Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Wreszcie koniec tego ciągłego stresu, sprawdzania czy na pewno wzięło się długopis, a jeśli się wzięło to czy na pewno czarny. Wreszcie koniec martwienia się, czy na pewno umie się wystarczająco. Można odpocząć i oddać się innym rzeczom, na które wcześniej nie miało się czasu. Na przykład czytaniu zaległych książek. W poniedziałek pisaliśmy historię i WOS. Do domu wracałem w okropnym humorze i z grobową miną. W Polsce mieszkam dopiero trzy lata, więc z tutejszą historią jestem na bakier. Do tej pory uczyłem się historii Stanów Zjednoczonych. Z WOS-em poszło mi odrobinkę lepiej, bo Polska władza jest bardzo podobna do tej Amerykańskiej. Z językiem polskim też sobie poradziłem. Umiem złożyć słowa w zadowalającą całość to i charakterystykę napisałem. Nie było to aż takie trudne. Drugiego dnia pisaliśmy przedmioty przyrodnicze i matematykę, a to mam przecież "w małym paluszku". Mimo to zaczęły się problemy i to zaraz na przyrodniczych. Musiałem wyjść do toalety. W akcie głupoty nie załatwiłem tego przed testem. Dlaczego ja jestem takim idiotę? Trzeba było słuchać Kasi. Wziąłem głęboki wdech, tłumacząc sobie, że wytrzymam, ale kwadrans później już nie byłem tego taki pewien. Podrygiwałem nerwowo na krześle, w ogóle nie mogłem skupić się na pisanym teście. Skrzydło powędrowało w stronę podbrzusza, naprawdę musiałem do łazienki. Spojrzałem nieśmiało na komisję, a ponieważ siedział w niej pan Janusz, podniosłem skrzydło. Pan Frankowski wstał z miejsca, podszedł do mnie i uśmiechnął się. "Skończyłeś?" zagadnął. Pokręciłem głową. "Ja muszę wyjść." odezwałem się. "Mi się strasznie chce do toalety, ja nie napiszę egzaminu z pełnym pęcherzem." wypaliłem. "Chodź." pan Janusz, wzięła mnie za skrzydło i odprowadził do ubikacji. W sumie to jemu chyba nie wolno tego robić, ale co tam. Nikomu przecież nie powiem. Powiem szczerze, że ogromnie mi ulżyło i zadania nie wydawały się już takie trudne. Matematyka była jeszcze łatwiejsza. Wczoraj był angielski, ale dla mnie to przecież pestka. Nawet Szef by napisał test z angielskiego. Nic nie sugeruję, broń Boże (jak on przeczyta to zdanie, to mogę się żegnać z życiem).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Niedawno wróciłam z kina. Nie ma to jak pójść i obejrzeć sobie uroczego króliczka, podjadając do tego popcorn. Uśmiałam się do łez i jak nigdy nie przeszkadzało mi towarzystwo dzieci, których wcale tak dużo nie było.

Zwierzogród to metropolia, w której wszystkie zwierzęta żyją ze sobą w zgodzie i harmonii (dokładnie rzecz ujmując, wszystkie ssaki, bo gadających ptaków czy płazów tu nie ma). Lwy nie zjadają antylop, słonie przechodzą spokojnie obok myszy, a lisy nie krzywdzą królików. Choć akurat to ostatnie jest dyskusyjne. Do tego wspaniałego miejsca, mającego na swym terenie wszystkie strefy klimatyczne Ziemi, przybywa świeżo upieczona policjantka Judy Hops, która jest pierwszym w historii króliczym stróżem prawa. Z początku nikt nie traktuje jej poważnie, gdyż przy kolegach nosorożcach, bawołach i słoniach, prezentuje się wyjątkowo licho i niepozornie. Dość wspomnieć, że do jej pierwszych zadań należy wypisywanie mandatów i pilnowanie parkometrów. Na szczęście, Judy ma w swej małej króliczej główce doskonale działający mózg. Jej przenikliwy umysł, spryt i zmysł do tropienia przestępstw wkrótce naprowadzają ją na ślad wielkiej afery. Judy ma dwie doby na wytropienie sprawcy tajemniczych porwań mieszkańców Zwierzogrodu. W śledztwie, z racji tego, że nikt z policjantów nie chciał pomóc, dzielnie partneruje króliczycy szczwany lisek Nick Bajer, śliski typ, wielki krętacz, złotousty rzezimieszek, z tych co to by własną sprzedał i lód Eskimosom opchnął. Dawniej wrogowie, teraz lis i królik łapa w łapę prowadzą pasjonujące śledztwo, które ma wyjaśnić nie tylko to, dlaczego zwierzęta znikają, ale też to, kto zmienia ucywilizowane drapieżniki w krwiożercze bestie.
Judy-Hopps-in-Zootopia.jpg

O tym, że każdy człowiek ma w sobie coś ze zwierzęcia, wiadomo od zawsze, podobnie jak to, że zwierzę można upodobnić do homo sapiens na tysiąc różnych sposobów (czym od dekad zajmują się wytwórnie filmowe i projektanci stylowych wdzianek dla psów, a ostatnio także użytkownicy Instagrama i Facebooka). Jednak twórcy Zwierzogrodu wynieśli tę umiejętność na zupełnie nowy poziom. Najbardziej rzuca się w oczy trafność tych wszystkich obserwacji. Nie mogłam się napatrzeć na leniwce pracujące w urzędzie, będące wierną kopią pań pracujących na polskich pocztach (przynajmniej ja zawsze na takie muchy w smole trafiam; ostatnio były tak wolne, że ludzie w kolejkach zasypiali po godzinach czekania). Fantastyczny był także nieufny i strachliwy tata królik, chwalący piękno przeciętności (wielu widzów z pewnością dostrzegło podobieństwo do własnych rodzicieli). No i oczywiście ojciec chrzestny ryjóweczka! Ten facet może i ma małe ciałko, ale i wielką osobowość. Moim osobistym faworytem jest jednak wspólnik Nicka, mały lisek z wielkimi uszami, który jednocześnie jest uroczy i lekko upiorny. Jestem pewna, że każdy kto już widział ten film, też ma wśród postaci ulubionego bohatera.
zootopia-nick-wilde.jpg

Dialogi są tu świetne, futrzaki śmieszne i zdumiewająco żywe dzięki nowoczesnej animacji, ale jest też coś, co mi się zdecydowanie nie podobało. Chodzi o namolne przesłanie, że ,,Każdy może być kim chce” i inne bzdury zachęcające do spełniania marzeń. Za dużo tego! A już wmawianie liskowi, że może być słoniem to zbytnia poprawność jak na mój gust. Nie podoba mi się także sytuacja, w której niby oglądam lekką kreskówkę, a jednak czuję, że to wciąż ten sam subiektywny komentarz do bieżących wydarzeń co w telewizyjnych wiadomościach. Jeszcze zniosę emancypującą się kobiecość w postaci Judy Hops, która nie dość, że musi pracować z wielkimi drapieżnikami-policjantami, to jeszcze z samymi mężczyznami. Ale znoszenie granic i inności, podkreślanie obowiązku miłości innego bliźniego, który wcale nie jest groźny bo wyzbył się drapieżnych instynktów, to już tak jawna propaganda polityki emigracyjnej, że aż momentami Zwierzogród staje się jej parodią. Nie zepsuło mi to oczywiście zabawy, ale lepiej byłoby bez takich podtekstów.
zootopia09.jpg

Właściwie z Judy to mogłabym się utożsamiać. Te same marzenia, te same plany, ta sama wizja naprawiania świata. Jesteśmy dokładnie takie same. Spoiler - rozwalił mnie teatrzyk zaraz na początku w wykonaniu małych zwierzątek.
  • awatar frytki z majonezem.: O rany! To takie cudowności teraz grają? Nawet nie wiedziałam, muszę się wybrać!
  • awatar Hanti: Ja będę musiała poczekać aż będzie dostępny w internecie :(.
  • awatar TheKovalskyCrown: Byłam ze znajomymi, świetnie się bawiliśmy, chociaż ,,To już nie ta kategoria'' :) Taka uwaga - na przyszłość lepiej podawaj źródło recenzji. To pozwoli ci uniknąć nieprzyjemności :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›