Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 

Skipper leżał na prowizorycznym legowisku z kocy. Gorączkowe majaki nie chciały go opuścić. Rana w boku rwała i piekła, chociaż Abigail zdezynfekowała ją i założyła opatrunek. Kilka razy dali mu się napić, ale Skippera ciągle męczyło pragnienie. Dyżurowali przy nim na zmianę, a przynajmniej w teorii, bo to Kowalski spędzał przy nim najwięcej czasu. Teraz też siedział obok. Skipper poruszył się niespokojnie.
- Wody... - wyszeptał błagalnie, usiłując się podnieść. Porucznik pomógł dowódcy usiąść, a uczynne skrzydło zaraz podsunęło mu pod dziób metalowy kubek. Kapitan upił łyk wody. Cudowna, chłodna i łagodząca pragnienie. Kowalski położył skrzydło na ramieniu dowódcy. Skipper drgnął.
- Jeszcze. - poprosił, podając mu pusty kubek. Porucznik posłusznie nalał z dzbanka więcej wody. do pomieszczenia weszła Abigail z chłodnym kompresem.
- I jak? - spytała. Kowalski pokręcił przecząco głową.
- Bez zmian. - odpowiedział, pomagając dowódcy na powrót się położyć. Sanitariuszka nachyliła się nad dowódcą.
- Skipper... - odezwała się. - Poznajesz mnie? - Skipper tylko patrzył na nią zamglonymi oczami. Znał ten głos, poznawał go, ale nie mógł skojarzyć go z jego właścicielką choć usilnie próbował. Abigail rozpłakała się.
- nie poznaje mnie. - zaszlochała. Kowalski objął ją.
- Na pewno cię rozpozna. - powiedział. - Daj mu trochę czasu. Jestem pewien, że kiedy gorączka spadnie... - porucznik urwał. Nie miał zielonego pojęcia czy gorączka w ogóle spadnie. Skipper zamknął oczy. Dopiero kiedy sanitariuszka zaczęła szlochać, przypomniał sobie tamtą obietnice i pocałunek. Wiedział już, jak dziewczyna ma na imię.
- Abigail... - szepnął. Sanitariuszka umilkła. - Abigail. - powtórzył Skipper i z wysiłkiem wyciągnął do niej skrzydło.
- Skipper... - odpowiedziała dziewczyna. - O Boże, Skipper! - Abigail ścisnęła dowódcę za skrzydło, a potem rzuciła się Kowalskiemu w ramiona. Porucznik odwzajemnił uścisk. Skipper zdążył to jeszcze dojrzeć, zanim zapadł w nerwowy urywany sen. Nie wiedział dlaczego, ale miał przeczucie, że to jego dziewczyna powinna przytulać.

Skipper co raz to budził się i znowu zasypiał. Akurat przewracał się pod kocem we śnie, kiedy ktoś szarpnął go za ramię. Skipper z wysiłkiem otworzył oczy. Od czterech dni był ranny i słabł coraz bardziej.
- Johnson... - odezwał się, widząc przyjaciela. - Johnson...
- Chodź. Musisz odprawić naszych do walki. - powiedział major, pomagając mu wstać. - Dziś albo pokonamy Niemców, albo zginiemy nie pokonawszy. - Skipper przycisnął skrzydło do przesiąkniętych krwią bandaży. Z gardła wyrwał mu się tłumiony krzyk. Do przywódcy podbiegł Kowalski.
- Spokojnie Szefie. - powiedział, pomagając go podtrzymać. Skipper został podprowadzony na plac, do swojego oddziału.
- Baaczność! - kapitan usłyszał Johnsona. - Dowódca będzie przemawiał. - Skipper z wysiłkiem podniósł opadającą na pierś głowę i spojrzał na podwładnych zamglonym wzrokiem.
- Żołnierze... - zaczął słabo. - Wiecie, że tym razem was nie poprowadzę. Dowództwo obejmie kolega Johnson, a wy możecie zrobić jedynie to co do was należy. Wygrajcie tę bitwę, proszę. - z każdym słowem Skipperowi coraz bardziej kręciło się w głowie, a w uszach szumiało, ale pomimo to zaintonował pierwszą strofę roty. - Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, nie damy pogrześć wiary... - do śpiewu dołączyła porucznik Majewska. - Tak nam dopomóż Bóg, tak nam dopomóż Bóg! - pod koniec pierwszej zwrotki cały oddział rozbrzmiewał śpiewem - Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz... - Kowalski podniósł głowę. - Ni dzieci nam germanił... - Skipper dotknął pulsującej skroni i chwilę potem osunął się po ramieniu Johnsona. Kowalski usiłował go podtrzymać, ale przywódca leciał mu spomiędzy skrzydeł. Skipper uwiesił się na rękawie kurtki majora oddychając szybko. Serce waliło mu mocno i miał wrażenie, że za chwilę wyskoczy mu z piersi. Błyskawica bólu przecięła ranę w boku. Z gardła wyrwał mu się tłumiony krzyk. Kowalski nachylił się nad dowódcą.
- Szefie... - odezwał się. Johnson przyłożył skrzydło do pozlepianych od potu piórek na czole dowódcy.
- Ciągle jest rozpalony. - stwierdził. - Kowalski, wracajmy do obozu. - Skipper zamknął oczy, tracąc przytomność. Nie czuł już jak prowadzili go z powrotem.