Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 czerwca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Dzisiaj dostajecie ode mnie opowiadanie, pisane jakieś półtora roku temu, a odgrzebane przedwczoraj podczas robienia porządków w szafce. Zupełnie nie pamiętam, że je pisałam, co nie zmienia faktu iż uważam, ze wyszło całkiem nieźle. Ciekawa jestem czy wam się spodoba, bo i czy zgadniecie który z pingwinów wpakował się w kłopoty tym razem. Miłego czytania.

Chyba nie ma co marzyć, że wydostanę się stąd o własnych siłach, a do tego żywy. Po policzku ścieka mi krew, mam zawroty głowy i jak nic złamane skrzydło. Obojczyk też chyba pęknięty. Cały bark pulsujący bólem, najmniejszy ruch to tortura. A ja tak przemarzłem, że dygoczę z zimna. Nie ukrywam, że strach zagląda mi w oczy. Nie chcę jeszcze umierać. Nie do wiary, co też roi się w głowie, kiedy czuje się nadchodzącą śmierć. Nie chcę wyczekiwać tej chwili, gdy bicie serca ustanie. Muszą mnie znaleźć. Muszą! Wydycham małe obłoczki pary i z zimna jestem cały obolały. To pulsowanie w całym ciele. Na jakiś czas straciłem przytomność. Na jak długo, nie wiem. Z rozcięcie na głowie sączy się krew, pulsują mi bólem obojczyk i bark i boję się poruszyć. Wmawiam sobie, że mogło się skończyć gorzej. Poruszam się i błyskawica bólu przeszywa moje skrzydło. Ciemnieje mi w oczach. Pojękuję z cicha, czekam aż przejdzie. Ból zaczyna słabnąć. Oddech mi się wyrównuje, łzy nie napływają już do oczu, a kiedy rwanie w skrzydle całkiem ustępuje, czuję się strasznie wyczerpany. Mógłbym teraz zasnąć i nigdy się nie obudzić. Zamykam oczy. Odpływając, zastanawiam się, ile czasu jeszcze będzie musiało minąć, zanim mnie tu znajdą.
Robi się coraz ciemniej. Przekrzywiam lekko głowę i z bólu gwiazdy stają mi przed oczami. Zupełnie jakby ktoś wbijał mi gwóźdź w głowę. Zaciskam powieki, czekam, aż ból minie, ale jakoś się na to nie zanosi. Koncentruję się, staram się oddychać powoli i w końcu zaczyna ustępować. Świat wraca po kawałku na swoje miejsce.
I nagle znowu zaczyna wirować. Napiłbym się wody, jeden mały łyczek na pewno coś by tu zaradził. Ale nie mam wody, poddaję się więc temu wirowaniu i po chwili wszystko czernieje.
Po jakimś czasie znowu odzyskuję przytomność i świat wokół mnie z wolna się krystalizuje.
Przez całą noc to tracę świadomość, to ją odzyskuję. W chwilach, gdy jestem przytomny zastanawiam się, czy zobaczę jeszcze wschód słońca.
Gdzie ja jestem? Ta dezorientacja nie trwa długo. Kiedy próbuję się poruszyć, ból przynosi mi odpowiedź. Moje skrzydło i bark eksplodują wodospadem rozpalonego do białości żaru. Wciąż nikt nie przychodzi mi z pomocą. Strach, który mnie paraliżował, w końcu minął i pod jego nieobecność znowu zaczynam błądzić myślami.
Znowu się ściemnia, a to znaczy, że słońce już zachodzi i najwyższy czas przygotować się psychicznie na koszmar nadciągającej noc, ale mnie tylko jedno w głowie. Wody, skądkolwiek. Z rzeki, z wodospadu. Kranówką też bym nie pogardził. Byle tylko zwilżyć gardło. Zdaję sobie sprawę, że majaczę. Jedyne, co mnie jeszcze łączy z realnym światem, to świadomość, że miałem wypadek. Zamykam oczy i koncentruję się na przypomnieniu sobie, jak się tu znalazłem. Ale to nie takie proste, kiedy w dziobie sucho. Nikt mnie jeszcze nie znalazł. Jestem wyczerpany, spragniony i czuję, że siły powoli mnie opuszczają. Pora kończyć tę walkę. Zamykam oczy.
Ciężko mi oddychać. Marzę o wodzie, choćby kropelce wilgoci, czymkolwiek co pozwoliłoby mi przełknąć ślinę, a muszę przełknąć, bo jak nie przełknę, to się zaraz uduszę. Zawrót głowy, mroczki przed oczami. No, to już koniec. Powieki same mi opadają, znowu odpływam...
Próbuję przełknąć ślinę. Z początku czuję gulę z gardle, ale zaraz potem... coś innego, coś, co na dobre zatyka mi drogi oddechowe. I wpadam na chwilę w panikę. Nie jestem w stanie kontrolować tego, co się ze mną dzieje, tak jak nie kontroluję bicia własnego serca. Przełykam odruchowo ślinę, raz, drugi i kolejny, aż w końcu gula w gardle ustępuje. W końcu wyrównuje się też mój oddech.
Kolejny wieczór, a ja nadal tu tkwię. Niezdolny, żeby się poruszyć. Przetrwałem ponad dobę. Czuję, ze tracę siły. Tylko ból i pragnienie wydają się realne. Ciało odmawia mi posłuszeństwa i jedyne, co mogę zrobić, to mieć otwarte oczy. Wiem, że powieki znowu mi opadną i coś mi mówi, że nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze się otworzą. Staram się panować zawroty głowy, ale jest jeszcze gorzej. Chce mi się pić. Jeszcze bardziej niż przedtem. Znacznie bardziej. Nic nie piłem od ponad dwudziestu czterech godzin i pragnienie staje się nie do wytrzymania. Coś znowu blokuje mi gardło. Oddycham z coraz większym trudem. Zamykam oczy. Unoszę się. Wzbijam się coraz wyżej. Do księżyca i gwiazd. Jestem tak bardzo zmęczony, że będę spał przez całą wieczność. W tym samym momencie przestaję dryfować. Otwieram oczy. Jeszcze nie umarłem. Jest mi przeraźliwie zimno. Widzę gwiazdozbiory.
Kiedy budzę się po raz kolejny, od razu przychodzi mi do głowy, że coraz bardziej opadam z sił. Od wypadku minęło przeszło trzydzieści sześc godzin. Jestem odwodniony. Ale nie boję się niczego, nawet bólu. Ból jest tak wielki, że muszę się wysilić, żeby widzieć wyraźnie. W miarę jak słońce wznosi się coraz wyżej, ból wypełnia najdalsze zakamarki mojego ciała. Gardło mam wyschnięte na wiór. W głowie mi się kręci. Ogarnia mnie fala mdłości, przez co obraz staje się niewyraźny. Coraz trudniej mi się skupić. Potrzebuję chwilę, żeby zebrać siły. Ostrożnie biorę wdech. Nie czuję już suchości w gardle. Nawet ona ustąpiła miejsca potwornemu zmęczeniu.
Wreszcie... Telefon na pogotowie. chłopak. Mój jęk był prawie niedosłyszalny. Pierwszy na miejscu pojawia się patrol policji. Funkcjonariusze uznają, ze lepiej mnie nie ruszać. Zdaje się, ze mija wieczność, zanim na poboczu pojawia się karetka pogotowia. Sanitariusze sadzają mnie na noszach i przytykają do dzioba butelkę wody. Na szczęście z moim kręgosłupem wszystko w porządku. Czuję na języku wilgoć. Woda jest zimna, czuję jak spływa mi do gardła. Nie czuję już zimna. Piję łapczywie, a wycieńczenie, które czułem chwilę temu znika jak ręką odjął. Jestem zmęczony i słaby, ale i tak czuję się o niebo lepiej.
  • awatar Hanti: Tylko Skipper mógł wpakować się w takie bagno :(
  • awatar Puchaty Dziobak: Superrr ;) Może to być Skipper, ale coś ni się wydaje, że to Kowalski xDDD
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Niesamowite opowiadanie :D. Na prawdę niezłe! :D. Zastanawiam się między Skipperem a Kowalskim, ale coś czuję, że to troll i będzie Szeregowy xD.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›