Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Skipper szedł przez płonące pole bitwy. Z rany postrzałowej w prawym ramieniu spływała krew. Pingwinek oddychał ciężko. Wokół poniewierały się szczątki czegoś, co jeszcze wczoraj można by nazwać ludźmi. Skipper jęknął, widząc przed sobą wycelowaną w niego lufę czołgu. W jego stronę poszybował pocisk, a on niemal w ostatniej chwili padł na ziemię. Oddychanie przychodziło mu z coraz większym trudem, ale wstał. Kilka kroków dalej zarwał się pod nim grunt. Pingwinek podniósł się z trudem. Nadal żył. Krzyknął z bólu, ale udało mu się zapalić zapałkę. Rozejrzał się. Nie potrafił wyjść na powierzchnie. Powoli ruszył przez labirynt podziemnych pomieszczeń. Wzdrygnął się, widząc w którymś z kolei pomieszczeniu ciało żołnierza. Zapałka zgasła. Z trudem zapalił kolejną. Opadł na ziemię. Wtedy ciało odwróciło ku niemu głowę i przemówiło. Skipper z wrzaskiem odsunął się od wysuszonego żołnierza, w którym tliło się jeszcze życie.
- Przegraliśmy. - wychrypiał mężczyzna. - Z nimi. Nie ochroniliśmy was. Przepraszam. Świat się skończył.
- To niemożliwe. - zaprotestował pingwinek.
- Wy jesteście reliktami. Ostatnimi bańkami w wypełnionej woda kadzi. Ludzkość... Świat nie zazna już dobrobytu, który kiedyś był obecny.
- Skąd niby możesz to wiedzieć?!
- Ależ to szczera prawda. Sądzę, ze lepiej byłoby to już zakończyć... Ten świat reliktów. - bezzębne dziąsła złożyły się w uśmiechu. - Życie pośród wszechogarniającej tragedii i rozpaczy musi być niezmiernie bolesne. - wysuszona dłoń sięgnęła po karabin.
- nie, to nie tak!
- Czyli jak? Jest w ogóle jakiś powód, dla którego ludzie mają żyć w takim świecie? - mężczyzna zrywem rzucił się na skippera, przygniatając go do podłogi. Z gardła pingwinka wyrwał się dziki wrzask. Zapałka zgasła. Na przemian krzycząc i płacząc, pingwinek zepchnął z siebie martwe już ciało i popędził przed siebie. Przez ciemność.
Skipper oderwał się z łóżka z krzykiem. Nie zwracając uwagi na to, że obudził i ciocię, i wujka, i Kowalskiego też, rzucił się w moją stronę i chwile potem szlochał rozpaczliwie, uczepiony mojej piżamy.
- Skipper... - odezwałam się, próbując odkleić pingwinka od siebie. - Skipper, stało się coś?
- Dlaczego mnie budzisz? - wymamrotał Szeregowy, siadając na łóżku. - Jeszcze pięć minutek. - pan Janusz przykucnął obok mojego łóżka, pytając szeptem czy jakoś nie pomóc. Ciocia Jola przyglądała się nam z wersalki. Skipper cały czas szlochał gorączkowo. Przed oczami wciąż miał twarz tamtej mumii, która została z weterana wojennego. A wydawało mu się, ze zapomniał. Że udało mu się wyrzucić to z pamięci. Nauczyciel spróbował dotknąć pingwinka, a on cofnął się z krzykiem i jeszcze mocniej objął mnie skrzydełkami.
- Zostaw. - poprosiłam. - Musi się teraz uspokoić. - Skipper spojrzał na mnie oczkami pełnymi łez.
- Ma... Mamo... - zająknął się.
- Jestem skarbie, jestem. - uspokoiłam go i objęłam ramieniem. - Cichutko... To tylko zły sen. koszmar, słyszysz? No już, ćśś... wzięłam pingwinka na kolana i kołysałam delikatnie. Skipper objął mnie za szyję. Powoli się uspokajał. Już się tak strasznie nie telepał i łatwiej mu się oddychało.
- Hej, w porządku? - pingwinek pokiwał głową. - Prześcieradło ucierpiało? - zaprzeczenie.
- Do łazien... ki. - wykrztusił Skipper. Dopiero teraz poczuł, że natychmiast musi lecieć do toalety.
- Chodź. - wzięłam pingwinka na ręce i poszłam z nim do łazienki. Posadziłam Skippera na sedesie, a on mocno złapał za moją koszulkę od piżamy. Dawał mi do zrozumienia, że nigdzie mnie nie puści. Wzięłam go za skrzydło. Nigdzie się nie wybierałam.
  • awatar Alex McPenguin: Straszny ten sen miał, biedaczysko... ,,A wydawało mu się, ze zapomniał. Że udało mu się wyrzucić to z pamięci.'' - Ciekawe o co chodziło. Strasznie mnie to zaintrygowało.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Oby Skipperowi przeszły te koszmary... Nie chcę, żeby miał jakiś uraz później... :(.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Skipper powoli wysiadł z autobusu w swojej nieodłącznej kurtce wojskowej, ciągnąc za sobą torbę. Wracał z obozu wojskowego, a ja oczywiście czekałam na niego na przystanku.
- Cześć kochanie. - przywitałam się i przykucnęłam, żeby mógł mnie przytulić, ale jakoś wcale się do tego nie palił. Objął mnie tylko na chwilę i jakoś tak... sztywno. Potem musnął dziobem mój policzek.
- Cześć. - szepnął. Spojrzałam na niego z niepokojem, ale Skipper odwrócił wzrok, mocno ściskając w skrzydłach pasek torby.
- Chodźmy do domu, pewnie jesteś głodny. - powiedziałam, biorąc od niego torbę i wyciągnęłam dłoń, ale pingwinek nie ścisnął mnie za rękę jak zwykle. Patrzył na mnie tylko.
- No chodź. - powtórzyłam. Niepewnie podszedł do mnie i wsunął skrzydło w moją dłoń. Potem ścisnął mnie za rękę. Wyprzedził mnie, zastąpił drogę i wyciągnął do mnie skrzydełka, a ja wzięłam go na ręce. Dopiero wtedy wtulił się we mnie i potarł dziobem o wierzch dłoni.
- Kocham cię mamo. - szepnął Skipper, ściskając mnie tak mocno, że nieomal dusząc.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk.

Kowalski wypadł z samolotu jak torpeda i wpadł mi w ramiona, nawet nie zawracając sobie głowy bagażem. Z tyłu szła przecież ciocia Cenia.
- Tak strasznie za wami tęskniłem. - wypalił pingwinek, mocno się do mnie przytulając. - Gdzie Szef? Obiecał, że też po mnie wyjdzie.
- Siedzi w pokoju, powiedział, że woli poczekać, aż wrócisz. - odpowiedziałam.
- Ale obiecał. - Kowalski był wyraźnie zawiedziony. - Oj, już ja mu powiem do słuchu. - dodał, przybierając bojową minkę.
- Kowalski, torba! - usłyszałam ciocię Cenię, która szła w naszą stronę. - Cześć. - przywitała się ze mną. - A ty na przyszłość mi tak nie uciekaj.
- Nie sprawiał kłopotów, prawda?
- Nie, skąd, toż to istny aniołek. - ciocia potarmosiła Kowalskiego po piórkach.
- No a... Kostos?
- Skąd... - ciocia spojrzała na Kowalskiego. - Ty mały szpiegu! - zawołała z pozorną złością. Pingwinek posłał jej promienny uśmiech.
- No nic, lecę, bo jestem strasznie głodna.
- Jasne, cześć! - odpowiedziałam. - No i jak Kowalski? Jak Grecja?
- Przepiękna. Ale opowiem dopiero w domu.

Szeregowy majestatycznie wysiadł z auta pana Janusza, przybierając królewską minę. Nauczyciel pomógł mu wyjąć z bagażnika walizkę i oddał mi.
- Cześć mama. - przywitał się pingwinek.
- Cześć. - odpowiedziałam. - Nie sprawiał kłopotów? - pan Janusz uśmiechnął się krzywo. - Co narozrabiał?
- Nie licząc paru awantur z Agatą i jej chłopakiem? Nic. - odpowiedział wujek.
- Ty zadzioro! - spojrzałam na Szeregowego. - A tak poza tym?
- Nic. Ale Agata w końcu doszła do wniosku, że ten jej chłopak to idiota.
- To dzięki mnie. - pochwalił się pingwinek, najwyraźniej dumny z siebie. - A jak tobie udał się film? Będziemy go mogli obejrzeć jak wrócimy do domu? O czym on jest?
- Spokojnie, zobaczysz go. Jak skończę, bo jeszcze nie skończyłam. - Szeregowemu zrzedła mina. - Wielkie dzieło wymaga pracy. - Chodź do domu, Skipper powiedział, że upiecze ciasto i boję się, że puści mi z dymem kuchnię.
  • awatar RainbowxD: Pingwinki już wróciły i w końcu mogą się ze sobą zobaczyć. Z pewnością bardzo za sobą tęskniły ;). Poza tym - "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej" :D. Rozdział ciekawy, pięknie opisany ^^.
  • awatar Alex McPenguin: Świetne! W końcu pingainsie wróciły... Było tak słodko
  • awatar frytki z majonezem.: "Ale Agata w końcu doszła do wniosku, że ten jej chłopak to idiota" - padłam ze śmiechu :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›