Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Szefie! - krzyknął Johnson, wpadając do obozu. - Wczoraj do stolicy wkroczyli Sowieci! Musimy wysłać ludzi do pomocy na Wolę. - Skipper podniósł się ze swojego miejsca przed drzwiami. Grubą książkę, którą przeglądał, włożył pod pachę.
- Po kolei. - powiedział spokojnie. - I w środku.
- Więc tak... - zaczął Skipper, pochylając się nad mapą. - Na Wolę wyślemy oddział Majewskiej. Powinni sobie dać radę. My idziemy do śródmieścia. - nikt nie zauważył, że do pokoju cichutko wszedł Kowalski, opierając się na ścianie. Potem stanął obok dowódcy i pociągnął go za rękaw kurtki. - Rico, postarajcie się naprawić ten nieszczęsny czołg, dobrze? wiem, że potrafilibyście. - kontynuował Skipper. Kowalski coraz bardziej gorączkowo szarpał go za rękaw. - Johnson, uzupełnijcie zapasy amunicji, a Manfredi... Właściwie to gdzie jest Manfredi? Co się dzieje Kowalski? - Skipper wreszcie zwrócił uwagę na podwładnego. Porucznik jeszcze raz szarpnął dowódcę za rękaw.
- Oni tu przyjdą. - wykrztusił wreszcie Kowalski. - Przyjdą po mnie. Wiedzą, że tu jestem i co zrobiłem. Znają dwa składniki Niewidzialnego Żniwiarza i przyjdą po resztę.
- Wygadałeś się?! - Skipper podniósł głos. Kowalski pokręcił głową.
- Nie... Ja... Ja nie chciałem.... - wyszeptał.
- Skipper, nie możesz go winić. - powiedziała Abigail. - Widziałeś do czego Niemcy są zdolni. Widziałeś co mu zrobili. Nie dziwię się wcale, że im powiedział. - porucznik wtulił się w kurtkę dowódcy cały dygocząc. Nie chciał tam wracać. Wiedział, że tym razem zakatują go na śmierć.
- Kowalski, uspokójcie się. - nakazał Skipper. - Kto im dowodzi?
- Berliński Diabeł. - odezwał się Manfredi, wchodząc do pokoju. - Pułkownik Hopkins. - powiedział, a widząc zdziwione spojrzenia, odpowiedział na niezadane pytanie. - Stoi na zewnątrz, razem z grupą zbrojnych. To on aktywował broń z ubiegłej epoki i z jej pomocą zrównał z ziemią trzy miasta w ciągu jednej nocy, prawda? - Kowalski zakwilił niespokojnie.
- Nie bój się. On nie wie, że tu jesteś. - powiedział Skipper.
- W każdym razie nie sądzę byśmy mieli czas na zastanawianie się. - kontynuował Manfredi. - Jeśli nie podejmiemy teraz szybkiej decyzji, wpadniemy w jeszcze większe kłopoty. Musimy się zdecydować czy chcemy go wydać.
- Nie wydam nikogo na pastwę Niemcom. - powiedział Skipper. - A już Kowalskiego zwłaszcza. To tylko i wyłącznie moja decyzja i poniosę za nią pełną odpowiedzialność. Czy to jasne?
Skipper zabarykadował się z Kowalskim w piwnicy, pozostawiając reszcie swobodę działania. Porucznik wcisnął się w kąt pomieszczenia, ciągle dygocząc na całym ciele. Skipper objął go skrzydłem.
- Pertraktacje są daremne. - zaczął Kowalski. - Pułkownik śmiał się. Kiedy zobaczył, ilu ludzi zabił ożywiony przeze mnie Żniwiarz, nie mógł przestać się śmiać. Będzie zabijał tak długo, aż nikt nie pozostanie przy życiu. A ja mu pomogłem. To moja wina. Przepraszam. Tak strasznie przepraszam. - Skipper przytulił do siebie podwładnego, ale podniósł głowę słysząc od drzwi piwnicy podejrzany dźwięk. W progu stał Manfredi z karabinem w skrzydle.
- Myślałeś, że go nie rozpoznam? - rzucił.
- Zamknij się! - wrzasnął Skipper. - Kowalski został wykorzystany!
- Czy Kowalski naprawdę ma coś wspólnego z Niewidzialnym żniwiarzem? Oczywiście. Naukowiec mianowany jednym z największych geniuszy w historii. Jednocześnie osoba, która wznowiła produkcję Niewidzialnego Żniwiarza, broni biologicznej z ubiegłej epoki. Pójdziesz ze mną. - Skipper zaprotestował gwałtownie. Manfredi strzelił.
- Szefie! - wrzasnął Kowalski. Skipper klęczał na podłodze, trzymając się za lewy bok. Pomiędzy skrzydłami ciekła mu krew.
- Weź mnie. Kowalskiego oszczędź, wiem, że to o mnie ci chodzi. - Manfredi ruchem głowy kazał mu wstać. Skipper podniósł skrzydła, a tamten pchnął go do wyjścia.
- Kowalski... - odezwał się Skipper. - Wystarczająco już wycierpiałeś. Ja ci wybaczam. - powiedział. Potem Manfredi wypchnął go na zewnątrz. Johnson, Rico i reszta oddziału unieśli karabiny.
- Każ im opuścić broń. - nakazał Manfredi, przyciskając do skroni Skippera metal pistoletu, zatkniętego do tej pory za pasek.
- Róbcie co karze. - powiedział dowódca, posyłając podwładnym uspokajające spojrzenie. Potem dobrowolnie oddał się w ręce Berlińskiego Diabła.