Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 13 maja 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski obudził się z powodu jednego z tych snów, w których bardzo chce mu się pójść do łazienki, ale w każdej, do której wchodził, były tylko kabiny oddzielone niskimi ściankami bez drzwi. Do tego umieszczono je na widoku, a on był zdruzgotany faktem, że nie może się zasłonić, żeby, no... zrobić co trzeba.
Skrzydło pingwinka natychmiast powędrowało w stronę podbrzusza. Chciało mu się tak strasznie, że zaraz... Kowalski potrząsnął głową. Nie myśl o tym. Nie myśl o tym! W nocy do namiotu dostał się piasek i pingwinek strząsnął z koca kilka drobinek. Łóżko zaskrzypiało, kiedy Kowalski wstał. Musiał się też napić, ale inne sprawy były ważniejsze. Wyślizgnął się z namiotu. Jakaś dziewczyna przechodziła energicznie obok.
- Przepraszam... - zagadnął pingwinek. - Gdzie tu jest łazienka? - spytał na wpół po hiszpańsku.
- W poszczególnych obozach ne ma toalet. Nasz kampus ma specjalny budynek przeznaczony do mycia i tych innych spraw. - powiedziała to, co pingwinek już wiedział. - Nie zdążyłeś na śniadanie, ale jeśli chcesz, powiem ci, jak trafić do stołówki.
- Chyba podziękuję. - odpowiedział Kowalski. Dziewczyna uśmiechnęła się i odeszła, a pingwinek kucnął zaraz obok namiotu. Nawet się już nie krępował. Potrzeba była silniejsza. Odetchnął z ulgą i chwilę potem wrócił z powrotem do namiotu.
- Mamo... - Kowalski szarpnął mnie za rękaw. - Wstawaj, przespaliśmy śniadanie. - poderwałam głowę.
- Skąd wiesz? - spytałam, wygrzebując się spod koca.
- Taka dziewczyna mi powiedziała. - odparł.
- Wychodziłeś? - pingwinek pokiwał głową i wyjął z plecaka butelkę wody. - A wiesz gdzie kibelek? - spojrzałam krytycznie na swoje przepocone i wymięte ubranie. Kowalski zaprzeczył. - To się zaraz poszuka. Idziesz ze mną? - wyjęłam z torby czyste spodnie i bluzkę.
- Idę, bo czuję, że się cały lepię z brudu. - pingwinek popatrzył na piórka, które powinny być śnieżnobiałe, a teraz przypominały kolorem raczej błoto.
- To chodź. - wyciągnęłam do niego dłoń.

Pingwiny nudziły się okropnie i tylko włóczyły po terenie wykopalisk. Żaden z nich nie przewidział, że będzie aż tak nudno. W przeciwnym razie wzięliby piłkę. Podniosłam głowę znad mojego stanowiska prawie archeologicznego i spojrzałam na zwierzaki.
- Może któryś chciałby mi pomóc?! - zawołałam. Skipper oderwał się od butelki wody i pokiwał energicznie głową. Chwilę potem stał już przy mnie i pobierał ekspresowy kurs posługiwania się szczoteczką, pędzelkiem i łopatką. Miałam właśnie zabrać się za tłumaczenie co robimy z wydobytymi przedmiotami, ale łopatka trafiła na coś twardego i musiałam przerwać wyjaśnienia. Delikatnie oczyściłam z piasku to, co okazało się być czaszką. Nie mogłam tylko rozszyfrować czy była ludzka czy zwierzęca.
- Wygląda na Hektora. - stwierdziłam. - Nazwiemy goi Hektor. Możesz zrobić zdjęcie jeśli chcesz. - zwróciłam się do Skippera. - Ale bez flesza, bo sztuczne światło może go uszkodzić. - upomniałam i udałam, że całuję Hektora. Skipper pstryknął fotkę i zachichotał.
- Lepiej go komuś pokażę, bo jeszcze gotowi pomyśleć, że wywożę go do Warszawy. - dodałam i poszłam pokazać instruktorom znalezisko.
- Super. - powiedziała pani Dagmara, kiedy już przekazałam jej Hektora. - Pod ziemią może być cały szkielet, więc przydzielimy ci do pomocy Bridget. Musicie tylko być bardzo ostrożne. - potaknęłam skinieniem głowy.
- Jak tam Hektor? - spytał Kowalski przy kolacji.
- Miewa się dobrze. - odparłam, wkładając do ust widelec z sałatką z tuńczyka. - A z Bridget pracuje mi się świetnie. Mamy prawie cały szkielet i instruktorzy nas pochwalili, stwierdziliśmy, że to jednak człowiek. Prawdopodobnie ktoś ze służby, bo został zakopany w piasku. Nie było ani komory grobowej, ani nawet skromnego pomieszczenia.
- To super. - odpowiedział Szeregowy, zjadając placek pszenny z dżemem. - - A dlaczego służba nie miała komór grobowych? - spytał z zainteresowaniem.
- Służby nie było wtedy na to stać. - wytłumaczyłam. - Wiecie co, jutro w przerwie na obiad skoczmy na bazar.