Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski i Skipper spali na materacu przywódcy, mocno ściskając się za skrzydła. Wzięłam Kowalskiego na ręce i przeniosłam na jego legowisko. Pingwinek westchnął przez sen, kiedy otulałam go kołdrą.
- Okropnie się dzisiaj zachowałem, prawda? - spytał pan Frankowski przy zmywaniu naczyń.
- Wiesz... Może odrobinkę. - przyznałam.
- Nie chciałem. - odpowiedział nauczyciel. - Naprawdę.
- Powiedz to Kowalskiemu. - odparłam wycierając ręce.
Kowalski kulił się pod kołdrą, pochlipując cichutko. Skrzydło zaciskał na kocyku, który przytulił mocno do siebie.
- Kowalski... - odezwał się pan Janusz. - Chodź do mnie. - pingwinek pokręcił przecząco głową. - No chodź. - Kowalski wbrew sobie zerwał się z materaca i chwilę potem przytulił się do ulubionego wujka. Zaszlochał cichutko.
- Dlaczego pan mnie zostawił? - spytał przez łzy.
- Nie zostawiłem. - odparł nauczyciel. - Nie chciałem. Nie płacz Kowalski. Już cię nie zostawię, obiecuję.
- Czy to prawda, że będziecie mieć z ciocią dziecko? - spytał pingwinek, usiłując się uspokoić.
- Tak. - odpowiedział pan Frankowski. - Będziesz miał małą kuzynkę, albo kuzyna. Cieszysz się?
- Będziesz kochał to dziecko bardziej niż mnie, prawda?
- Własne dzieci zawsze kocha się najbardziej na świecie. Ale ty będziesz i tak zawsze drugi w kolejce.
- Obiecujesz? - Kowalski spojrzał panu Januszowi w oczy.
- Tak. - odpowiedział nauczyciel, przytulając pingwinka mocno.
- Już raz obiecywałeś. - przypomniał Kowalski. - Że nic się nie zmieni, że będzie tak samo. To pan się zmienił. I to bardzo. Nie chcę mieć kuzyna, tylko tamtego pana Frankowskiego. Tego z którym grałem w szachy i jeździłem do Instytutu. Tego, który nigdy nie podniósłby na mnie głosu. - pingwinek na nowo się rozpłakał.
- Ćśś... Obudzisz ciocię. - pan Frankowski wstał z materaca i pociągnął Kowalskiego za sobą do kuchni, gdzie osadził go przy stole, a sam zajął się przygotowywaniem ciepłego mleka z miodem. Nauczyciel postawił kubek na stole, a w skrzydło pingwinka wsunął jeżynowe ciastko. Kowalski przytulił się do pana Frankowskiego i wytarł sobie łzy.
- Kiedy się urodzi? - spytał.
- Pod koniec sierpnia. - odpowiedział pan Janusz. - Jeszcze dużo czasu, nie martw się. Zdążysz się przyzwyczaić.
- Ja chciałbym mieć pana tylko dla siebie. - powiedział pingwinek. Upił łyk mleka i nadgryzł ciastko. - Jest pan dla mnie naprawdę ważny. Już teraz nie ma pan dla mnie czasu, a co będzie kiedy urodzi się dziecko? Już nigdy nie będzie tak jak dawniej. - nauczyciel uśmiechnął się.
- Ale może być. - powiedział. - wypij mleko i pójdziemy spać. A jak wrócimy do Warszawy, to zrobimy coś fajnego tylko we dwoje. - pan Frankowski wziął Kowalskiego na kolana. - Przepraszam, ze cię skrzyczałem za tę szklankę.
- To nic. - odpowiedział pingwinek. - Po prostu... Czasem chciałbym się cofnąć. Do czasów przed ślubem. Może wtedy inaczej by się to potoczyło. - Kowalski ziewnął szeroko. Nauczyciel wziął go na ręce i zabrał do pokoju, po drodze wstawiając do zlewu kubek po mleku. Kowalski, zmęczony płaczem, usnął ledwie przyłożywszy policzek do poduszki. Pan Frankowski położył się obok niego.

Skipper siedział obok mnie przy stole, z apetytem zjadając kanapkę z pasztetem i ogórkiem. Szeregowy pochłaniał konfiturę śliwkową, nawet nie zadając sobie trudu smarowaniem nią chleba, Rico kończył trzeciego tosta. Pan Frankowski właśnie nalewał herbaty do kubka Kowalskiego.
- Czyli wspólne wyjście na Krupówki nie wypali? - spytała Agata.
- Niestety nie. - odpowiedziałam. - Muszę być jutro w szkole.
- Szkoda. Ale widzimy się na Skypie. - dodała Agata. - I masz pisać. I z tego wszystkiego zapomniałam, że coś dla ciebie mam. - Agata zerwała się z krzesła i pobiegła do salonu skąd wróciła z czarnym pudełkiem w ręce. - Zaległe prezenty. - wytłumaczyła, otwierając pudełko. W środku leżała zielona rzemykowi bransoletka ozdobiona drewnianymi koralikami i złotym piórkiem. Zapięłam ją sobie na nadgarstku.
- Jest śliczna, dziękuję. - powiedziałam, przytulając się do kuzynki.
- A to dla pingwinów. - Agata położyła na stole cztery lizaki. - I nie tylko to, bo wypatrzyłam jeszcze parę drobiazgów. - Szeregowy dostał małego, pluszowego jednorożca, Rico długopis w kształcie laski dynamitu, Skipper bransoletkę ze znakiem zodiaku, a Kowalski małe liczydełko i całusa w policzek. Pingwinek spłonął rumieńcem.
- No dobrze załogo... - odezwał się pan Janusz. - Musimy jechać, więc kończyć pożegnania.
  • awatar Hanti: Mam nadzieje że Kowalski polubi małego :D
  • awatar Jestem Luna: Fajny rozdział :D
  • awatar (NIE)Przyjaciółki: Widzę, że Kowalski jest zazdrosny :) Bardzo fajny rozdział. Moja (NIE)Przyjaciółka jest trochę zła, że nie może tego przeczytać, bo chce koniecznie zapoznać się z innymi rozdziałami. Jeszcze raz gratuluję takiej świetnej historii :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›