Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 kwietnia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Ze snu wyrwało Kowalskiego uderzenie w drzwi. Powtórzyło się to jeszcze raz. Drzwi ustąpiły i uderzyły w ścianę z głośnym hukiem. Kowalski wcisnął się w kąt nie zwracając uwagi na piekący ból, który znowu ogarnął jego ciało.
- Wstawaj! - warknął Niemiec. Pingwinek powoli podniósł się z ziemi, a wróg szarpnął go za kurtkę i powlókł za sobą na dziedziniec. Pod ścianą stał rząd ludzi z zawiązanymi oczami. Niemieccy żołnierze unieśli broń.
- Feuer! - wrzasnął dowódca, potem rozległ się strzał. Kowalski odwrócił wzrok, kiedy więźniowie padali na dziedziniec. Jego też to za chwilę czekało. W toku było sprzątanie dziedzińca, ale "jego" Niemiec, ten, który go pilnował, gdzieś zniknął. Przed Kowalskim stanął inny, całkowicie go zasłaniając. Kowalski wpatrywał się w jego buty, nie wiedząc co się dzieje. Niemiec odwrócił się do niego.
- Fleihen. - szepnął. Porucznik wpatrywał się w niego, nie rozumiejąc. - Fleihen. - powtórzył głośniej Niemiec, popychając Kowalskiego w tył. Porucznik zrobił kilka kroków. Rozumiał. Już rozumiał. Uważając, żeby nie wpaść wrogom w ręce, wymknął się z obozu Niemieckiego i ruszył przez Warszawę w stronę własnego obozu. Biegł przed siebie chociaż poranione łapki odmawiały mu posłuszeństwa. Co chwilę padał na czworaka, gwałtownie łapiąc oddech. Ból odbierał mu zdolność myślenia, ale pomimo ogarniającego całe ciało odrętwienia i gorączki ciągle biegł w przód. Znowu się wywrócił, lądując w gruzie i odłamkach cegieł i gipsu. Ale tym razem nie dawał rady wstać. Kowalski podparł się skrzydłami. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Porucznik jęknął. Co będzie jeśli nie da rady się już podnieść? Znajdą go i zabiją. Zrobią z nim to, co zrobili z innymi! Zakatują na śmierć! Kowalski podniósł się ostatkiem sił i powlókł dalej. Do obozu doszedł pod wieczór i kiedy tylko wszedł za próg padł na ziemię bez przytomności. Skipper podniósł głowę znad mapy, słysząc podejrzany huk. Popatrzył po podwładnych, a potem wszyscy ruszyli do przedsionka.
- Kowalski... - odezwała się Abigail i zaraz kucnęła przy poruczniku. Skipper uniósł rąbek kurtki podwładnego i aż jęknął, widząc jego plecy.
- Oddycha. - zaraportowała Abigail, przykładając policzek do piersi Kowalskiego i nasłuchując rytmu serca. - Puls nierówny i słaby. Weźcie go do mojego namiotu. - Johnson spojrzał znacząco na Rico i oboje delikatnie podnieśli bezwładne ciało przyjaciela. - Potrzebne mi bandaże. - kontynuowała sanitariuszka. - Dużo bandaży.

Kowalski leżał na prowizorycznym posłaniu z kocy, majacząc w gorączce. Plecy paliły go żywcem, chociaż Abigail oczyściła rany i nasmarowała kojącą maścią. Sanitariuszka położyła mu na głowie chłodny kompres i zerknęła na plecy porucznika.
- Co z nim? - spytał Skipper, wchodząc do namiotu, który namiotem był tylko z nazwy. Ot, zwykłe pomieszczenie.
- Cały czas gorączkuje, ja już nie wiem co robić. - westchnęła Abigail. - Najgorsze są te rany. Dziwię się, że w ogóle dał radę dowlec się aż tutaj. Co oni mu zrobili... - sanitariuszka pokręciła głową. Kowalski poruszył się niespokojnie.
- Wo... dy... - wyszeptał błagalnie. Abigail rzuciła się w stronę dzbanka z wodą i nalała odrobinę do metalowego kubka. Skipper pomógł porucznikowi podnieść się do pozycji półleżącej.
- Powoli. - powiedział, widząc jak łapczywie Kowalski pije. - Kowalski... - odezwał się, kiedy porucznik oddał kubek Abigail. - Wiecie jak się nazywam? - spytał, pochylając się nad podwładnym.
- Skipper... - odpowiedział Kowalski, patrząc na dowódcę.
- Jaki stopień? - zadał następne pytanie Skipper. - Wiesz?
- Ka-kapitan. - powiedział pewnie porucznik. Dowódca skinął głową.
- Wiesz gdzie jesteś? - Kowalski pokręcił przecząco głową. - Jesteś w obozie Armii Krajowej Rzeczpospolitej Polski. Nic się już nie bój.
Pod wieczór gorączka odrobinę spadła, ale porucznik nie był w stanie nic zjeść. Wymiotował. I to dość gwałtownie. Wreszcie przestali go męczyć i zostawili w spokoju.
- Sze... fie... - zawołał porucznik. - Szefie. - powtórzył głośniej.
- Kowalski? - odezwał się Skipper, wchodząc do pomieszczenia.
- Ja muszę... za potrzebą... - wyszeptał Kowalski. Skipper pomógł porucznikowi wstać. Kowalski zakwilił, stając na poranionych łapkach, ale zrobił pierwszy krok. Dowódca przytrzymał go, kiedy porucznik stracił równowagę.
- Powolutku. - powiedział, widząc, że chodzenie sprawia mu trudność.
- Skipper, co wy wyprawiacie? - spytała Abigail, kiedy dowódca prowadził Kowalskiego przez przedsionek. - Nie powinien w ogóle wstawać. - Skipper odwrócił głowę.
- Lepiej żeby się przeszedł, niż żeby zmoczył łóżko. - odpowiedział dowódca, posyłając sanitariuszce znaczące spojrzenie.
- Dobra, idźcie. - Abigail machnęła skrzydłem.
  • awatar Hanti: Dobrze że trafił mu sie Niemiec z sercem. Napewno się wyliże z tych ran.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›