Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 lipca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rozdział 22

Skipper z westchnieniem przekręcił się na bok w łóżeczku i otworzył oczka.
- Mama! - zawołał głośno, za głośno, bo stałam tuż obok, wiedząc, ze maluchy zaraz będą się budzić. Wzięłam pingwinka na ręce i przytuliłam.
- Cześć skarbeńku! - uśmiechnęłam się. Skipper pogłaskał mnie po głowie, na co wybuchnęłam śmiechem. - Rozumiem, że noc bez katastrof? W takim razie zapraszam pana na nocniczek. - zabrałam malucha do łazienki, a sama wróciłam do pokoju dziecinnego, bo w międzyczasie obudziły się pozostałe. Z nimi też poszłam do łazienki, bo to była pierwsza czynność, która trzeba było wykonać po przebudzeniu się maluchów. Wszystkie cztery nie potrzebowały już pieluszek, a nauka korzystania z toalety szła im naprawdę coraz lepiej.
- Mamo! - zawołał Skipper, kiedy zobaczył mnie w progu i z dumą pokazał mi zawartość nocniczka. Uśmiechnęłam się i potarmosiłam malucha po piórkach, na co pingwinek zareagował radosnym chichotem.
Chwilę potem wszystkie cztery siedziały przy stole w kuchni, każdy nad miseczką kaszki. Szeregowy już na początku zdążył się upaćkać, a kiedy próbowałam go wytrzeć, machał skrzydełkami i w efekcie jeszcze więcej kaszki lądowało nie w dziobie, ale na piórkach malucha. Westchnęłam ciężko. Znowu trzeba go będzie wykąpać.
- Plac zabaw? - spytał z nadzieją Kowalski, kończąc jedzenie.
- Dzisiaj nigdzie nie pójdziemy skarbeńku. - odpowiedziałam, biorąc jego miseczkę do mycia. - Na dworze jest tak gorąco, że nawet nie będzie wam się chciało biegać. Posiedzimy w domku, pobawimy się klockami, poczytam wam książeczki.
- Tak, klocki! - wrzasnął Rico, wyrzucając skrzydełka w górę. Potrącił przy tym miseczkę, która spadła na podłogę. Pingwinek zsunął się w ślad za nią i chwilę później kończył konsumpcję śniadania wprost z terakoty. Rzuciłam się w jego stronę, zdecydowanie odciągając go od miseczki.
- Z podłogi się nie je Rico, mówiłam ci tyle razy. - upomniałam maluszka.
- Głodny! - zaprotestował głośni pingwinek. Nie wiedziałam jak to było możliwe. Zjadł niemal całą swoją porcję, bo w miseczce (zanim ją zrzucił) niewiele już zostało i ciągle był głodny. Momentami jego brzuszek bez dna zaczynał mnie zadziwiać.
- A na co byś miał jeszcze ochotę? - spytałam, przykucając przy nim.
- Ciasto! - odpowiedział mi maluszek. Poprzedniego dnia upiekłam zebrę, którą maluchy uwielbiały i teraz włożyłam mu kawałek w skrzydełka. Uradowany pingwinek wgryzł się w kawałek ciasta i podreptał z nim do salonu, oczywiście wszędzie krusząc.
- Idźcie się pobawić, dobrze? - powiedziałam, zbierając miseczki od pozostałych. - A my idziemy się umyć. - dodałam, biorąc Szeregowego na ręce. Nie wiedziałam jak to zrobił, ale kaszkę miał nawet w piórkach na czubku główki.
- Chcemy na dwór! - zameldował Kowalski, tonem nieznoszącym sprzeciwu, kiedy wróciłam do pokoju z Szeregowym, o wiele bardziej czystym.
- Mówiłam wam już, ze na dworze jest strasznie gorąco. - powiedziałam łagodnie.
- Na dwór. - powtórzył maluszek.
- No dobrze, chodźcie, sami zobaczycie, że tam jest upał. - otworzyłam pingwinkom drzwi wejściowe. Z miejsca uderzyła nas fala gorąca. Skipper przetarł oczka. Raziło go słońce. Mimo to maluszki wahały się tylko przez chwilę. Z radosnymi okrzykami wybiegły na dwór od razu zaczynając gonić się nawzajem. Patrzyłam na to w osłupieniu. Ich nawet upał nie był w stanie powstrzymać. Postanowiłam, ze skoro już koniecznie chcą się bawić na dworze, to trzeba się zaopatrzyć w odpowiedni sprzęt i poszłam do kuchni po mini wiatraczek i butelkę z wodą. Chwilę potem leżałam w hamaku z książką, co chwilę zerkając na maluchy, które ciągle ganiały po dworze, ale już nie tak energicznie jak wcześniej.
- Mamusiu... - odezwał się Kowalski, podchodząc do mnie. Zastanawiał się, jak mógłby wleźć do mnie, na hamak.
- Co tam kochanie? Pić się chce, tak? - spytałam, biorąc go na kolana i włożyłam mu do dzioba smoczek od butelki. Kowalski od razu wziął się za ssanie. - Może lepiej wrócimy do domku, bo zgrzany jesteś. - powiedziałam. - Chłopcy! Chodźcie tutaj. - pingwinki posłusznie przybiegły na zawołanie. Wszystkie miały zaczerwienione policzki i dyszały ze zmęczenia. - Chodźcie do domku. - powiedziałam, zabierając swoje rzeczy z hamaka. Było zdecydowanie za gorąco.
Trójka maluszków bawiła się samochodzikami w kącie salonu. Ja siedziałam na kanapie ze Skipperem na kolanach, czytając mu książeczkę o zwierzątkach, którą mi przyniósł.
- Skippuś... - odezwałam się. - Co to za zwierzątko? - spytałam, pokazując mu obrazek.
- Krówka. - odpowiedział bez zastanowienia maluszek.
- A to? - pokazałam inne zwierzątko.
- Wewórka. - powiedział pingwinek.
- Powiedz ładnie ”wiewiórka”. - poprosiłam.
- Wewórka! - powtórzył Skipper. Przytuliłam go mocno. Mogło być. - Na nocniczek. - dodał maluch, wiercąc się.
- To biegnij. - postawiłam go na podłodze, a on podreptał do łazienki. Odłożyłam książeczkę na stolik i zerknęłam na pozostałe. Były pochłonięte zabawą. Z kąta dochodziło tylko głośne ”Brum, brum!”. Uśmiechnęłam się i chwilę potem z powrotem wzięłam Skippera na kolana.
- Już? - upewniłam się. Maluszek pokiwał główką.
- Głodny. - zameldował. Zamarłam wpół ruchu. Nie mieliśmy obiadu.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Oby i Skipperowi spodobało się w przedszkolu mimo tego autka :D. Ale w końcu jeżeli pingwinki pójdą do przedszkola to tamten chłopiec już nie będzie mógł użyć tego samego argumentu żeby zabrać Twoim maluszkom zabawkę :P.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›