Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 czerwca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pingwiny leżały na dziobie jachtu, rozmawiając o sprawach ważnych i ważniejszych. Co chwilę słychać było stamtąd wybuch śmiechu. Skipper stał przy sterze, ale mina rzedła mu coraz bardziej.
- Mamo... - Szeregowy przydreptał do mnie i wlazł mi na kolana. - Jestem głodny. - jęknął przeciągle. Pan Frankowski wyjął z plecaka paczkę batoników i jeden podał pingwinkowi.
- Przepraszam, ze przeszkadzam. - odezwał się Kowalski. - Ale w programie było szukanie skarbu. Chcę wiedzieć o co chodzi.
- Mieliśmy szukać skarbu na okolicznych wysepkach. - wytłumaczyła pani Klaudia. - Ale ta część wycieczki została odwołana ze względu na niekorzystne warunki pogodowe. - Kowalski zmarkotniał i poszedł do nauczyciela po batonika.
Mijała trzecia godzina niczym niezmąconej żeglugi. Skipper twardo stał przy sterze, pomimo tego, że zaczynał jak najpilniej potrzebować ubikacji względnie jakiegokolwiek ustronnego miejsca, gdzie mógłby załatwić potrzebę.
- Skipper nieźle sobie radzi. - pochwaliła pani Klaudia.
- To w końcu urodzony przywódca. - odpowiedziałam, uśmiechając się do pingwinka, ale on nie odwzajemnił uśmiechu.
- Mogę się zmienić? - spytał. - Skrzydła mnie bolą. - pani Klaudia wstała z miejsca, a Skipper usiadł obok mnie. Sterniczka potarmosiła go po piórkach i włożyła mu na głowę czapkę kapitańską, którą pingwinek zaraz zdjął. Musiał skorzystać z łazienki, ale przekonywał sam siebie, że będzie musiał jakoś wytrzymać.
- Skipper... - zagadnęłam. - Nie jesteś głodny? - pingwinek pokręcił głową przecząco. W innych warunkach byłby pewnie nieco bardziej rozmowny, gdyby tylko tak bardzo nie chciało mu się do ubikacji. Minuty wlekły się niemiłosiernie. starał się nie potęgować swoich trudności, zajmując możliwie wygodną pozycję, ale nawet wtedy... Zaczynał mieć poważne wątpliwości czy w ogóle da radę wytrzymać do portu.
Skipper siedział sztywno na ławce, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy. nie chciał pokazywać po sobie co się dzieje i narażać się na zaciekawione spojrzenia.
- Skipper, chcesz jeszcze posterować? - spytała pani Klaudia. Pingwinek przecząco pokręcił głową. Nie potrafił myśleć o niczym innym, jak o tym, że musi natychmiast skorzystać z toalety. Dla niego publiczne przyznanie się do potrzeby, albo korzystanie z toalety przy innych było najgorszą torturą, więc za każdym razem, kiedy czuł choćby najmniejsze parcie na pęcherz, niemal wybuchał płaczem z rozpaczy. Nerwowo kręcił się na ławce, z całych sił usiłując się nie zmoczyć. Od tego napięcia strasznie rozbolało go podbrzusze i bał się, że byle dotknięcie może teraz wywołać katastrofę. A ściślej mówiąc, powódź. Ale nawet nie chciał brać tej myśli pod uwagę. Jaki to byłby wstyd, gdyby tak nagle zmoczył się przy wszystkich. Z niepokojem myślał o tym, jak długo jeszcze będzie w stanie się powstrzymywać. A do portu wciąż było tak daleko...
- Szefie, wszystko w porządku? Strasznie się Szef kręci. - odezwał się Kowalski,w  reakcji na kolejną zmianę pozycji przyjaciela. Tymczasem wystarczyłoby jedno uważne spojrzenie na jego policzki pokryte rumieńcem, na napięcie wyraźnie widoczne w całej sylwetce, na tak niemęsko ściśnięte kolana (wiadomość z ostatniej chwili, pingwiny mają kolana), które mogłyby mu wyjaśnić wszystko równie dobrze, co wypowiedziane słabym głosem słowa;
- Jezu, muszę iść do toalety! Już nie wytrzymam dłużej! - to była prawda, cały się trząsł. Ale właśnie wtedy, kiedy był już absolutnie pewien, ze nie wytrzyma ani sekundy dłużej, jacht dotarł do portu. Skipper momentalnie zerwał się z siedzenia. Jednym susem zeskoczył na pomost, po czym dosłownie zgiął się wpół, z całej siły przyciskając skrzydło do podbrzusza. Na szczęście kawałek dalej był trawnik, więc mógł załatwić potrzebę bez świadków (nie licząc oczywiście naszej grupy). Chociaż w tej chwili tak bardzo potrzebował ulżyć sobie, że niewiele go to obchodziło. Skipper przykucnął na trawie, ale mimo bólu w podbrzuszu nie mógł się zmusić do załatwienia naglącej potrzeby fizjologicznej tak przy wszystkich. Przykucnęłam obok, biorąc go za skrzydło.
- Spokojnie. - szepnęłam, patrząc na lśniące od łez oczy pingwinka i rumieniec na policzkach. To wszystko działo się po prostu za wolno! Ten mały strumyczek płynący powoli w niczym nie umniejszał jego cierpień. To chyba wstyd nie pozwalał się rozluźnić do końca. Jednak potrzeba była silniejsza. Odetchnął głęboko, gdy w końcu strumyk przekształcił się w strumień, a ten z kolei w obfitą strugę. Poczekałam aż pingwinek zrobi swoje i podałam mu chusteczkę.
- Już? W porządku? - spytałam szeptem. Skipper potaknął, ale nie podniósł wzroku wbitego w ziemię. Musiał się strasznie wstydzić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›