Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Johnson i Rico bezradnie patrzyli jak ich dowódca oddala się wraz z kawalkadą Niemców. Z rany postrzałowej spływała mu krew, ale Skipper nawet nie skrzywił się z bólu. Odwrócił się jeszcze, rzucając podwładnym ostatnie spojrzenie, ale zaraz został pchnięty do przodu.
- Szefie! - z obozu wypadł Kowalski i rzucił się za Niemcami, wykrzykując słowa pozbawione sensu, drąc się wniebogłosy, wyjąc i szlochając. Johnson odrzucił karabin na ziemię i mocno przytrzymał wyrywającego mu się porucznika.
- Zostaw, zabiją cię! - krzyknął, usiłując przemówić mu do rozsądku, ale Kowalski nie słuchał. Ciągle usiłował się wyrwać. Krzyczał za przywódcą, ale z coraz mniejszym przekonaniem, a w końcu już tylko szlochał, czepiając się kurtki Johnsona.
- Szefie... - zakwilił niespokojnie. Major objął kolegę ramieniem. Abigail wzięła porucznika za skrzydło.
- Musisz wziąć się w garść Kowalski. - powiedziała Abigail. - Nic nie zdziałasz, krzycząc i płacząc.
Wiemy wszyscy przez co musiałeś przejść i nie chcemy, żeby to samo spotkało Skippera. Musimy teraz myśleć jak możemy mu pomóc, a płacz na pewno nic nie da. - Rico stanął obok nich, posyłając Johnsonowi pytające spojrzenie.
- Musimy się naradzić. - zdecydował major. - Zapraszam wszystkich do środka. - powiedział, pomagając Kowalskiemu wstać. Rico i Abigail posłusznie poszli za nim do obozu.
- Od teraz przejmuję dowodzenie. - powiedział chwilę potem Johnson. - Czy ktoś jest przeciwny? - spytał i powiódł wzrokiem po stojącym naprzeciwko niego Rico, Kowalskim, kulącym się w kącie i po Abigail, która obejmowała porucznika. - Więc przyjmuję, ze wszyscy wyrazili zgodę. Dowódcę musimy odbić, to jasne. Bardziej martwi mnie to, że Manfredi nas zdradził. Do walki z Berlińskim Diabłem potrzebuję oddziału w pełni sprawnego. Abigail, co z Kowalskim? - sanitariuszka pokręciła tylko głową. - Będziemy musieli walczyć na dwa fronty, bo Sowieci też wdarli się do stolicy. Rico, jak czołg? - Rico wybełkotał coś bez ładu i składu, a wypowiedź zakończył zgrabnym stwierdzeniem;
- Potrzebuję więcej czasu. - Johnson stanął obok Kowalskiego i położył mu skrzydło na plecach.
- Kowalski, ja wiem... - odezwał się. - Ja wiem... Ja cię uważam za bohatera, bo chociaż jesteś ode mnie młodszy i wiekiem i stopniem, to jednak udało ci się uciec z obozu Niemieckiego. Podziwiam cię za to. - Kowalski spojrzał na Johnsona. Major przełknął ślinę, widząc zaczerwienione i podkrążone oczy porucznika i powątpiewanie w spojrzeniu. - Bo ja... - kontynuował Johnson. - Ja nie miałbym tej cywilnej odwagi wziąć się w garść i wyjść z obozu Niemieckiego. Tak po prostu wyjść. Teraz trzeba pomóc dowódcy zrobić to samo. Opracujesz strategię? - Kowalski odwrócił wzrok.
- Przed tym jak go zabrali... Szef powiedział, ze mi wybacza. Wybaczył mi to, że się wygadałem. I jeśli pułkownik Hopkins będzie chciał mnie dorwać, żebym powiedział mu resztę... - porucznik wstał. - Toi wypatroszę go jak najgorszego wroga, którym zresztą jest! - krzyknął, wyciągając w górę skrzydło zaciśnięte w pięść. - No... To teraz poproszę mapę.
Kowalski rozwinął mapę na stole i przypiął pinezkami tak, jak to zawsze robił przywódca. Johnson podał mu drewniany wskaźnik. Porucznik odetchnął głęboko.
- Tu jest obóz niemiecki. - powiedział, wbijając w miejsce na mapie czerwoną szpilkę. - A tutaj nasz. Szefa na pewno nie będą trzymać tam gdzie mnie, więc musimy zaatakować ze wszystkich stron na raz, co niestety jest niemożliwe, mamy za mało ludzi.
- Ty mi tutaj nie mnóż szalonych planów. - upomniał go Johnson. - Mów jak się wykaraskać.
- Tak jest. Niemców trzeba będzie zaskoczyć, potem wedrzeć się do ich obozu i wyprowadzić stamtąd Szefa. Jutro w nocy.
- Proszę się wyspać i przygotować. Za dwadzieścia cztery godziny odbijamy dowódcę.
Kowalski przecierając oczy zamknął za sobą drzwi. Musiał wstać za potrzebą, a do latryny trzeba było przejść przez dziedziniec. Świeże nocne powietrze rozbudziło porucznika do końca dlatego przypadł do ziemi całym ciałem, słysząc znajome głosy. Źrenice rozszerzyły mu się ze strachu. Pułkownik Hopkins i... Manfredi. Kowalski podczołgał się z powrotem do budynku i pobiegł do pokoju, w którym wszyscy spali tej nocy.
- Johnson... - porucznik szarpnął majora za ramię. - Przed obozem stoi pułkownik Hopkins... z Manfredim.
- Jak to Hopkins? - Johnson poderwał się z podłogi. - Widziałeś go?
- Nie, ale słyszałem. Jego i Manfrediego. - major uchylił lekko drzwi wejściowe. W ciemności poruszyły się dwie postacie.
- To trzeba będzie ich pilnować. - zdecydował. - Wezmę pierwszą wartę. Ty idź spać Kowalski. Dobra robota.