Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 maja 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Lądowanie w Kairze odbyło się bez zakłóceń. Pingwiny wysiadły z samolot i podreptały za mną po odbiór bagaży. Kowalski stanął z boku, podczas gdy my czekaliśmy na nasze bagaże.
- Jest! - zawołał Szeregowy, widząc jak na taśmie jadą nasze rzeczy i wyciągnął skrzydło po torbę. Kowalski złapał mnie za rękaw. Spojrzałam na nerwowo drepczącego w miejscu pingwinka.
- Muszę pójść do toalety. - odezwał się Kowalski. - Tylko... Czy tu w ogóle będzie toaleta? - spytał.
- Na pewno gdzieś jest, zaraz poszukamy. - odparłam. - Chłopcy, popilnujcie walizki. - poprosiłam, wzięłam Kowalskiego za skrzydło i poszliśmy szukać ubikacji.
stałam przy umywalce, czekając aż pingwinek zrobi swoje. Przez palce wolnym strumyczkiem leciała mi chłodna woda. Już w hali lotniska było gorąco. Ochlapałam sobie twarz i odwróciłam się, słysząc dźwięk zamykanych drzwi. Kowalski stanął obok mnie.
- Dobrze się czujesz? - spytał z troską.
- Tak. - odpowiedziałam. - Tylko trochę mi gorąco. - zdjęłam kurtkę z logo WWF, przewiązałam ją sobie w pasie i wytarłam twarz. - Chodź, idziemy.
- Wybacz, ale w koszulce na ramiączkach wyglądasz niezwykle seksownie. - powiedział Skipper, kiedy podniosłam swoją torbę. Założyłam kosmyk włosów za ucho.
- Skąd ty znasz takie słowa? - spytałam, ale nawet nie oczekiwałam odpowiedzi. - Musimy znaleźć jakąś taksówkę.dodałam, zatrzymując się na chodniku przed budynkiem lotniska. Szeregowy usiadł na walizce. Upał i wilgotne powietrze wypełnione spalinami i ogłuszającym warkotem nieco rozklekotanych samochodów sprawił, ze pingwinek zapragnął się położyć i odespać męczącą podróż. Kowalski rozglądał się za taksówkami, gdyż akurat żadna nie chciała podjechać. Pomachałam, kiedy wreszcie w zasięgu wzroku pojawił się żółty samochód. Pingwiny mozolnie wgramoliły się do środka, ja wsiadłam z animi, przywitałam się i podałam adres hotelu. Ledwo żywe zwierzaki dyszały ciężko.
- Przepraszam, czy to auto ma klimatyzację? - zagadnęłam.
- Jeśli panienka otworzy szeroko okno, to owszem. - usłyszałam w odpowiedzi. Wyjęłam z torby wodę i podałam skipperowi, który natychmiast przykleił się do butelki.

Na pomysł nocnego spaceru po Kairze wpadł Skipper. Pingwinek skakał po łóżku w hotelowym pokoju, podczas gdy ja patrzyłam na pozostałą trójkę.
- W sumie możemy wyjść na chwilę. - zdecydowałam. chwilę potem maszerowaliśmy chodnikiem. Pingwiny słaniały się na nogach, z trudem nadążając za mną i skipperem. Wszystko mnie zachwycało. Trawnik w środku miasta, kozy, kobieta z dzieckiem na ręku, a już najbardziej trąbiące nieustannie samochody.
- Jak my przejdziemy na drugą stronę? - odezwał się Skipper. Z lękiem patrzył na to, co się działo na ulicach. Całkowity chaos kierowcom nie przeszkadzał. Owszem, niemal nie odrywali rąk od klaksonów, ale robili to z przyzwyczajenia, trąbienie nie budziło w nich zbyt wielkich emocji. Było tak zwyczajne, jak w Warszawie używanie kierunkowskazów. Ktoś wjechał na chodnik i wyminął nas, widocznie gdzieś mu się spieszyło. Ktoś inny uderzył w zderzak stojącego przed nim auta, ale to żadna sensacja, zderzak, jak sama nazwa mówi, jest od tego, żeby się z nim zderzać. Kowalski w oczekiwaniu na przeprawę postanowił się zdrzemnąć.
- Totalny chaos, w życiu nie przejdziemy! - stwierdził Szeregowy. Zignorowałam go i dziarsko ruszyłam naprzód. Jazgot zrobił się jeszcze większy. Gdzieś z tyłu słychać było potężne uderzenie blachy o blachę, w moją stronę z uchylonych szyb leciały wiązanki słów, które brzmiały jak litania.
- Trzeba ją ratować! - Kowalski ocknął się z letargu. - Kate wracaj! Oni cię zbiją!
- Co za kraj, co za obyczaje! - Skipper złapał się za głowę. - A niech sobie idzie, skoro jej życie nie jest miłe.
- może my też powinniśmy. Chyba się Szef nie boi?
- Ja miałbym się bać? Liczcie się ze słowami. Po prostu nie widzę sensu. I tak, żeby wrócić do hotelu, trzeba będzie znów przejść. Myśleć trzeba.
- Ja idę.
- Ani mi się waż! - Skipper został sam.
  • awatar Hanti: Oby się zorientowali w porę, bo coś marnie widzę los Skippera :(
  • awatar (NIE)Przyjaciółki: Niezły hardkor na tych ulicach. Normalnie jak u mnie w soboty pod kościołem :)
  • awatar frytki z majonezem.: Oj ten Skipper.. :D Prawie jak w Bratysławie..nie ma sygnalizacji świetlnej, pamiętam to przechodzenie przez ulicę "na hardkora"- zatrzyma się czy nie...? :p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›