Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 czerwca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pingwiny ze śmiechem truchtały chodnikiem. Każdy ściskał w skrzydełkach ręcznik, Kowalski dodatkowo książkę, którą zamierzał się zająć, gdyby zabawa mu się znudziła. Szliśmy na basen. Pingwiny męczyły mnie o to niemal tydzień i wreszcie znalazł się czas na wspólne wyjście. Szłam za nimi, przyglądając się z uśmiechem rozradowanym pyszczkom. Zapowiadało się cudowne przedpołudnie. A na obiad planowałam pójść do uwielbianej przez nas wszystkich restauracji, która oferowała dania pawie ze wszystkich zakątków świata.
Rozłożyłam ręcznik na trawie tuż obok basenu, a pingwiny od razu rzuciły obok swoje rzeczy i pobiegły do wody. Odłożyłam torbę plażową, zdjęłam sukienkę i zrobiłam to samo. Kochałam pływać nie mniej od nich. Zwierzaki śmiały się, krzyczały, piszczały i widać było, że dobrze się bawią. Po szaleństwie szybko się też zmęczyły i niedługo potem padły na ręcznik bez tchu.
- Mamo, pić mi się chce... - jęknął Szeregowy. Z uśmiechem wyjęłam z torby butelkę wody, do której młody od razu się przyssał. Kiedy pół butelki w ekspresowym tempie zostało opróżnione, Skipper wyrwał mu ją ze skrzydła.
- Bez przesady, co? - odezwał się , kiedy Szeregowy posłał mu mordercze spojrzenie. Skipper przytknął butelkę do dzioba, a upiwszy zaledwie kilka łyków, schował resztę do torby. Roześmiałam się, wycierając Kowalskiego.
- Zagramy? - spytał Szeregowy, wyjmując z torby piłkę plażową.
- Dajcie mi spokój. - odpowiedział mu Skipper układając się na ręczniku na płasko.
- A ja bardzo chętnie zagram. - powiedziałam. - Rico, idziesz?
- Aha, aha! - psychopata ochoczo pokiwał głową i pognał za nami z powrotem do basenu. Kowalski rzucił okiem na dowódcę, który sprawiał wrażenie wyczerpanego i ułożył się obok z książką. Skipper sapnął. Musiał pójść do toalety, ale nawet nie chciało mu się wstawać, zwłaszcza, że tuz obok niego leżał Kowalski, który mógłby wychwycić kątem oka najmniejszy nawet ruch. W rzeczywistości Kowalski był tak zajęty książką, że nawet nie wiedział co się dzieje wokół niego.
- Idę do ubikacji. - rzucił Skipper, zrywając się z ręcznika i pobiegł w stronę toalet.
- Mhm. - mruknął tylko Kowalski, za bardzo pochłonięty książkowym światem. Toalety okazały się być zamknięte. I damska, i męska. Skipper przestąpił nerwowo z nogi na nogę i rozejrzał się. Nigdzie nie było najmniejszego krzaka, ani nawet drzewa, z którym od biedy mógłby potrzebę załatwić. Pingwinek jeszcze raz szarpnął za klamkę, a kiedy to nie odniosło żadnego rezultatu, podreptał z powrotem na ręcznik. Skipper położył się z powrotem, czując, że coraz bardziej chce mu się do łazienki. Próbował się tym nie przejmować, ale nic z tego nie wychodziło.
Padłam na ręcznik, zupełnie wykończona.
- Co tam chłopcy? - odezwałam się. - Wszystko w porządku?
- Mogę sobie kupić lemoniadę? - spytał Kowalski, pokazując mi budkę z napojami.
- Możesz, pewnie. - odpowiedziałam, wygrzebując z torby pieniądze. - Ty Skipper nie chcesz nic do picia? - pingwinek pokręcił głową przecząco. - Coś się stało? - spytałam, kiedy Kowalski odbiegł w stronę budki. Skipper spojrzał na mnie, a czując, że pęcherz ma coraz bardziej pełny, poruszył się nerwowo.
- Proponuję szybki przemarsz do toalety. - powiedziałam.
- Już byłem, zamknięta. - odpowiedział pingwinek, nerwowo skubiąc koniuszek ręcznika.
- A wytrzymasz do obiadu? - zerknęłam na zegarek. - Jeszcze jakaś godzinka. - Skipper pokręcił głową przecząco. - Na razie siedź, dobrze? Spróbuję coś wymyśleć. - pingwinek zerknął na mnie.
- Trzymaj. - powiedział Kowalski, wsuwając mi w dłoń resztę drobnych i pociągnął łyk lemoniady przez słomkę. Przeliczyłam drobniaki, licząc czy wystarczy mi na wodę, a Skipper i jego problemy kompletnie wyleciały mi z głowy.
Szybkim krokiem maszerowaliśmy w stronę restauracji. Pingwiny były okropnie głodne po zabawie na basenie i nie mogły się doczekać jedzenia. Skipper dreptał na końcu, co chwilę przystając, ostatkiem silnej woli usiłując się nie zmoczyć. Co nie było wcale takie łatwe, bo pingwinek był już naprawdę na skraju wytrzymałości. Pchnęłam drzwi ulubionej knajpki i od razu zajęłam stolik pod oknem. Zwierzaki rzuciły się do karty dań. Skipper za to pociągnął mnie za rąbek sukienki.
- Ja muszę natychmiast lecieć do toalety. - powiedział, drepcząc nerwowo w miejscu.
- To leć. - odpowiedziałam. - Co ci zamówić?
- Wszystko jedno, może być bigos. - rzucił mi przez ramię, już idąc szybkim krokiem w stronę toalet. W ostatniej chwili dopadł drzwi kabiny i zamknął się od środka. Na sedes już nie zdążył się wdrapać. Pingwinek oddychał głęboko usiłując się uspokoić i nie rozpłakać, choć na policzki wypływał mu rumieniec. Jedyną pociechą było to, że tego upokorzenia nikt nie widział. Skipper cofnął się kilka kroków, wychodząc ze sporej kałuży. Do oczu napłynęły mu łzy, a pingwinkiem wstrząsnął szloch. Sięgnął po papier toaletowy, chwilkę jeszcze popłakał, wytarł oczy po czym zajął się tym całym bałaganem, którego narobił. Nie miał pojęcia jak teraz uda mu się zachowywać pozory normalności przy stole.
Uśmiechnęłam się, widząc Skippera wracającego do nas. Na stole czekał już na niego przepyszny bigos ze świeżutkiej kapustki. Kowalski nie przestając trajkotać, zjadał ryż z kurczakiem słodko-kwaśnym oczywiście pałeczkami, Szeregowy konsumował gołąbka, a Rico wcinał hamburgera. Ja siedziałam nad sałatką grecką. Nie byłam specjalnie głodna.
- Zdążyłeś do ubikacji? - szepnęłam, kiedy Skipper usiadł obok mnie. Pingwinek zamarł w bezruchu, ale szybko się zreflektował i kiwnął głową. Teoretycznie zdążył. Skipper z apetytem zabrał się za obiad od razu włączając się do dyskusji na temat planów wakacyjnych. Tylko rumieniec na policzkach i leciutkie drżenie skrzydeł, zdradzały, że coś jest nie tak. Oparłam głowę na dłoni, zastanawiając się czy pingwinek w końcu mi się zwierzy.
  • awatar (NIE)Przyjaciółki: Rozumiem Kowalskiego w 100%. Gdyby to było możliwe też brałabym na basen książkę.Niestety, na chwilę obecną muszę cieszyć się mp3.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście, no i Skipper też mimo małej wpadki ;). Szkoda, że akurat los obraca się w tę stronę... Szkoda mi przez to Skippera...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›