Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 25 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Zapowiadało się tak fajnie, a wyszło z tego kompletne dno.

Skipper zaciskał skrzydła w pięści, tłumiąc w sobie wciąż narastająca wściekłość. Wściekłość na osoby obecne na treningu, na samego trenerkę, a nawet na piłkę, ściskaną od dobrej chwili w skrzydłach. Nic mu się nie udawało, wszystko szło nie tak, a dodatkowo wszyscy się go o wszystko dzisiaj czepiali. A dodatkowo za oknem od rana lało i pingwinek zastanawiał się tylko jak wróci do domu po treningu. Miał ochotę krzyczeć, płakać i wyć byleby tylko jakoś się wyładować. Nie namyślając się zbyt wiele, kopnął piłkę w stronę bramki przeciwnika zbyt mocno i za gwałtownie. Piłka poleciała prościutko do celu, ale potem zboczyła dosłownie o milimetr, walnęła w słupek, odbiła się od drabinek, uderzyła w ramę okienną (całe szczęście, że nie w szybę) i walnęła w tył głowy kolegę z drużyny, który z okrzykiem bólu, padł na podłogę. Skipper oprzytomniał, kiedy do chłopaka podbiegli inni, a potem także trenerka. Przyłożył skrzydła do dzioba. Trenerka spojrzała na niego.
- Masz coś do powiedzenia? - spytała szorstko.
- Boże, to... To było niechcący, ja... Ja przepraszam. - wykrztusił Skipper, bliski płaczu.
- Zejdź mi z oczu Skipper. - przerwała mu trenerka, pomagając wstać Maćkowi, a potem sprowadziła chłopaka z boiska. Pingwinek zdążył jeszcze zobaczyć, jak przez palce chłopaka, przyciśnięte do potylicy, sączy się krew. Popatrzył po innych kolegach. Wszyscy chłopcy, a także jedyna dziewczyna w drużynie patrzyli na niego z pogardą. Skipper odwrócił głowę, a potem powlókł się na ławkę.  Słyszał, że w swoim pokoiku trenerka wypytuje Maćka czy nie jest mu niedobrze, słabo i czy boli go tylko potylica czy cała głowa. Potem wezwała do siebie kilku chłopaków i dziewczynę. Pingwinek patrzył na zamknięte drzwi, a po krótkim namyśle wstał i przyłożył do nich głowę.
- Jak to wyglądało z twojego punktu widzenia? - usłyszał trenerkę.
- No... - zaczął jeden z chłopców, ale Skipper nie mógł poznać, który. - Skipper miał do mnie podać, ale zamiast tego od razu strzelił do bramki. Tylko, że zamiast w bramkę, trafił  w Maćka.
- Nie, to właśnie do Maćka on chciał podać.
- Bzdura, odkąd zaczęliśmy trening był wściekły i grał za ostro. A na Maćka po prosu się rzucił. - pingwinek gwałtownie wciągnął powietrze. Przecież wcale tak nie było. Owszem, był wściekły, ale zawsze i dzisiaj tez uważał na kolegów. To był tylko nieszczęśliwy wypadek, ale zdaniem większości, która byłą przesłuchiwana w pokoju, zrobił to specjalnie.
- Dobrze, dziękuję wam, że powiedzieliście prawdę. - powiedziała trenerka. Skipper odskoczył od drzwi w momencie kiedy się otworzyły. - Skipper... - kobieta spojrzała na niego. - Muszę zadzwonić po twoją opiekunkę.
Weszłam do sali, składając parasol i spojrzałam na Skippera, siedzącego na ławce.
- Coś się stało? - spytałam łagodnie. Pingwinek nie zdążył odpowiedzieć, bo trenerka poprosiła mnie do pokoju. Pingwinek powiódł za mną wzrokiem.
- Przepraszam... - odezwałam się. - Chciałabym, żeby Skipper też był przy tej rozmowie. - trenerka spojrzała z wahaniem na pingwinka.
- Proszę. - uległa w końcu. Skipper pobiegł za mną i usiadł na krześle. - Moim zdaniem Skipper ma problemy z agresją. - zaczęła, siadając za biurkiem. Pingwinek otworzył dziób, a ja spojrzałam na niego. - Podczas dzisiejszego treningu rzucił się na kolegę z drużyny.
- To nieprawda! - Skipper poderwał się z krzesła. - Pani tego nie widziała, pani nie wie jak było!
- Uspokój się. - szepnęłam, kładąc dłoń na ramieniu pingwinka.
- Widzi pani? To chyba wystarczający dowód. Koledzy Maćka powiedzieli mi jak wyglądała sytuacja, zresztą widać, że chłopak ma rozcięta potylicę.
- A może to Maciek powie mi jak było? - zaproponowałam.
- Ja... - zaczął chłopak. - Było dokładnie tak jak to opisała pani trenerka. - powiedział. Skipper potrząsnął głową przecząco.
- Mamo, nie wierz im, to jest wierutne kłamstwo! - zaszlochał, szarpiąc mnie za rękaw.
- Uważam, że powinna go pani zabrać do psychologa. - pingwinek umilkł. Teraz jeszcze chcieli go wrobić w psychologa? O nie! - To wszystko co mam do powiedzenia. Mam też nadzieję, że wyciągnie pani konsekwencje.
- Oczywiście. - odpowiedziałam bezbarwnym głosem. - Idziemy Skipper.
Pingwinek szedł obok mnie chodnikiem, zerkając na mnie co chwilę. Patrzyłam przed siebie w ręce mocno ściskając rączkę parasolki.
- Wierzysz im? - spytał w końcu Skipper. - Wierzysz, prawda?
- Nie wiem kochanie. - odpowiedziałam.
- Dziwne, że mnie jakoś nikt nie spytał o moją wersję wydarzeń. To nie była moja wina! To był wypadek. Nieszczęśliwy wypadek, ja nie chciałem. - pingwinek rozpłakał się, stając w miejscu. Przykucnęłam przy nim. - Dlaczego mi nikt nie wierzy? - zaszlochał.
- Ja ci wierzę. - powiedziałam, przytulając go do siebie. - Zawsze będę brała twoją stronę, nieważne co się będzie działo. Tylko, że wiesz... Tu powtarza się historia z Richardsonem. Chciałam jak najszybciej skończyć tę rozmowę. - Skipper wtulił się we mnie mocno, pociągając nosem, a potem podniósł wzrok, patrząc mi w oczy. - Chcesz coś słodkiego? - pingwinek pokiwał głową. - To chodź, pójdziemy po tort do cukierni. A ty doprowadź się do porządku, bo chłopcy będą się martwić, ok?
- Mhm. - Skipper wziął ode mnie chusteczkę i wydmuchał nos. - Tylko, że to już druga drużyna z której odchodzę.
- A musisz być w jakiejkolwiek? Przecież macie swoją własną, niepowtarzalną drużynę. Kto wygrywa wszystkie zawody hokejowe? - pingwinek roześmiał się. - Chodź. - wzięłam go za skrzydło. - A o psychologu szanowna pani trener może zapomnieć.
  • awatar Hanti: Nie obraź się, ale jak to przeczytałam to zachciało mi się śmiać z tego głupiego Maćka. Szkoda, że nie dostał mocniej :D.
  • awatar workingyesyes: tak się zaczytałam,że nawet nie zauważyłam kiedy się skończyło :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›