Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 25 lipca 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Znów mamy niewielkie (miesięczne) opóźnienie w pisaniu rozdziałów, ale mam nadzieję, że nikomu to nie przeszkadza. Dzięki temu tegoroczne wakacje będą dłuższe. A zatem w opowiadaniu mamy początek lipca, a ja zapraszam do czytania.

Pingwiny siedziały na gałęziach drzewka czereśniowego, co chwilę sięgając po dojrzałe owoce. Kowalski z uśmiechem włożył do dzioba kilka czerwonych kulek, wypluwając pestki w skrzydło. Chwilę potem coś uderzyło go w czubek głowy. Podnosząc wzrok, zorientował się, że to kolejna pestka. Kilka gałęzi wyżej siedział przecież jego Szef i strzelał teraz pestkami wprost w niego. Kowalski postanowił, że tym razem nie będzie się odzywał, a chwile potem, biorąc z dowódcy przykład, cisnął pestką w Rico. Psychopata zerwał się z gałęzi z bełkotem. Tylko Szeregowy nie mógł nic wiedzieć o wojnie na pestki, bo właśnie wyżerał tak długo hodowany przez ciocię groszek.
- Chłopcy! - zawołałam, wychodząc na ganek z torbą w ręce. - No chodźcie, bo się spóźnimy na samolot!
- Już idziemy! - odkrzyknął Kowalski i wszystkie cztery podbiegły do mnie od razu się przekrzykiwać.
- To będą cudowne wakacje. - powiedział Skipper, kiedy już maszerowaliśmy na lotnisko razem z ciocią Jolą i panem Frankowskim.
- Mam rozumieć, że tamte nie były cudowne? - spytałam, przekomarzając się z pingwinkiem.
- Były! - odpowiedział skipper. - Ale te będą jeszcze lepsze! - ciocia Jola roześmiała się, biorąc męża za rękę.
- Och, trzy tygodnie na Karaibach, to dokładnie to, czego mi trzeba. - powiedziała, gładząc się po brzuchu. Kowalski nie mógł nie patrzeć na ciocię i jej ogromny brzuch. Oczywiście wiedział co to ciąża i jak przebiega, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, ze ten duży brzuch nijak do cioci nie pasuje. Oczywiście tak jak wszyscy z niecierpliwością czekał na narodziny malucha i choć od tego wydarzenia dzieliły nas jeszcze dwa miesiące, wciąż wyobrażał sobie, jak to będzie, kiedy dzidziuś się już pojawi.
- O czym myślisz Kowalski? - spytałam, widząc, ze pingwinek jest gdzieś daleko.
- Hm? - Kowalski spojrzał na mnie wyrwany z zamyślenia. - To nic ważnego. - odpowiedział - Ja tylko...
- Znowu myślisz o dzidziusiu? - spytał Szeregowy.
- Naprawdę, można by pomyśleć, że to nie ciocia jest w ciąży, ale ty. - dorzucił Skipper.
- Wcale nie myślę o nim tak często! - zaprotestował Kowalski, a potem odwrócił głowę, wychwytując spojrzenie pana Janusza. Nauczyciel uśmiechnął się do pingwinka.
- Nie masz się czym przejmować Kowalski. - odezwał się. - Ciąża przebiega prawidłowo, a dziecko dobrze się rozwija. Chciałbym tylko wiedzieć czy to chłopczyk czy dziewczynka. Naprawdę bym chciał.
- Chcę, żeby to była niespodzianka. - odpowiedziała ciocia. - Dla nas wszystkich.
- Możemy mienić temat? - odezwał się Kowalski. - A Szef niech się nawet nie odzywa. - dodał, widząc, ze skipper już otwiera dziób, najprawdopodobniej mając na końcu języka jakąś ciętą ripostę. Dowódca posłusznie zamknął dziób i złożył skrzydła na piersi.
Na lotnisko nie mieliśmy daleko, ale ciocia Jola - będąca w zaawansowanej ciąży - i tak się zmęczyła. Razem z panem Januszem poszłam nadać bagaż, pingwiny zostawiając pod ciociną opieką. Kobieta z westchnieniem usiadła na ławce.
- Źle się czujesz ciociu? - spytał z troską Szeregowy.
- Nie, nic mi nie jest. - odpowiedziała ciocia Jola. - Wszystko w porządku. Kobiety w ciąży po prostu szybciej się męczą.
- Dlaczego? - chciał wiedzieć pingwinek. - I czy dzidziuś jest ciężki?
- Wytłumaczę ci to kiedy indziej, dobrze? To nie jest czas ani miejsce na rozmowy o ciąży.
Nie minęło dużo czasu, a samolot wzbijał się już w powietrze. Przez okno można było obejrzeć sobie zachód słońca, a nas czekało prawie dwadzieścia godzin lotu. z rozmarzeniem wyglądałam przez okno, zastanawiając się czy Morze Karaibskie spodoba się mi, a przede wszystkim pingwinom, tak samo jak nasze polskie. Zwierzaki szybko usnęły, tak samo jak ciocia Jola. Zgasiłam lampkę nad siedzeniem pingwinów, a sama wyjęłam książkę z torby. Wcale nie byłam jeszcze śpiąca. Szeregowy posapywał przez sen, Kowalski westchnął, przewracając się na bok. Uśmiechnęłam się, patrząc na to rozkoszne maleństwo, które wcale już maleństwem nie było. Skipper, wtulony mocno w moje ramię uniemożliwiał mi jakikolwiek ruch ręką. Zamknęłam książkę, ułożyłam się wygodniej i chwilę potem zgasiłam lampkę nad swoją głową. Wnętrze samolotu pogrążyło się w prawie całkowitej ciemności. Przekryłam się puchatym kocem i starałam się zasnąć. Zamknęłam oczy. Chwile potem szybowałam już przez krainę snów.
  • awatar Alex McPenguin: A tu nagle pojawiam się ja w samolocie, kradnę śpiącego Kowalskiego i tulę, mówiąc jak słodko śpi. ;p Wydaję mi się, gdy dzidzia już przyjdzie na świat Kowalski chyba zejdzie na zawał jak go/ją zobaczy... zasłodzi się na śmierć. Może będzie najbardziej opiekował się maluchem zaraz po cioci Joli? Ciekawe co nasi ulubieńcy będą robić przez te dwadzieścia godzin lotu. Może będzie jakaś ciekawa akcja? ;D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Łooo, ta ciocia Jola to ma krzepę! Latać samolotem w ciąży? No ładnie... No i miłych wakacji na Karaibach :D.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Łooo, ta ciocia Jola to ma krzepę! Latać samolotem w ciąży? No ładnie... No i miłych wakacji na Karaibach :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Kowalski,
nadal jesteś w Grecji i wiem, że pewnie nie przeczytasz tego maila prędko, ale po prostu muszę napisać do ciebie, by cię jakoś wesprzeć.
Tak mi przykro z powodu bapiego. Popłakałem się na wieść o jego wylewie. Zawsze byłeś taki zrównoważony, Kowi, i opiekowałeś się mną, takim wariatem. Żałuję, że tym razem ja nie mogę się tobą zaopiekować.
Kochający dowódca
PS Ale on... przeżyje, prawda?

Kowalski siedział na łóżku zwinięty w kulkę. Po policzkach spływały mu dwie strużki łez, a on cały drżał od tłumionego szlochu. Przez drzwi słyszał głosy najróżniejszych osób, ale nie potrafił przyporządkować tym głosom żadnej twarzy.
- Mamo, gdzie jest Kowalski? - ten głos rozpoznał. Agata. Ale skąd się tu wzięła? No cóż, najwyraźniej przyleciała do Grecji wesprzeć mamę w trudnych chwilach.
- Nie wiem. Może poszedł do tego gaju oliwnego, lubi tam przebywać. Albo siedzi w pokoju, przy laptopie. - to z kolei była ciocia Cenia. Owszem siedział w pokoju, ale laptop leżał na stoliku, podpięty do ładowarki i wyłączony. Jak mógłby w takiej chwili po prostu pisać maila, albo surfować po internecie?
- Kowalski? - drzwi pokoju uchyliły się i ciocia zajrzała do środka. - Hej... Kochanie... - pingwinek podniósł głowę. Za ciocią stała Agata, która aż zamarła na widok spłakanego zwierzaka.
- Hej, już wszystko dobrze. - ciocia Cenia usiadła obok Kowalskiego na łóżku. - Dziadek powoli dochodzi do siebie w szpitalu, jego stan jest stabilny. Nie płacz już. - poprosiła, przytulając go mocno do siebie. Dopiero wtedy pingwinek wybuchnął płaczem.

PS Na okres letni wstrzymujemy publikowanie rozdziałów z serii o Pingwinach-maluszkach. Wybaczcie, chęci są, ale weny na ta konkretną serię niestety na chwilę obecną brak. Postaram się to wynagrodzić.
  • awatar Alex McPenguin: Szkoda mi Kowalskiego... Nie mogę sobie wyobrazić płaczącego Kowcia, taki widok bardzo boli.
  • awatar gość: Szkoda mi Kowalskiego... Nie mogę sobie wyobrazić płaczącego Kowcia, taki widok bardzo boli.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Miejmy nadzieję, że dziadek będzie w pełni sprawny. Dobrze, że chociaż stan jest stabilny... Oby szybko wrócił do zdrowia... Biedny Kowalski, aż serce się kroi na samą myśl o jego samopoczuciu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›