Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 maja 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Owinęłam głowę Skipper chustą, mającą za zadanie chronić przed słońcem wrażliwego na upał zwierzaka. Potem rozsmarowałam mu na dziobie i policzkach krem z filtrem. Kowalski stał obok, robiąc to samo, tylko, że miał na sobie (oprócz chusty) kupioną poprzedniego dnia kurtkę. Szeregowy i Rico siedzieli już na wielbłądzie. Włożyłam torby do juków i sama też usiadłam na wierzchowcu.
- Excuse me... - odezwałam się. - Jedziemy?
- Of course. - odpowiedział mi przewodnik i popędził karawanę. Przez pierwszą godzinę jazdy na wielbłądzie stwierdziłam, że siedmiu godzi na tym zwierzęciu nie wytrzymam, bo do reszty stracę czucie w dolnej części ciała. Kolejna godzina i zaczynałam się przyzwyczajać. Do monotonnego krajobrazu, bujania i wszechobecnego piasku. Okazało się, że chusty, którymi zostaliśmy szczelnie owinięci przed wyjazdem to nie tylko ochrona przed udarem, ale też podróżniczy szpan. Mimo dobrej pogody i stosunkowo słabego wiatru drobinki Sahary wciskały się dosłownie wszędzie. Skipper osłonił oczy skrzydłem. Wolał nie myśleć jak swoją pierwszą pustynną wyprawę przeżywa jego aparat. Musiał sobie jednak radzić, tak jak i my. Przy takich widokach grzechem byłoby trzymać go w plecaku. Jeszcze jedna godzina marszu i wpadłam w coś co przypominało przyjemny letarg. Czas przestał odgrywać jakąkolwiek rolę. Była tylko pustynia, ja i mój wielbłąd. No i jeszcze wielbłąd pingwinów, który co jakiś czas przypominał o sobie delikatnym porykiwaniem. Skipper obejrzał się na mnie. Zaczynał potrzebować ustronnego miejsca, ale nie będzie przecież krzyczał, że chce mu się do toalety. Przewodnik i tak by po polsku nie zrozumiał, ale pozostałe pingwiny nie są głuche. Czuł się naprawdę niekomfortowo. Na policzki wypłynął mu rumieniec. Wstydził się. Odrobinę, ale jednak.
- Chłopcy! - zawołałam, wychylając się. - Zaraz zrobimy postój! - wszystkie cztery momentalnie obejrzały się na mnie i zgodnie pokiwały głowami. Miały już dosyć siedzenia na wielbłądzie. Bardzo potrzebowały postoju.
Usiadłam na piasku, wyjmując z plecaka kanapkę. Pingwiny odpoczywały kawałek dalej. Nie miały siły nawet rozmawiać. Kowalski podszedł do mnie i położył mi skrzydło na ramieniu.
- Muszę do ubikacji. - odezwał się. Odwróciłam głowę.
- Tu nigdzie ubikacji nie będzie. - odpowiedziałam. - Za to piachu mamy aż w nadmiarze. - dodałam, strzepując drobinki z kanapki.
- Wiem. - odpowiedział pingwinek. - Toaleta mi niepotrzebna, byle jakiekolwiek ustronne miejsce, a tu... Ja nie mogę tak na widoku. - zastanawiałam się chwilę, a potem zdjęłam kurtkę i traktując ją jak parawan, kiwnęłam głową na Kowalskiego. Pingwinek uśmiechnął się, pocałował mnie w policzek i śmignął za zasłonę z kurtki. Skipper przyglądał się sytuacji z wypiekami na policzkach, a chwilę potem podszedł do mnie, ale nie miał odwagi się odezwać. Spojrzałam na pingwinka kręcącego się nerwowo koło mnie.
- W porządku Skipper? - spytałam. - Dzieje się coś?
- Nie... - odpowiedział niepewnie pingwinek. Spróbował zwilżyć językiem dziób, ale nie dał rady. Chciało mu się pić, ale płyny oznaczały jeszcze bardziej naglącą potrzebę do toalety, a tutaj nie było na to warunków. Kowalski wynurzył się zza zasłony i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
- Skipper, na pewno wszystko dobrze? - upewniłam się.
- Tak, nic mi nie jest. - wychrypiał pingwinek.
- Chodź tu do mnie. - wyjęłam z plecaka butelkę wody i przyłożyłam mu dłoń do policzka. Był rozpalony a Skipper patrzył na mnie nienaturalnie błyszczącymi oczkami i po prostu bałam się, że coś mu się stanie.
- Pij. - powiedziałam, podając mu wodę. Pingwinek z wahaniem wziął ode mnie butelkę, ale posłusznie upił kilka łyków. Od razu poczuł się lepiej.
- Małymi łyczkami. - przypomniałam i rzuciłam Szeregowemu drugą butelkę wody. - Macie mi na siebie uważać. Wy jesteście szczególnie podatni na odwodnienie i udary słoneczne. - młody pokiwał głową. Nie miał siły nawet odpowiedzieć. - Chcesz mi coś powiedzieć Skipper? - spytałam, rozpoznając, ze pingwinek się waha.
- Ruszamy dalej! Koniec postoju! - zawołał przewodnik. Pingwinek pokręcił z rezygnacją głową. Zaprzepaścił jedyną szansę, jaką miał, żeby się przyznać, że chce mu się do łazienki. Posadziłam skippera na swoim wielbłądzie, a pingwinek westchnął ciężko. Podróż miała trwać jeszcze prawie pięć godzin.
 

abc.atlant
 
Na zakupach byłam w niedzielę, a że wczoraj nie miałam czasu, żeby pokazać co kupiłam, pokazuję teraz. Ja wiem, że zakupy w niedzielę to grzech, ale czasem się zdarza i wiem z dobrego źródła, że nie tylko mnie. Kupiłam sobie piżamę z Pingwinami, bo już nie było mojego rozmiaru i stwierdziłam, ze nie ma co dłużej czekać, bo nie będzie wcale. Wzięłam rozmiar mniejszą i jest na mnie dobra. Koszulka pełni funkcję... cóż, normalnej koszulki do chodzenia w dzień, bo w ogóle nie wygląda jak część piżamy. Oprócz tego nabyłam jeszcze piżamkę na lato z koszulką na ramiączkach i szortami.
IMG_0967.JPG

W Empiku dorwałam "Vitamin" z serii Jednotomówki Waneko. Na tą mangę czekałam chyba najbardziej i najbardziej nie mogłam się jej doczekać. Jak nie było jej w tydzień po premierze, to obraziłam się na Empik i oświadczyłam, że więcej tam nie pójdę. Ale tym razem była, więc spokojnie mogę dalej chodzić do Empiku. Ta manga opowiada o prześladowaniach w szkole i chociaż jeszcze tej mangi nie czytałam, to już zżyłam się z główną bohaterką - Sawako. Jak przeczytam (co może nastąpić dopiero w weekend) to skrobnę jakąś skromną recenzję.
IMG_0968.JPG

No i jeszcze przyszły do mnie zamówione rzeczy z Avonu. Balsam do ciała o zapachu granatu i owoców leśnych. Jest świetny, pachnący świeżością i... owocami leśnymi z nutką granatu. Tak jak miał pachnieć. Oprócz tego jest jeszcze bransoletka Hello Green Tomorow. Sto procent ze sprzedaży tych bransoletek było przekazywane fundacji World Wide Fund of Natur. Jest śliczna i jeszcze dzięki niej mogę chronić środowisko, głównie pandy. Podwójny zaciesz.
IMG_0974.JPG
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›