Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 czerwca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rozdział 20

Kowalski siedział w bujanym foteliku, z zapałem trącając skrzydełkiem grzechotki, wiszące nad jego główką. Był już dawno po śniadanku, a grzechoczące zabawki były jedynym sposobem, żeby go unieruchomić chociaż na parę minut. Rico zjadał kaszkę jednocześnie się wygłupiając, a Skipper właśnie ssał smoczek od butelki, siedząc u mnie na kolanach. Szeregowy jeszcze spał. Dzisiejsza noc obyła się bez wypadków i z ulgą odkryłam, ze nawet ceratka nie była potrzebna, bo Skipper ładnie wytrzymał całą noc, a rano zawołał zanim stała się katastrofa, co było dużym osiągnięciem.
- Mamo! - usłyszałam z salonu, co znaczyło, ze Kowalski ma już dość grzechotek, a zaraz potem ten sam okrzyk dał się słyszeć z pokoju dziecięcego. Najpierw poszłam po najmłodszego pingwinka.
- Cześć. - uśmiechnęłam się, biorąc malucha na ręce i w pierwszej kolejności zaniosłam go na nocniczek. Chwilę potem w drzwiach łazienki stanął Kowalski (nie miałam pojęcia jak wylazł z fotelika) i na znak niezadowolenia tupnął nóżką.
- Mama! - zawołał jeszcze raz.
- Słucham kochanie? A właściwie to jak poradziłeś sobie z pasami, co? - jeszcze nigdy żaden nie wypiął się z fotelika samodzielnie.
- Chcę ciastko. - powiedział maluszek, zupełnie ignorując to, co powiedziałam.
- Już jedno dostałeś. - odpowiedziałam. - I nie dam ci drugiego. Pójdziemy zaraz na spacer, co?
- Nie! Chcę ciastko! - krzyknął pingwinek, znowu tupiąc nóżką.
- A ja ci ciastka nie dam. - powiedziałam stanowczo i zajęłam się Szeregowym, który wstał już z nocniczka i najwyraźniej był bardzo głodny.
Kowalski ciągle był obrażony, kiedy niedługo potem szliśmy razem polną dróżką. Maluchy biegały dookoła, śmiejąc się, ganiając za motylkami i chowając się w wysokiej trawie. Kowalski za to postanowił, że zrobi mi na złość i nie odezwie się do mnie ani słowem, a z pozostałymi nie będzie się dzisiaj bawił. Zerkałam na niego rozbawiona. Wyglądał przezabawnie, ze skrzydełkami złożonymi na piersi i z bojową minką. Maluszek krzyknął, kiedy poderwałam go do góry i zakręciłam wokół, a zaraz potem roześmiał się. Złość przeszła natychmiast.
- Jeszcze. - poprosił, rozkładając szeroko skrzydełka.
- Mamusiu... - odezwał się Skipper, podchodząc do mnie. Przykucnęłam przy nim, a Kowalskiego posadziłam sobie na ramionach.
- Co się stało skarbie? - spytałam. W oczkach maluszka zalśniły łzy, a on zakwilił niespokojnie. - Nie płacz. - poprosiłam. - Przewróciłeś się? Coś ci się stało? Skippuś, powiedz. - dodałam łagodnie, ale maluszek zaczynał już szlochać i to coraz głośniej i coraz bardziej rozpaczliwie. Postawiłam Kowalskiego na ścieżce, a zamiast tego na ręce wzięłam Skippera.
- Hej, cichutko. - odezwałam się, kołysząc go delikatnie. - Powiedz, co się stało? - zaciekawione maluszki podeszły bliżej, chcąc sprawdzić dlaczego Skipper nie chce się już z nimi bawić.
- Ćśś... - szepnęłam, kiedy pingwinek rozpłakał się na dobre.
- Nie chce ci się siku czasem? - spytałam, wycierając Skipperowi łzy. Pingwinek umilkł i przytulił się do mnie mocno, tylko po to, żeby za chwilę znowu się rozpłakać.
- Skippuś... - przerwałam, próbując sformułować  pytanie tak, żeby maluch zrozumiał. - Nie zdążyłeś mi przyjść o tym powiedzieć, tak? - spytałam. Skipper pokiwał główką. Przytuliłam go mocno. Domyśliłam się. Za bardzo był zajęty zabawą i na potrzebę do ubikacji nie zwracał uwagi, dopóki nie stałą się katastrofa. Dopiero wtedy zorientował się, że powinien mi o tym powiedzieć.
- No już... - szepnęłam, ciągle go kołysząc. - Jesteś malutki, w końcu się nauczysz, że trzeba do mnie przychodzić przed, a nie po fakcie. Nic się złego nie stało. No, biegnij się bawić. - pingwinek wytarł sobie oczka i kiedy tylko postawiłam go na ziemi, chwycił Kowalskiego za skrzydło i pociągnął  go za sobą do zabawy. Szeregowy miał już dosyć biegania i chciało mu się pić, dlatego musiałam wyjąć z plecaka butelkę z wodą. Pingwinek łapczywie przyssał się do smoczka.
- Mamo głodny! - zawołał dla odmiany Rico. Włożyła mu w skrzydło bułeczkę z rodzynkami, a to sprawiło, że chwilę potem obsiadły mnie pozostałe trzy, kombinując co zrobić, żeby i one mogły dostać po takiej bułeczce. Nie musiały robić nic, bo po prostu im je dałam, co wywołało wybuch radości. Kowalski pierwszy skończył jeść i pocichnął mnie za nogawkę.
- Hm? - spojrzałam na niego, znad swojej bułeczki. Skoro wszystkie jadły to ja też.
- Siku. - odezwał się pingwinek. Westchnęłam, ale schowałam resztę drożdżówki do plecaka i odeszłam z nim kawałek, reszcie karząc zostać tam gdzie stały. Oczywiście cały czas miałam je na oku. Kowalski nerwowo podskakiwał w miejscu, kiedy szukałam wystarczająco ustronnego miejsca, a chwilę potem przykucnął w trawie. Do pozostałej trójki wróciliśmy w samą porę, bo Rico właśnie chciał zjadać znalezionego kamienia, w dodatku oblepionego błotem.
- Nie wolno! - zawołałam, wyrywając mu kamień z ręki. Rico momentalnie zaczął wyć. Nawet nie zwróciłam na to uwagi, bo wiedziałam, że za dwie minuty i tak się uspokoi, zapominając dlaczego w ogóle płakał. Zaczynała się za to zastanawiać dlaczego chce zjadać wszystko co znajdzie. Pozostałe nawet tego nie próbowały. Nigdy. Skipper ziewnął szeroko. Zerknęłam na zegarek. zbliżała się pora drzemki, więc musieliśmy wracać.
Przykryłam śpiące maluchy kołderką i oparłam się o poręcz łóżeczka, spoglądając na rozkoszne pingwinki. Najsłodsze były właśnie podczas snu, kiedy nie krzyczały, nie biły się, nie gryzły i nie biegały po całym mieszkaniu. Mogłam chwilę odsapnąć. A przynajmniej tak myślałam, bo chwilę potem z pokoju dziecięcego usłyszałam głośny krzyk Skippera.
- Mamo! - z powrotem usiadłam przy łóżeczku, zdając sobie sprawę, ze będzie cicho tylko wtedy, kiedy będę siedzieć obok.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Też chcę bułę! :P. Lubię spacery ^^. A pingwinkom od czasu do czasu dobrze to zrobi :D,
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›