Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski przewracał się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Chciał żeby ktoś go przytulił, ale nikt nie miał dla niego czasu, nawet powiedzieć "Dobranoc". Pan Frankowski cały dzień spędził nad papierami, nawet ciocia Jola w końcu zamknęła się z dorosłymi w pokoju. Agata co prawda chwilę z nim porozmawiała, ale potem wzięła się za robienie obiadu. Kowalski mocniej ścisnął kocyk, wsunął się głębiej pod kołdrę i zamknął oczy. Udało mu się zasnąć.
Skipper rzucał się pod kołdrą, a w końcu przebudził się z płaczem. Momentalnie poderwał się z materaca i szarpnął mnie za rękaw. Podniosłam się na ramieniu.
- Co się stało, Skipper? - spytałam, kiedy pingwinek wcisnął dziób w moją piżamę i rozszlochał się jeszcze bardziej.
- Skarbie, powiedz. Śniło ci się coś? - z jego reakcji wnioskowałam, że tak, więc przytuliłam go mocno i kołysałam delikatnie, szepcząc kojące słówka. Przysunęłam do siebie materac Skippera i przejechałam wierzchem dłoni po prześcieradle. Było mokre. Położyłam się i do takiej samej pozycji popchnęłam Skippera. Pingwinek zaszlochał nerwowo.
- Cichutko. Ćśś... - szepnęłam, gładząc go kojąco po plecach. - Ćśś... Jestem tutaj. - przytuliłam go do siebie i czekałam aż uspokoi się do końca. Po dłuższej chwili na nowo usnął, a mnie dosłownie krajało się serce, kiedy patrzyłam na spłakanego Skippera i ślady łez na policzkach. Cichutko podniosłam się z materaca i poszłam do pokoju wujostwa.
- Ciociu Krysiu... - szepnęłam, stając obok łóżka. - Ciociu, gdzie trzymasz prześcieradła? Skipper miał wypadek...
- W szafie na górze. - odpowiedziała ciocia Krysia, przewracając się na drugi bok. - Salon. - pocałowałam ciocię w czubek głowy i pobiegłam z powrotem. Chwilę potem wyjmowałam z szafki czyste prześcieradło i zakładałam je na materac. Mokrą pościel zaniosłam do pralki.
- Mamo... - odezwał się Skipper. - kiedy na nowo wsuwałam się pod kołdrę. Przytuliłam pingwinka do siebie.
- Cichutko, jestem tu. - szepnęłam. Skipper zacisnął skrzydło na moim rękawie i wtulił się we mnie. Wyczuwał delikatną nutkę płynu do płukania i kokosowego szamponu. Delikatnie gładziłam pingwinka po plecach, dopóki nie usnął. Wtedy sama też mogłam pójść spać.
Skipper przebudził się, kiedy wszyscy jeszcze spali. Ja opierałam się na ramieniu i czytałam książkę.Pingwinek przewrócił się na bok.
- Powiedz mi... - odezwał się. - Znowu... - Skipper przerwał ze wstydem. - No wiesz... - podniosłam wzrok znad książki i z wahaniem pokiwałam głową. Pingwinek natychmiast odwrócił wzrok. Cały wsunął się pod kołdrę. Do oczu napłynęły mu łzy, a Skipper drgnął. Wtulił się w poduszkę. Po policzku popłynęła mu mokra stróżka.
- Nie płacz, hej. - szepnęłam. - Już się przecież spłakałeś, w nocy. Nikomu nie powiem, Skipper. - powiedziałam, mocno go przytulając. Skipper odwzajemnił uścisk, pociągając nosem.
- Obiecujesz? - spytał drżącym głosem. Puściłam go i wtarłam mu łzy.
- Obiecuję. - odpowiedziałam. - Chodź, zrobię ci herbaty.
Skipper siedział obok mnie przy stole, biedząc się nad grzanką z kozim serem. Upił łyk herbaty, ale grzanki nie tknął.
- Skipper, zjedz. - poprosiłam. - Będziesz głodny. - pingwinek z niechęcią odgryzł kawałek grzanki. Do dzioba napłynęła mu ślina. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest tak strasznie głodny.
- Możemy zamienić słówko? - spytała ciocia Krysia, stając obok mnie. Kiwnęłam głową, wstałam i poszłam za kobietą do korytarza. Ciocia Krysia złożyła ręce na piersi.
- Czy Skipper moczy się w nocy? - spytała prosto z mostu.
- Czasami... - przyznałam. - Ale nie często. - dodałam zaraz.
- Wiesz, że w jego wieku to nie jest normalne. - powiedziała ciocia.
- Wiem. - odpowiedziałam. - Ale jest też uzasadnione. Skipper był na wojnie, nikt poza nim nie wie co widział, ani co czuł. Jego przyjaciele zostali wymordowani. Jego do tej pory męczą wspomnienia z tamtego okresu, ma koszmary w nocy. A kiedy czymś się dodatkowo zdenerwuje... tak, wtedy się moczy... albo wymiotuje...
- Więc syndrom stresu pourazowego. Byliście z tym u psychologa?
- Nie. Nie chcę go dodatkowo stresować i straszyć. Radzę sobie, naprawdę. - ciocia Krysia pogładziła mnie po policzku.
- To by mu mogło naprawdę pomóc. - powiedziała.
- Zastanowimy się. - odparłam z westchnieniem. - Naprawdę, pomyślę. - ciocia przytuliła mnie mocno do siebie.
- Dzielna z ciebie dziewczyna. - powiedziała.