Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 6 maja 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skipper został sam. Postanowił nie reagować. Nie będzie się wygłupiał. Wielka mu przeprawa - na drugą stronę ulicy. Niech sobie idą, on sobie pochodzi po tej stronie. Zrobił może cztery kroki, kiedy z bocznej uliczki wyszło trzech mężczyzn. Wyglądali na kupców. Jeden miał u pasa długi przedmiot przypominający obosieczny tasak. Pingwinek postanowił, że jednak nie będzie się z nimi spotykał. Było dość ciemno, a on sam. Z bijącym sercem ruszył na drugą stronę ulicy. Nawet nie przypuszczał, że pójdzie mu tak łatwo. Dogonił nas kilkadziesiąt metrów dalej. Kowalski opowiadał właśnie, że stolica Egiptu to piętnastomilionowa "ośmiornica", potwór stworzony rękami człowieka, największe miasto na kontynencie afrykańskim.
- Czy szanowna wycieczka ma jakieś pytania? - spytał naukowiec. Skipper podniósł skrzydło.
- Kiedy pan skończy smęcić? - spojrzałam na niego.
- Daj Kowalskiemu się wykazać. Ja chętnie posłucham.
- Dziękuję. Kilka słów o historii. Pierwotnie Kair nie leżał nad Nilem. Na południe od miasta znajdowała się stolice ówczesnego Egiptu, Memfis, założona w drugiej połowie XXIX w.p.n.e. Pierwszą osadą położoną mniej więcej w tym samym miejscu co dzisiejszy Kair, był rzymski fort, założony w 150 r.n.e. Wokół fortu urosło małe miasto, zamieszkane przez Koptów. W 642r. arabskie wojska zdobyły twierdzę i umocniły ją. Miasto zaczęło się szybko rozwijać. Niedługo potem powstał tu pierwszy w Afryce meczet. Chcę powiedzieć i podkreślić jedno - to miasto można określić najgorszymi epitetami, można mówić, że jest brudne, potworne, tandetne i tak dalej, ale nie można powiedzieć, że jest nudne. To miasto-kocioł, miasto-ul, miasto-kuchenka mikrofalowa, setki tysięcy ludzi w dzień toczą tu walkę o przeżycie, w tym samym czasie setki innych przechadzają się po wnętrzach luksusowych, klimatyzowanych willi.
- To ma być ciekawe? - jęknął rozczarowany Skipper. - A Bombaj? A Kalkuta? A Delhi? Meksyk? Takich miast są setki, na całym świecie. Co w tym dziwnego? Kontrasty się zdarzają.
- Proszę nie przeszkadzać. Ja tu jestem przewodnikiem.
- Zwalniam pana, pan jest niedouczony.
- A pan jest źle wychowany.
- Spokój! - zareagowałam. - Ledwo przyjechali, a już się biorą za łby. Nie jesteście na Mokotowie.
- Bo Szef nie da nic powiedzieć! - Kowalski wyglądał na sfrustrowanego. Skipper zatrzymał się przy witrynie dość eleganckiego sklepu.
- Wielki mi przewodnik! Lepiej powiedz, gdzie tu można coś tanio kupić. - Kowalski prychnął.
- Typowy turysta, gdzie tu coś tanio kupić i gdzie się najeść za dolara. - Skipper otworzył dziób, chcąc odpowiedzieć.
- Czy wy nie umiecie normalnie rozmawiać? - westchnęłam ciężko. Przez kolejny kwadrans, pingwiny, nie widząc świata poza sobą, próbowały się przekonać, kiedy najlepiej zwiedzać Kair. Skipper chciał koniecznie pojechać na wyspę Zamalek, chociaż nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego obowiązkowo musi zobaczyć pałac kolonialny. Postanowiłam, ze nie będę zabierać głosu w tej jałowej dyskusji, bo nie ma to większego znaczenia. Takim sposobem doszliśmy pod hotel i żadne z nas nie wiedziało, w jaki sposób tego dokonaliśmy, bo przecież przez ulicę z powrotem nie przechodziliśmy. Nie chciało mi się nad tym zastanawiać, teraz naprawdę byłam zmęczona. Przykryłam śpiące pingwiny kołdrą. Szeregowy ssał koniuszek skrzydła, Rico leżał na wznak z rozrzuconymi łapkami, Kowalski przytulał się do kocyka. Tylko Skipper siedział prosto, czekając aż i ja się położę. Nie zawracając sobie głowy myciem, zdjęłam kurtkę, buty i spodnie i w samej bieliźnie wsunęłam się pod kołdrę.
- Skipper... - zaczęłam. - Czy wy musicie się bez przerwy kłócić? - spytałam. Pingwinek uśmiechnął się.
- To tylko małe przepychanki. - odpowiedział. - I są całkowicie normalne, nie musisz się martwić. Obaj walczymy o pozycję w grupie. Ja pokazuję mu, kto w tych szeregach jest dowódcą, a on usiłuje mi udowodnić, że nie jest już dzieckiem i że jako najstarszy ma prawo do podejmowania niektórych decyzji za mnie. - uśmiechnęłam się.