Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 maja 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skipper siedział przede mną na wielbłądzie. Po policzkach leciały mu łzy. Od czterech godzin żadnego przystanku, a on bardzo musiał do toalety. Już się nawet przestał ruszać, zastygając w jednej pozycji.
- Zróbmy postój. - poprosił w końcu.
- Teraz nie da rady. - odpowiedziałam. - A co się dzieje?
- Siku mi się chce. - wypalił pingwinek, a zaraz potem zatkał sobie dziób. Na pewno słyszeli. Zaraz spali się ze wstydu. - Ja naprawdę nie mogę już wytrzymać.
- W sumie to ja też muszę. - przyznałam. - Excuse me... Możemy zrobić postój? - spytałam przewodnika.
- Chcemy dojść przed nocą. - odpowiedział mężczyzna.
- Przecież już jest ciemno! - krzyknął Skipper. Zaczynał powoli panikować. - Dwie minutki nikogo nie zbawią.
- Ale tylko dwie minutki, nie więcej. - przewodnik zatrzymał karawanę. Skipper zsunął się z wielbłąda i kiedy tylko dotknął nogami piasku, przykucnął. Już nawet nie przejmował się tym, ze ktoś go zobaczy, bo w zapadającym zmroku nie było widać nic. Wyjęłam z kieszeni chusteczkę higieniczną i odeszłam kilka kroków. W przeciwieństwie do niego potrzebowałam więcej prywatności. Kowalski obejrzał się na mnie. Nigdy nie miał problemów z pęcherzem, ale działo się z nim coś potwornego. Nieustanny stres, upał i ta cała bieganina sprawiły, że nacisk na pęcherz był nie do wytrzymania. Znowu chciało mu się do toalety. Niby takie nic, ale w niektórych warunkach urasta do rangi najważniejszego problemu. Postanowił, ze na razie się wstrzyma i potrzebę załatwi już na miejscu. W końcu zostało tylko pół godziny podróży. Wokół panowała ciemność. Mogłam co najwyżej podziwiać niesamowicie gwiaździste niebo, ale to mi w zupełności wystarczało. Niebo nad pustynią składa się chyba z miliona gwiazd. Bardzo dużo było tych spadających, więc nie nadążałam wymyślać nowych życzeń. Przewodnik wskazał mi na niebie najjaśniejszą gwiazdę, która wyznaczała kierunek naszej wędrówki. Ludzie pustyni świetnie znają się na astronomii i potrafią wyróżnić główne gwiazdozbiory. To dzięki położeniu gwiazd na niebie znajdują odpowiednią drogę z nocy. Mimo tych tysięcy gwiazd na niebie - to był naprawdę niezapomniany i ekscytujący widok - nic wokół siebie nie widziałam.
Do naszego obozu dojechaliśmy o dwudziestej trzeciej. Na powitanie dostaliśmy rozgrzewającą herbatę. Kowalski siedział sztywno w miejscu. Wypił tylko kilka łyków, żeby nikogo nie obrazić. Bardzo chciało mu się do ubikacji. Zjedliśmy skromną kolację składającą się z oliwek, humusu - czyli pasy z ciecierzycy i miejscowego chleba.
- Chyba pójdziemy już spać. - zdecydowałam, patrząc na zmordowane pingwiny. Kowalski wyraźnie się ożywił.
- Ja przed spaniem muszę jeszcze do toalety. - powiedział.
- W naszym obozie nie ma toalety. - odpowiedziałam. Na terenie całego kampusu na pewno jest, ale akurat tutaj nie ma. - pingwinek patrzył na mnie z niewyraźną miną.
- Ale... Ja nie zasnę z pełnym pęcherzem. - dodał.
- Jakoś wytrzymasz. Nie będziesz miał wyjścia, chodź. - wzięłam go za skrzydło i pociągnęłam do naszego pokoju. Pokój okazał się być dużym namiotem rozstawionym wprost na piasku. Kowalski niepewnie zajrzał do środka. Mieliśmy łóżko piętrowe, kilka skrzyń, rozkładany turystyczny stolik z takimi samymi krzesłami. Rzuciłam torbę na ziemię, zdjęłam buty i wdrapałam się na górne łóżko. Pingwiny, które w normalnych warunkach na pewno by marudziły, że chcą spać na górze, padły na dolny poziom łóżka i od razu zasnęły. Do śpiwora wślizgnęłam się tak jak stałam. W spodniach, kurtce i chuście. Dodatkowo przykryłam się dwoma kocami. Kowalski wdrapał się do mnie.
- Kładź się Kowalski. - powiedziałam. Pingwinek, zdając sobie sprawę, że protesty i prośmy, żeby wyjść i szukać toalety nic nie dadzą, położył się obok mnie. Wcale nie było mu wygodnie w kurtce i pod dwoma ciężkimi kocami, ale już się nie odezwał. Ułożył się na boku, usiłując znaleźć w miarę bezpieczną pozycję.
- Mamo... - zaczął, ale kiedy mu nie odpowiedziałam, zorientował się, że już śpię. Kowalski westchnął ciężko. Nie miał zielonego pojęcia jak przetrwa noc. Było mu zimno, bo temperatura gwałtownie spadła, a nagląca potrzeba fizjologiczna nie dawała o sobie zapomnieć. Mimo to udało mu się nawet zasnąć.
  • awatar Hanti: Strasznie mi szkoda Kowalskiego. Biedak zawsze ma pecha. Na gwiazdy można się gapić godzinami :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›