Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rozdział 14

Od kilku dni maluchy leżały w łóżeczku poprzeziębiane i w okropnych humorach. Płakały dosłownie o wszystko, miały katar i gorączkę, a ja nie spuszczałam żadnego z oka. Nie tylko Skipperowi, ale całej czwórce założyłam pieluszki, bo nie nadążałam biegać z nimi do łazienki. W domu panowała nienaturalna wręcz cisza i pustka.
Kowalski przebudził się i zaraz zakwilił niespokojnie.
- Nie, nie, nie płacz. - powiedziałam, biorąc go na ręce. - Chodź, damy lekarstwo. - posadziłam go sobie na kolanach i chciałam wsunąć do dzioba łyżeczkę różowego syropu na przeziębienie, ale maluchy już jakiś czas temu odkryły, że nie wszystko co ładnie wygląda jest smaczne. Kowalski odwrócił głowę.
- Hej, otwórz dzioba. - poprosiłam. Maluch pokręcił głową przecząco. - A ciastko czekoladowe chcesz? - spytałam. Kiwnięcie głową - trochę mniej energiczne, bo przecież maluch przeziębiony, ale zawsze. Polałam ciastko gęstym syropem i włożyłam mu do dzioba. Nawet się nie zorientował, że coś jest nie tak. W łóżeczku rozszlochał się Skipper i z nim też powtórzyłam całą operację.
- Mamo, siku! - usłyszałam z łóżeczka Szeregowego.
- W pielusię skarbie, dobrze? - odpowiedziałam. Kowalski przysypiał mi na rękach, dlatego położyłam go z powrotem. Jak na razie trzy spały, tylko Szeregowy siedział prosto, tuląc do siebie kocyk. Na śniadanie wypiły mleczko, a teraz powinnam zająć się przygotowaniem obiadu, ale nie mogłam ich zostawić samych. Gotować w pokoju dziecięcym też nie mogłam. Najmłodszy pingwinek wyciągnął do mnie skrzydełka.
- Co tam maluchu? - odezwałam się. - Pójdziesz ze mną zrobić obiadek? - spytałam. Wzięłam Szeregowego na ręce, a do poręczy łóżeczka przypięłam elektroniczną nianię. Rzadko korzystałam z tego wynalazku, bo szloch maluchów słychać było w całym domu, ale stwierdziłam, ze teraz się przyda. Szeregowego posadziłam w kuchni na złożonym we czworo kocyku i włączyłam elektroniczny grzejnik. Sama zabrałam się za gotowanie zupki kalafiorowej. Jedna z absolutnie ulubionych zup maluchów. Nie minęło dużo czasu, a Szeregowy też spał, ale stwierdziłam, ze na razie nie będę go ruszać. Miał ciepło i miękko, od tego przecież nie przeziębi się bardziej.
Godzinę później, kiedy byłam w trakcie robinia drugiego dania, w pokoju rozszlochał się Kowalski. Wytarłam ręce w fartuszek, rzuciłam wszystko i pobiegłam do chorego maleństwa.
- Co tam skarbie? Pić się chce, tak? - wzięłam malucha do siebie na kolana i włożyłam mu do dzioba smoczek butelki z wodą. Kowalski od razu zabrał się za ssanie i pół butelki zniknęło w ekspresowym tempie. Pingwinek odsunął skrzydełkiem butelkę, a ja skorzystałam z okazji, że nie śpi i skontrolowałam stan pieluszki. Ojej, koniecznie trzeba go było przewinąć. Kowalski ze spokojem znosił wszystkie zabiegi przy zmienianiu pieluszki, a położony z powrotem do łóżeczka, przytulił się do kocyka. W międzyczasie przebudził się Skipper, domagając się tego samego, czyli butelki wody. Zaczynałam się powoli bać, że zabraknie mi pieluszek, bo wszystkie cztery na przemian piły i siusiały.
- Mamo, głodny. - odezwał się Rico. Zamarłam w bezruchu i uśmiechnęłam się. Skoro był głodny to powoli zaczynało mu się polepszać.
- Zaraz będzie zupka kochanie. - powiedziałam. - Jeszcze chwilkę. - przyłożyłam dłoń do policzka Rico. Temperatura wyraźnie spadła. Odetchnęłam z ulgą.
- Mamusiu... - odezwał się Kowalski. - Opowiesz bajkę? - poprosił.
- Teraz nie, po obiadku, dobrze? - odpowiedziałam, z żalem, ze nie mogę zająć się nim teraz. Bardzo chętnie opowiedziałabym mu bajkę, ale jednak obiad był sprawą o większym priorytecie. Chwilę później przyniosłam do pokoju Szeregowego i miseczkę zupy kalafiorowej dla Rico, który pochłonął ją bez marudzenia i wybrzydzania. Próbowałam karmić pozostałą trójkę, ale jedynie Szeregowy odrobinkę zjadł. Pozostała dwójka nie zjadła ani łyżeczki. Byłam bardzo ciekawa czy słodyczy też by odmówiły, bo z reguły najchętniej odżywiałyby się tylko i wyłącznie słodyczami, ale wolałam nie sprawdzać.
- Mamo, na nocniczek. - usłyszałam Skippera. Westchnęłam.
- Masz pieluszkę, możesz spokojnie zrobić. - odpowiedziałam, głaszcząc go po piórkach. - Kowalski, o czym chcesz bajkę? - spytałam, ale odpowiedzi się nie doczekałam, bo maluszek usnął bez bajki. Nagle zrobiło mi się go szkoda. Skipper zakwilił niespokojnie. - Skippuś, co się stało? - spytałam, biorąc go na ręce i zaraz stwierdziłam, że trzeba go przewinąć. Mokra pieluszka wylądowała w koszu, a maluch od razu przestał szlochać.
- Głodny. - zameldował. Wzięłam go ze sobą do kuchni i postawiłam przed nim miseczkę zupy, którą teraz zjadł z apetytem. No proszę, skoro kolejno wraca im apetyt, to na pewno nie będzie tak źle. Pingwinek o własnych siłach zsunął się z krzesła, ale przeoczyłam fakt, że trzeba mu założyć nową pieluszkę i teraz na podłodze powoli tworzyła się kałuża. Skipper momentalnie wygiął dziób w podkówkę. Zamierzał właśnie zacząć płakać, kiedy mocno go przytuliłam.
- Nic się nie stało. - powiedziałam. - Naprawdę. No, nie trzeba płakać. Chodź, założymy czystą pieluszkę i jeszcze sobie troszkę pośpisz, tak?
Sen okazał się najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości, bo wieczorem gorączkę wyczuwało się już właściwie minimalną, wszystkie powoli odzyskiwały apetyt i już tak okropnie nie chciało im się pić. Każdy dostał miseczkę kaszki, ale tylko Rico zjadł całą porcję. Za to wszystkie upaćkały się tak, ze koniecznie trzeba było je umyć.
Wszystkie cztery maluchy zgodnie zaczęły płakać, kiedy tylko posadziłam je w płytkiej wodzie w wannie. Żaden nie miał ochoty na kąpiel, ale nie miały też nic do gadania w tej kwestii. Bohatersko wytrzymałam szlochy i krzyki i kiedy wszystkie były już czyściutkie poowijałam je w ręczniki, żeby mi tylko nie zmarzły. Szlochy umilkły jakby uciął je nożem i maluchy wpatrywały się we mnie ciekawe co teraz nastąpi.
- Teraz moi drodzy, to idziecie do łóżeczka. - powiedziałam, wyczytując w ich oczkach pytanie. - I spać, bo jutro mam ważny sprawdzian, a chorych was z opiekunką nie zostawię.