Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Pamiętacie to? abc.atlant.pinger.pl/m/27105267 Osoby, które nie pamiętają, albo nie czytały powinny się z tym zapoznać, bo coś mnie tknęło i w głowie ułożył mi się ciąg dalszy. Praktycznie z samych dialogów i nie do końca o to mi chodziło, ale mam nadzieję, że dobrze będzie się czytać.

Weszłam do szpitala i zaraz namierzyłam panią doktor.
- Pani Olu! - zawołałam, widząc, że kobieta rozmawia na korytarzu z jakimś pacjentem. - Dzień dobry. - przywitałam się. - wczoraj pytała mnie pani, czy pamiętam co Kowalski jadł, wiec przyniosłam opakowanie po jogurcie i resztę czekolady.
- Świetnie. - uśmiechnęła się pani doktor. - Dzięki, będziemy mogli teraz sprawdzić czym wywołane było to zatrucie.
- No, a jak on się czuje? - spytałam.
- Lepiej będzie jeśli sama go spytasz, widzę, że nie możesz się doczekać kiedy go zobaczysz. Sala dwieście dwa.
- Pamiętam, dziękuję. - odpowiedziałam i niemal biegiem skierowałam się do salki pingwinka. Kowalski wyraźnie ożywił się na mój widok i od razu się do mnie przytulił. Na łóżku obok siedziała młoda kobieta, przeglądając czasopismo. Przywitałam się i przeniosłam wzrok na pingwinka.
- Cześć skarbeńku. - szepnęłam, przytulając go mocno. - Kazali ci założyć koszulę szpitalną?
- Mhm. - odpowiedział Kowalski. Wyglądał o wiele lepiej niż wczoraj. W skrzydło wciąż miał wkłutą igłę kroplówki, ale oczka na nowo mu błyszczały, a policzki zdążyły się zarumienić.
- Jak się czujesz? - spytałam, wypuszczając pingwinka  z objęć.
- Może być. - pingwinek usiadł na krawędzi łóżka. - Ale brzuch jeszcze boli. Nie wiem, może z głodu. - usiadłam na stołku, obok niego i przyjrzałam mu się. Kowalski zapatrzył się w podłogę, skubiąc rąbek koszuli.
- Kochanie, na pewno wszystko gra? - spytałam. Pingwinek pokręcił głową przecząco. Dziób wygiął mu się w podkówkę, a po policzku spłynęła łza, którą zaraz wytarł.
- Muszę do ubikacji... - na wpół szepnął, na wpół jęknął.
- To chodź, pójdziemy. - wyciągnęłam dłoń do Kowalskiego. Pingwinek znowu pokręcił głową.
- Pielęgniarka powiedziała, że nie mogę się stąd ruszać. - odpowiedział. - Poza tym jestem podpięty do tego. - zaszlochał, podnosząc do góry skrzydło z wkłutym wenflonem. Teraz już na dobre się rozpłakał. Wzięłam pingwinka do siebie, na kolana i przytuliłam, kołysząc lekko.
- Cichutko, ćśś... - szepnęłam. - Spokojnie. Bardzo się chce? - Kowalski pokiwał głową, wycierając łzy z policzka. Objął mnie za szyję i rozżalił się na dobre. Nie płakał już tylko dlatego, że chciało mu się do toalety, ale też dlatego, że musiał tkwić w miejscu z okrutnymi pielęgniarkami, które nawet nie starały się go zrozumieć.
- Przepraszam... może w czymś pomóc? - odezwała się kobieta, siedząca na łóżku obok.
- Nie trzeba, naprawdę. - odpowiedziałam. - Ale dziękuję. Która to pielęgniarka? - zwróciłam się do pingwinka.
- Taka blondyna. Jakieś pięćdziesiąt lat. Wysoka, chuda i... nadmiar szminki na ustach. - wyrzucił z siebie. - Mamo... Ja naprawdę muszę do łazienki. - jęknął, nerwowo przebierając łapkami.
- Ćśś... Zaraz coś poradzimy. - obiecałam, sadzając go z powrotem na łóżku. - Siedź tutaj, ja zaraz wrócę. - dodałam i wyszłam z sali. Pielęgniarki nie musiałam długo szukać, bo akurat wychodziła z sąsiedniego pokoju.
- Przepraszam... - odezwałam się. - To pani zajmuje się pingwinkiem z sali dwieście dwa?
- Tak, a coś się stało? - spytała wyraźnie zdezorientowana kobieta.
- Stało się. - odpowiedziałam. - Powiedziała mu pani, że nie może się ruszać z lóżka? - kobieta kiwnęła głową. - Do toalety też nie mogę go zabrać?
- Nie. - odpowiedziała pielęgniarka. - Bardzo mi przykro, ale ja musze przestrzegać pewnych procedur. Powiedziano mi, ze pacjent musi leżeć, więc musi leżeć. Koniec, kropka! I nie będę o moich obowiązkach rozmawiać z jakąś rozwydrzoną dziewuchą.
- Pani nie rozumie, że on też czuje i ma potrzeby?!
- Przykro mi, ale jego potrzeby to nie jest mój kłopot!
- W takim razie chcę rozmawiać z panią doktor. - powiedziała, składając ręce na piersi.
- Pani doktor ma w tej chwili pacjenta. - odpowiedziała pielęgniarka.
- To niech ją pani zawoła. - skrzywiła się, ale weszła do gabinetu, z  którego chwilę potem wyjrzała pani Ola.
- No, co się dzieje, coś z Kowalskim? - spytała, zdejmując rękawiczki.
- Mogę go wziąć do ubikacji, prawda? - spytałam.
- Tak, oczywiście. A ktoś ci powiedział, że nie? - zdziwiła się pani doktor. Wyciągnęłam dłoń, pokazując pani Oli pielęgniarkę, która przed chwilą weszła do jej gabinetu. - To za chwilę ją objadę. Chodź teraz do niego. Przepraszam pana na chwilę. - zwróciła się do pacjenta, którego właśnie przyjmowała i poszła za mną do sali dwieście dwa. - Co tam Kowalski? - zagadnęła, widząc spłakanego pingwinka, siedzącego na krawędzi łóżka. - Oj, wymęczyło się biedactwo. Poczekaj, wyjmiemy ci igłę od kroplówki i Katie cię weźmie do łazienki. - powiedziała majstrując przy wenflonie. - Proszę. - wyciągnęłam dłoń do Kowalskiego, a on zsunął się z łóżka i podreptał za mną do ubikacji. Wzięłam go na ręce, chcąc posadzić na sedesie.
- Podwijaj koszulkę. - powiedziałam, pingwinek zrobił o co go prosiłam i chwilę potem odetchnął głęboko z ulgą. Naprawdę bardzo potrzebował ubikacji.
- Już? Lepiej? - spytałam, przykucając przy nim. Pingwinek pokiwał głową. - Pani Ola obiecała, że ostro objedzie tą twoją pielęgniarkę. I obiecała jeszcze , że będzie do ciebie zaglądać od czasu do czasu. - Kowalski uśmiechnął się słabo, ale jednak i po doprowadzeniu się do porządku wyciągnął do mnie skrzydełka. Chwilę potem na nowo siedział już w łóżku, o wiele pogodniejszy niż wcześniej.
- Skąd masz tą książkę? - spytałam, biorąc w dłoń powieść leżącą na szafce nocnej.
- Pani Lucyna mi pożyczyła. - odpowiedział, patrząc na kobietę siedzącą obok. - Trafiła na oddział wczoraj wieczorem i zdążyliśmy jeszcze sobie porozmawiać. No i tak jakoś wyszło, że troszkę się zaprzyjaźniliśmy. - kobieta uśmiechnęła się do mnie.
- Lucyna jestem. - odezwała się, wyciągając dłoń.
- Kate, miło mi. - odpowiedziałam, ściskając jej rękę.
- Słodki jest ten twój pingwinek. A że fajnie nam się rozmawiało, to rzeczywiście trochę się zaprzyjaźniliśmy. - uśmiechnęłam się.
- Zajmie się nim pani w razie coś? - spytałam. - Bo ja już musze iść, miałam tylko chwilę czasu przed lekcjami.
- Tak, jasne, nie ma sprawy.
- To pa skarbeńku. - przytuliłam Kowalskiego. - Przyjdę po południu, dobra? - pingwinek pokiwał głową i pomachał, kiedy wychodziłam z salki.
  • awatar Alex McPenguin: Świetne. Tą pielęgniarke powinni nawet wywalić. Widać że to osoba, która lubi się wyżywać. Jeszcze nazwała Katw ,,rozwydrzoną dziewuchą"..grrr, ja bym jej wygarnęła. A biedny Kowi musiał się męczyć...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Jutro o piątej dwadzieścia co do sekundy (a przynajmniej taką mam nadzieję)wyjeżdżam nad morze, do Gdyni. Opuszczam was na dziesięć dni, więc żegnam się, a w prezencie na te dziesięć dni zostawiam opowiadanie, które macie poniżej. Mam nadzieję, ze się spodoba. Pierwszy raz w życiu jadę gdziekolwiek z kolonią i poza tym, że czuję już ten zew przygody i że to nie będą takie zwykłe wakacje, to mam nadzieję, że sobie poradzę. Nie tak po prostu, bo przywykłam radzić sobie sama w najróżniejszych sytuacjach, ale chodzi mi głównie o to, żeby nie dostać pokoju z jakimiś debilami. I czy ci ludzie w ogóle mnie zaakceptują. Po cichutku marzę, ażeby pan historyk z mojej szkoły (który jedzie jako opiekun) był opiekunem mojej grupy i żeby dane mi było pójśc do sklepu stacjonarnego Yatty w Gdańsku. To drugie raczej nie wypali, bo w Gdańsku mamy zwiedzać tylko Dar Pomorza i ORP Błyskawicę, więc będziemy tylko przy brzegu morza, ale to pierwsze... Trzeba się o to gorąco modlić.
pizap.com14708505644931.jpg

Powyżej zdjęcie z przebiegu pakowania. Moja świetna nowa kosmetyczka... I teraz strona fikcyjna; pingwiny z lekka podenerwowane, Kowalski łazi i cały dzień rozpatruje różne wizje bliskiego końca świata. Skipper co chwile pyta mnie czy o czymś nie zapomnieliśmy. Szeregowy próbuje upychać w walizce swoje jednorożce. A Rico jak to on, wywraca dom do góry nogami. Zaczyna mi brakować do nich cierpliwości jak na dzień dzisiejszy. Jeszcze nie będą mogły usnąć, jutro okaże się, że zapomnieliśmy czegoś naprawdę ważnego, a niebo spadnie nam na głowy. Jeszcze brakuje tylko Ganalfa i krasnoludów. Ale cóż poradzić... Poza tym ja uwielbiam tą atmosferę świeżo przed wyjazdem. Jeszcze lepiej jest jak się już pojedzie. No to do widzenia wam. Do napisania za okrąglutkie dziesięć dni.
  • awatar Rouge bleuet: Miłej podróży :)
  • awatar ♛ Savi ♛: Miłej zabawy :D Byle żeby pozwolili do Yatty pójść :D Ja jak byłam w Warszawie na wycieczce, to nie pozwolili tam wejść ;H;
  • awatar SugarFirefly: Udanej i wesołej podróży życzę. I towarzystwa, które nie będzie tylko myślało jak tu przemycić piwo i fajki, żeby zaimprezować :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›