Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 lipca 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Zdążyliście akurat na obiad. - powiedziała gospodyni. - Właśnie podajemy. Zanieście bagaże i siadajcie do stołu.
- Doba hotelowa zaczyna się kolacją. - zauważyłam.
- Wiem. Ale nie pozwolimy wam się przecież włóczyć  po knajpach, zwłaszcza, że Jola jest w ciąży. Siadajcie.
- Dziękujemy. - uśmiechnął się pan Janusz. Pingwiny przydreptały za nami do stolika, tak samo głodne, co zmęczone. chwilę potem na stole stanął półmisek.
- Proszę. Żeberka w miodzie na ostro. - gospodyni rozłożyła talerze i podała sztućce. - A te wasze pingwiny to takie małomówne, czy onieśmielone? - Kowalski momentalnie spłonął rumieńcem.
- Zazwyczaj są bardziej rozmowne. - zapewniłam. - Jeszcze się rozkręcą. A wtedy nie da się ich uciszyć.
- Może po prostu zmęczone są biedactwa.
- O, wypraszam sobie! - odezwał się Skipper. - Nie jestem żadnym biedactwem. Żadne z nas nie jest. Ewentualnie Kowalski, jemu się bez przerwy dzieje jakaś krzywda.
- To nieprawda. - zaprotestował cichutko Kowalski, patrząc na Szefa spłoszonym wzrokiem. Skipper podchwycił spojrzenie niewinnych, błyszczących oczek. Nagle zrobiło mu się żal przyjaciela. Opiekuńczym gestem poklepał go po główce i wyszeptał do ucha przeprosiny. Kowalski rozpromienił się odrobinkę i już bez słowa zabrał za jedzenie.
- O tym właśnie mówiłam. - odezwałam się. Gospodyni roześmiała się szczerze i życząc nam smacznego przeniosła się do innych gości.
- Czy po obiedzie pójdziemy przywitać morze? - spytał Szeregowy, bawiąc się widelcem.
- Po obiedzie raczej nie. - odpowiedziałam. - Wszyscy są zmęczeni, a trzeba się jeszcze rozpakować.
- Ale po kolacji... Czemu nie? - dopowiedział pan Janusz. Pingwinek uśmiechnął się i zabrał do jedzenia. Kowalski westchnął, odsuwając od siebie talerz. Nie dawał rady wmusić w siebie ani odrobiny więcej.
- Najedzony? - spytałam. Pingwinek kiwnął głową i przetarł oczka. Teraz kiedy już się najadł, chętnie by się położył i przespał.
Nasz pokój był jasny i przestronny, z niewielką śliczną łazienką. Kowalski wdrapał się na łóżko i ułożył na złożonej pościeli. Oczka same mu się zamykały. Ciocia Jola usiadła na łóżku obok. Też była zmęczona. Skipper za to miał właśnie chwycić za pilot od telewizora, ale... pilota nie było.
- Nie mamy telewizora. - poskarżył. - To skandal.
- Po pierwsze; nie krzycz, bo Kowalski zasnął i niech sobie pośpi, po drugi; mamy wakacje. Również od telewizji. - powiedziałam. Skipper spojrzał na mnie z nieco mniej obrażoną minką. - poza tym będziecie mieć tu tyle zajęć, że telewizja nie będzie wam potrzebna. - dodałam.
Po kolacji, zgodnie z obietnicą, poszliśmy przywitać się z morzem. Pingwiny były szczerze oczarowane i pod wrażeniem jasnego sypkiego piaseczku i lazurowej tafli wody. Szeregowy uśmiechnął się szeroko.
- O wiele ładniejsze niż nasze. - stwierdził Skipper i puścił się biegiem w stronę morza, rozbryzgując wodę.
- Wcale nie. - odpowiedział Kowalski, ale tak cicho, że nikt poza mną go nie usłyszał. Przykucnęłam obok pingwinka, mocno ściskającego mnie za rękę.
- Nie podoba ci się tutaj? - spytałam.
-Podoba, tylko... Jest jakoś inaczej niż zwykle. - powiedział Kowalski, odwracając wzrok. - Nie wiem czy będę umiał beztrosko się z nimi bawić. Coś mnie trzyma w miejscu.
- Biegnij do nich. - uśmiechnęłam się. - Pewna jestem, że jeszcze się rozruszasz. No...  - pingwinek rozpromienił się i pobiegł w stronę przyjaciół taplających się w wodzie. Biegnąc już przez płyciznę, poślizgnął się na kamieniu. Próbował jeszcze utrzymać równowagę, ale z głośnym pluskiem wylądował w wodzie i to wylądował tak nieszczęśliwie, bo na gdzieniegdzie ostrych kamieniach. Kowalski z jękiem podniósł się do pozycji siedzącej. Bolała go prawa nóżka, która dość mocno krwawiła, skrzydło też było otarte. I policzek. Do oczu pingwinka napłynęły łzy, zaszlochał krótko i rzucił się biegiem z powrotem. Potem mocno się do mnie przytulił. Podkulił prawą nóżkę.
- Coś się stało? - spytał pan Janusz, przykucając obok.
- Przewrócił się na tych kamieniach. - odpowiedziałam. - Wyjmij mi z plecaka plastry. - poprosiłam. Kazałam pingwinkowi usiąść na piasku i obejrzałam krwawiąca nóżkę. Kowalski przyglądał się jak wycieram ja z krwi i naklejam plaster. Potem wyciągnął do mnie skrzydełka. Chciał na ręce. To nie było miłe powitanie.
  • awatar Alex McPenguin: Ou...biedny Kowi... Mam nadzieję że już nie będzie takich wypadków do końca pobytu na Karaibach.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Kowalski chyba musi się troszkę przemóc. Myślę, że później będzie już tylko lepiej ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Skipper!
Zadzwoń do mnie, dobrze? Przesyłam ci pewność siebie. Używaj jej właściwie (I ostrożnie! Musze ci to powiedzieć Szefie, ale martwię się o ciebie). Jestem tutaj, ale w jednej chwili mogę być tam.
Zadzwoń, Kowi