Kowalski. - A na koc w różowe serduszka uparłem się głównie dlatego, ze jest ciepły. Musimy pamiętać o namiocie.
- Tak, tak. - Skipper uśmiechnął się drwiąco. - Kitu mi nie wciskaj. - rzucił, mając na myśli koc w serduszka. - Wziąłem książkę. - dodał.
- Weź, chociaż wątpię, że będziesz miał czas czytać. - odpowiedziałam.
- Mogę wziąć konika? - spytał Szeregowy, ściskając w skrzydełkach różowego jednorożca, którego dostał od cioci Joli na urodziny, rok temu. - Jest nieduży. - dodał zaraz.
- Możesz. Włóż do mojego plecaka, zmieści się. - odparłam.
- Dziękuję! - pisnął Szeregowy i pobiegł spakować pluszaka.
- Płaszcze przeciwdeszczowe! - przypomniał sobie Kowalski.
- Aparat! - krzyknął Skipper, niemalże w tej samej chwili. Obaj pognali na górę, skąd chwilę potem usłyszałam;
- Jest wujek! - to Skipper się darł, chociaż jeszcze tydzień wcześniej był sceptycznie nastawiony do tej podróży. Wyszłam na zewnątrz, słysząc dźwięk klaksonu. Na podwórku właśnie parkowała czarna kia.
- Cześć. - odezwał się pan Janusz, wysiadając z auta. Pingwiny, które też wypadły z domu, pobiegły się przytulać.
- Włóżcie rzeczy do bagażnika, ja tylko zadzwonię do Joli.
- Za bardzo się przejmujesz! - zawołałam za nim, ale nauczyciel już nie słyszał. Albo udawał, że nie słyszy. Włożyłam do bagażnika walizkę, namiot i plecak, a pingw9iny wgramoliły się do auta.
- Jolu, obiecaj mi, że pod moją nieobecność nie zaczniesz rodzić. - usłyszałam fragment rozmowy wujka z ciocią.
- Robisz się nadopiekuńczy. - zauważyłam, kiedy już skończył rozmowę. Nauczyciel uśmiechnął się.
- Mam wyrzuty sumienia, że zostawiam ją samą w domu.
- Sama powiedziała ci "Jedź, bo spędzasz z nimi za mało czasu." Przecież ma termin dopiero za miesiąc.
- Ale może zacząć rodzić przed terminem.
- Wujku, dobrze wiesz, że zimna Skandynawia to nie miejsce dla ciężarnej kobiety. Poza tym... - nie dokończyłam, bo Skipper wcisnął klakson. I to kilka razy.
- Jedziemy, czy nie?! - krzyknął. Był oczywiście zwarty i gotowy.
- Jedziemy. - uspokoił go pan Janusz. Wsiadłam do auta, zapięłam pas i obejrzałam się na pingwiny.
- Wszystko wzięliście? - spytałam na wszelki wypadek.
- Tak. - odpowiedziały mi wszystkie chórem.
- Byliście w łazience? Do Hamburga daleko.
- Mamo! - zaprotestowały zwierzaki. Roześmiałam się.
- Już nic nie mówię. - dodałam i usiadłam spokojnie. Pan Frankowski przekręcił kluczyk w stacyjce i samochód wytoczył się z podwórka. Pingwiny zaczęły śpiewać jakąś piosenkę, ale szybko usnęły. Niewyspanie dawało im się we znaki.
  • awatar Hanti: Oby pan Janusz nie wykrakał :)
  • awatar Alex McPenguin: Witaj z powrotem! Świetne. A tu przejeżdżają i bobas jest. :P Pan Janusz chyba zawału dostanie jak ciocia Jola do niego zadzwoni z t informacją. Ciekawe jak zareagują na dzidzie pingwiny.
  • awatar gość: O, jakas wycieczka? XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

abc.atlant
 
Dzień dobry... Wróć, raczej dobry wieczór, zważywszy na porę dnia. Wróciłam znad morza i przychodzę wypoczęta i pełna energii na nadchodzący (niestety) koniec lata i początek życia licealistki. Chciałabym wam opowiedzieć wszystko jak najszybciej, ale biorąc pod uwagę to, że gdybym napisała wam wszystko na raz to zapewne do rana bym nie skończyła, a post byłby masakrycznie długi, postanowiłam to podzielić na pięć odcinków, obejmujących po dwa dni spędzone na kolonii każdy. W ten sposób zyskam pewność, że o niczym nie zapomniałam i będę stopniowo budować napięcie xD

11 sierpnia (czwartek)
Pobudka o wpół do czwartej, bo w końcu trzeba zdążyć na odjazd. Tak jest, jedziemy na kolonie do Gdyni. Morze, piasek... te sprawy. Pingwiny oczywiście ze mną. Już na wstępie komplikacje, bo zapomniałam gdzie wsadziłam legitymację i dziesięć minut spędziłam na szukaniu. Masakra, mówię wam! Już w autokarze zaczynamy się powoli poznawać i z dziewczynami z autokaru jestem teraz w pokoju. Patrycja - taka sama wariatka jak ja, Wioletta - śliczna i urocza, a przy tym wydaje się być delikatna. No i jest jeszcze Weronika. Czarnoskóra, no nie do końca, ale widać, że korzenie jakieś takie afrykańskie. Chyba najbardziej ją właśnie lubię z tej czwórki. Czwórki, bo choć jesteśmy razem w pokoju, to dokwaterowali nam jeszcze jedną dziewczynę - Justynę. Wychowawcą naszej grupy jest pan Krzysztof (mój historyk). Czyli moje nadzieje się ziściły. Jestem w pokoju z fajnymi ludźmi no i pan Krzysztof... *.* Od razu palnął nam pogadankę i zapoznał z regulaminami, jak to on. Mam ambicję zostać przywódca naszej grupy, ale jest tu taka jedna dziewczyna. Też się nazywa Patrycja, jest bezczelna, wstrętna i fałszywa. Ale poza nią wszystko w najlepszym porządku. Pingwiny są zachwycone. Z tym, że w pierwszej części podróży musieliśmy wykorzystywać "przystanek na żądanie", bo Kowalski musiał do ubikacji i to teraz, natychmiast. Biedactwa padły zaraz po wyjściu spod prysznica. Cóż... nie dziwię się im. Taka podróż może strasznie wykończyć.

12 sierpnia (piątek)
Dzisiaj po śniadaniu byliśmy na plaży. A propos śniadania, bardzo zasmakował mi pasztet, który wczoraj na kolację i zgarnęłam ostatni. Nie wpadłam na to, ze dzisiaj piątek. Pani kierownik okazała się być wredną jędzą. Nie wolno nam oddalać się od grupy na pięć kroków, nie wolno nam nic kupować, nie wolno nam wychodzić z pokojów podczas czasu wolnego. Ja wiem, że to wszystko dla naszego bezpieczeństwa, ale kwestia czasu, jak zabroni nam oddychać. Na plaży siedzieliśmy aż do obiadu. Zbierałam szkło morskie, potem chwilę łaziłam po wodzie (nie dosłownie oczywiście) i grałam z chłopakami z mojej i młodszej grupy w ziemniaka. Zdawało mi się, że widziałam piracki statek widmo. Naprawdę! Potem okazało się, że to jakiś statek wycieczkowy i wcale nie widmo. Na obiad dostaliśmy łososia, którego nie tknęłam i kierowniczka mnie opieprzyła. A co ja jej poradzę, że nie jem ryb? Po obiedzie zabrali nas do Biedronki. I właściwie tylko do Biedronki. Bo jakaś dziewczyna skręciła kostkę i odwozili ją taksówką do ośrodka, a jeszcze potem musiałyśmy z Pati koczować pod pokojem pół godziny, bo nie miałyśmy klucza, który wzięła Weronika, która jest z młodszej grupy. Kandyduje na przywódcę swojej. Przywódca, przewodniczący, jak zwał, tak zwał. Mniejsza z tym, mam zamiar wygrać. A Pati mi w tym pomoże. Oczywiście ta zła Patrycja i jej koleżaneczki już mnie obgadały, ale mam to gdzieś. Dostaliśmy takie stylowe czapeczki...

Pingwiny zamiast czapeczek dostały chusty. Dla nich to i wygodniejsze i ładniej wygląda. A dzisiaj to było niemałe zamieszanie. Na plaży Skipper (a ja z nim) musiał łazić po krzakach za potrzeba, bo do WC było za daleko i nie pozwolili nam iść. W Biedronce, a raczej jak wracaliśmy to zgubiliśmy Kowalskiego. Pan Krzysztof na szczęście go znalazł, ale biedactwo biegło do mnie takie spłakane, że po prostu serce mi się krajało. To nic miłego zgubić się w obcym mieście, bo w rodzinnym to jeszcze pół biedy.

Zapomniałam wspomnieć, że w morzu nie pływałam, choć miałam ogromną ochotę. Dlaczego? Otóż na raz mogło pływać tylko dziesięć osób, a do tego kazali nam zakładać kretyńskie czapki. Do kąpieli w morzu. Co oni sobie myśleli? Przesadzają i to zdrowo, bo chcąc tylko zamoczyć nogi musiało się mieć na głowie czapeczkę.
  • awatar Puchaty Dziobak: Musiało być fajnie ^^ Ale z tymi czapeczkami to przesada xd
  • awatar Alex McPenguin: Dobrze, że chociaż znalazły się spoko osóbki. ;)
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Superowo spędziłaś czas ^^. Szkoda, że pani kierownik i .. ta Patrycja okazały się strasznymi jędzami ;). Może gdyby takie nie były byłoby milej ?. Czapki ? serio ? to jest jakaś masakra.. trochę współczuje XD.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›