Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 22 maja 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rozdział 18

Pingwinki siedziały już przy stole z apetytem zjadając kaszkę na śniadanie, a w pokoju właśnie zaczynał szlochać Skipper. Włożyłam łyżeczkę w skrzydło Szeregowego (do tej pory go karmiłam) i poszłam zobaczyć co u czwartego malucha. Skipper szlochał rozpaczliwie, wyciągając do mnie skrzydełka.
- Już jestem. - powiedziałam, biorąc go na ręce. - Nie płacz, jestem. - dodałam, zaczynając go delikatnie kołysać. Odsunęłam kołderkę, sprawdzając jak przebiegła noc. Materacyk był mokry, kołderka zresztą też. Zaczynałam się poważnie zastanawiać, czy jednak nie trzeba by znowu zakładać Skipperowi pieluszki na noc.
- Cichutko. Ćśś... - szepnęłam, kołysząc go delikatnie. - Chodź na śniadanko. - chwilę potem posadziłam malucha przy stole, postawiłam przed nim miseczkę kaszki, a w skrzydełko włożyłam łyżeczkę. Sama poszłam zająć się śladami po nocnej katastrofie.
Skipper przydreptał do łazienki, kiedy akurat składałam prześcieradło w kostkę i wkładałam je do pralki. Pingwinek uczepił się mocno mojej nogawki i spojrzał w górę. Uśmiechnęłam się do niego. Czekało nas jeszcze mnóstwo pracy, ale maluch był tak rozbrajający, że nie potrafiłam być na niego zła. Przykucnęłam przy nim i potarmosiłam po piórkach.
- Co tam? - odezwałam się. Skipper jeszcze mocniej się do mnie przytulił.
Po śniadaniu rozłożyłam pingwinkom kocyk w ogródku, po czym upewniając się, że furtka jest dobrze zamknięta, że żaden nie da rady jej otworzyć i że w ich zasięgu nie ma niczego, czym mogłyby sobie zrobić krzywdę poszłam do kuchni robić obiad. Nie minęło dużo czasu, a przydreptał za mną Skipper.
- Głodny. - zameldował.
- Przecież jadłeś śniadanie. - odpowiedziałam. - Co byś chciał jeszcze zjeść.
- Pomańcę.- przekrzywiłam głowę, nie rozumiejąc o co może mu tak naprawdę chodzić. - Pomańcę. - powtórzył maluszek, pokazując mi koszyczek z owocami.
- Pomarańczę? - spytałam, wyjmując  koszyczka pomarańczową kulę. - Powiedz ”Po-ma-rań-cza”.
- Pomańca. - powiedział pingwinek, najwyraźniej bardzo z siebie dumny. Zdając sobie sprawę, że nic więcej z niego nie wyciągnę, zabrałam się za obieranie pomarańczy. Skipper zabrał się za jedzenie, kiedy tylko dostał ją na talerzyku, a kiedy skończył z zaciekawieniem zaczął przyglądać się cytrynie, której nie zdążyłam sprzątnąć, a która wciąż leżała na stole. Odwróciłam się akurat w momencie, kiedy zaciekawiony maluszek brał ją w skrzydełka i wkładał do dzioba.
- Nie, nie, Skipper! - krzyknęłam i rzuciłam się wyrwać mu cytrynę, ale było za późno. Skrzywiłam się, kiedy maluszek odgryzł spory kawałek owocu, a zaraz potem zaczął płakać. W tempie ekspresowym włożyłam mu do dzioba kostkę cukru.
- Kwaśne, prawda? - odezwałam się. - Skarbeńku, cytryny nie wolno jeść ot tak, bo na pewno nie będzie ci smakować. - Skipper z powagą pokiwał główką. Dziób ciągle miał wygięty w podkówkę, a w oczkach łzy, ale byłam przekonana, że zrozumiał.
- Chcesz ze mną tutaj zostać? - spytałam. - Nie chcesz się bawić z chłopcami? - pingwinek pokręcił główką przecząco. W tym samym momencie usłyszałam z zewnątrz pisk Szeregowego i natychmiast wybiegłam na dwór. Rico właśnie zamierzał sobie włożyć do dzioba grubą dżdżownicę, na co Szeregowy reagował przeraźliwym piskiem. Złapałam małego psychopatę za skrzydło.
- Co ty robisz? - spytałam groźnie.
- Gluby lobal. - odpowiedział mi maluch i znowu przymierzył się do skonsumowania dżdżownicy. Wytrąciłam mu ją ze skrzydła (spadła na trawę) i stanowczo pociągnęłam go za sobą.
- Zbierać zabawki. Do domu, wszyscy. - powiedziałam. - Skoro nie można was zostawić na chwilę samych, to nie będziecie się bawić na dworze. Później wyjdziecie ze mną, albo wcale. - Pingwinki doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że narozrabiały i zaraz po wejściu do domu zniknęły w salonie, w swoim kąciku z zabawkami. Westchnęłam ciężko. Dochodziła druga, a obiad nie był jeszcze nawet zaczęty. Spojrzałam w dół. Przede mną stał Skipper, wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczkami.
- Co? - odezwałam się, przykucając przy nim. Maluszek wyciągnął do mnie skrzydełka. Chciał, żebym wzięła go na ręce. - Nie. - zaprotestowałam i chciałam właśnie wejść do łazienki, kiedy Skipper się rozpłakał. Odetchnęłam głęboko, obiecując sobie, ze nie będę krzyczeć. Miałam ich już serdecznie dosyć jak na jeden dzień.
- Co się stało kochanie? - spytałam. - Zaraz do ciebie wrócę, musze tylko pójść do łazienki.
- Po co? - spytał pingwinek, momentalnie przestając wyć.
- No... A ty po co chodzisz do łazienki? - maluszek zastanowił się chwilę.
- Siku. - odezwał się w końcu.
- Właśnie. Więc może ty sobie tu poczekasz, a ja pójdę do łazienki i zaraz wrócę, ok? I proszę mi tu nie szlochać. Naprawdę zaraz przyjdę. - weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi, ale chwilę potem usłyszałam za progiem rozpaczliwy szloch Skippera. Opadłam na klapę od sedesu i ukryłam twarz w dłoniach, ale potem stwierdziłam, ze im mniej czasu spędzę w łazience, tym krócej maluch będzie wył, więc zrobiłam co miałam zrobić i wyszłam do niego.
- Nie płacz. - powiedziałam, biorąc go na ręce. - Jestem przecież. Coś ty dzisiaj taki marudny? Chodź, zrobimy obiadek, chłopcy są na pewno strasznie głodni.
Pingwinki już od dawna spały. Karmiłam jeszcze Skippera na kanapie przed telewizorem. Maluszek ssał smoczek od butelki, machając skrzydełkami, ale robił to coraz wolniej i coraz bardziej niemrawo, aż w końcu nawet nie zaprotestował, kiedy wyjęłam mu z dzioba smoczek. Wreszcie zasnął. Uśmiechnęłam się. Kiedy spały były naprawdę urocze, czego nie można było o nich powiedzieć, kiedy rozrabiały, a wszędzie było ich pełno. Położyłam sobie na kolanach ceratkę w razie gdyby miał się zdarzyć wypadek i kołysałam go delikatnie, żeby móc przenieść go do łóżeczka. To był długi i męczący dzień, a one jak zwykle były nieznośne. Ale to w końcu nie ich wina. Skipper poruszył się i westchnął przez sen, ale się nie obudził. Dźwięk telewizora zdawał mu się nie przeszkadzać. Wreszcie uznałam, że można go zanieść do pokoju dziecięcego. Szkoda. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby tulić go całą noc. Miałam właśnie wyjść z pokoju, ale o czymś sobie przypomniałam i chwilę potem podłożyłam Skipperowi pod pupę ceratkę. Tak na wszelki wypadek.
  • awatar Hanti: Skipper potrafi być upierdliwy :D
  • awatar Widmo Anioła: Ładne,masz talent :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›