Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 marca 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Włożyłam do kosza piknikowego pudełko z wędzoną rybką i sprawdziłam resztę zapasów. Risotto z warzywami, bo nad jeziorem planowaliśmy spędzić cały dzień, ciasto tiramisu, bo przecież odrobina słodyczy nam się należy, sałatka z serem feta, na wypadek gdyby naszła nas ochota na przekąskę i dużo soku porzeczkowego.
- Chłopcy, idziemy! - zawołałam, zakładając kapelusz. Skipper omiótł uważnym wzrokiem moją ulubioną sukienkę i nabyte niedawno pasujące do niej nakrycie głowy.
- Ślicznie dzisiaj wyglądasz. - powiedział, rumieniąc się.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się w odpowiedzi. - Gotowi jesteście?
- Ja tak. - powiedział Kowalski, schodząc na dół z książką w skrzydle.
- My też! - wybełkotał Rico, przynosząc ze sobą piłkę do siatkówki.
Nad jezioro nie mieliśmy jakoś bardzo daleko, ale pingwiny zamiast spokojnie iść, biegały dookoła, skakały, a o zamknięciu dziobów choć na chwilę nie mogłam marzyć i w efekcie pokonały dwa razy dłuższą drogę, a kiedy wreszcie dotarliśmy nad jezioro zgodnie padły na trawę. Rozłożyłam koc nad wodą.
- Jestem głodny! - zawołał Szeregowy, rzucając się w stronę kosza piknikowego.
- Już? - roześmiałam się. - Mały łakomczuch. - wyjęłam z kosza pudełko pełne kanapek. Nie tylko Szeregowy musiał być głodny, bo wszystkie rzuciły się ochoczo na jedzenie.
- Ej! - krzyknęłam, widząc, że skrzydło Kowalskiego mimowolnie wędruje w stronę ciasta. - To na później. Jeśli zjecie je teraz nie będziecie mieli nic na deser.
- A możemy iść popływać? - spytał Skipper.
- Tak. Na godzinę po jedzeniu. Pograjcie sobie w piłkę. - pingwiny zmarkotniały, ale żaden nie miał ochoty na kłótnie, więc zgodnie pomaszerowały na boisko. Skuliłam się, czując gwałtowniejszy podmuch wiatru i odrobinę za późno spróbowałam złapać kapelusz, który już odlatywał w stronę lasu. Złapałam za skrzydło Skippera, który chciał go gonić.
- Zostaw. - powiedziałam. - Nie warto, zresztą nie wiadomo gdzie on teraz będzie.
Powoli, ale obowiązkowa godzina minęła i pingwiny rzuciły się do wody. Z uśmiechem patrzyłam znad czytanej książki jak zwierzaki najpierw urządzają sobie bitwę morską, a potem zmachane i mokre ładują się na zbudowaną przez dorosłych z naszej okolicy tratwę.
- Chodź do nas! - poprosił Szeregowy. Kowalski już łapał za wiosło, które było od niego o wiele cięższe. powoli weszłam na tratwę i pomogłam Kowalskiemu w wiosłowaniu. Skipper doskonale radził sobie sam. Rico wtulił dziób w moją sukienkę. Rzadko okazywał, że nie jestem mu obojętna, ale jeśli już to robił, zawsze było to pełne miłości. Wiosłowanie szybko się Kowalskiemu znudziło i pingwinek siadł na krawędzi tratwy majtając wesoło łapkami, ale bezczynne siedzenie też nie bardzo mu odpowiadało. Ledwo co zdążył wyschnąć kiedy znowu zsunął się do wody i płynął teraz obok tratwy.
W porze obiadowej zarządziłam powrót na brzeg. Zjedliśmy risotto, a pingwiny znowu wróciły do odbijania piłki siatkowej. Tylko Kowalski został ze mną na kocu, pochylony nad książką fantastyczną.
- Ej! - usłyszałam dziewczęcy głos i podniosłam głowę. Na drugim brzegu jeziora stały Agnieszka i Iris, obie wykrzywione w ironicznym uśmiechu.
- To ty nie siedzisz w domu i nie zakuwasz?! Przecież ty nie robisz nic innego tylko się uczysz! Ewka zaczyna się zastanawiać czy w ogóle śpisz i jesz! A może jesteś jakąś maszyną?! - spuściłam głowę, zaczynając skubać palcami rąbek koca. Obie już sobie poszły, ale atmosfera została popsuta i nie wiedziałam czy będę mogła dalej czerpać przyjemność  wyjścia z pingwinami. Kowalski pogładził mnie skrzydłem po ramieniu. nie wiedział jak inaczej mógłby mnie pocieszyć. Skipper powiedział coś do podwładnych szeptem.
- Kasia... - odezwał się, podchodząc do mnie. - Ja idę za potrzebą. - powiedział. Kiwnęłam głową, a pingwinek odbiegł w kierunku lasu. Nie było go dłuższy czas, ale ja nawet nie zwróciłam na to uwagi, więc nie umiałam ukryć zaskoczenia, kiedy Skipper stanął przede mną, umorusany ziemią i trawą, z moim kapeluszem w skrzydle.
- Znalazłem. - poinformował mnie krótko, dał się przytulić i stanął w płytkiej wodzie na brzegu jeziora, usiłując zmyć z siebie brud. Kowalski położył mi głowę na kolanach. Zaczynał być odrobinkę zmęczony i chętnie by się przespał.
- Kowalski! - zawołał Szeregowy. - Potrzebuję zawodnika, chodź! - naukowiec z ociąganiem wstał z koca i powlókł się na boisko do siatkówki, ale niedługo potem był z powrotem. Kowalski położył mi skrzydło na ramieniu. Na policzki wypłynął mu rumieniec.
- Ja... - odezwał się niepewnie i odwrócił wzrok, kiedy na niego spojrzałam.
- Stało się coś? - spytała, delikatnie odwracając mu główkę, tak, żeby znowu na mnie spojrzał. Kowalski pokręcił głową przecząco. Nic sobie nie zrobił, ale... Chciało mu się do ubikacji i... W oczkach zalśniły mu łzy. Nie potrafił przyznać się wcześniej, trzymał już dobrą godzinę, a kiedy przed chwilą o mało nie popuścił, wpadł w panikę i od razu zszedł z boiska. Miał tylko nadzieję, że nikt niczego nie zauważył.
- Ja muszę... Bo widzisz... Ja już... Chodź ze mną... Chce mi się... - pingwinkowi plątał się język. Miał nadzieję, że wytrzyma do domu i już tam pójdzie do łazienki, ale naprawdę nie mógł już dłużej wytrzymać. Za chwilę naprawdę popuści.
- Nic z tego nie rozumiem Kowalski. - powiedziałam. Pingwinek wziął głęboki wdech.
- Muszę do ubikacji, chodź ze mną. - wypalił. Bez słowa stałam, wzięłam Kowalskiego za skrzydło i poprowadziłam go w stronę lasu. Pingwinek wstydził się okropnie tego, że pójdzie w krzaki, żeby zrobić co trzeba, ale zebrał się na odwagę i chwilę potem przykucnął pod drzewem. Wiedział, że taktownie się odwrócę i nie będę patrzeć.
- Lepiej? - spytał, przyklękając przy Kowalskim kiedy ten pociągnął mnie za sukienkę. Pingwinek z nieśmiałym uśmiechem kiwnął głową. - No to dobrze. Biegnij do chłopaków, bo czekają na ciebie. - Kowalski puścił się biegiem przez polanę. Z uśmiechem złożyłam ręce na piersi  westchnęłam. Oj Kowalski...
- Możemy zjeść deser?! - krzyknął Szeregowy.
- Możemy, już idę! - odkrzyknęłam i też skierowałam się w stronę boiska. Uwielbiałam takie wspólne wyjścia.
  • awatar frytki z majonezem.: Każde wyjście z pingwinami to emocjonujące przeżycie jak widać :p
  • awatar Hanti: Ta Iris i Agnieszka to wredne plotkary.Fajnie że Skipper znalazł kapelusz :)
  • awatar Hanti: Ta Iris i Agnieszka to wredne plotkary.Fajnie że Skipper znalazł kapelusz :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Kanapki. Jestem pod wrażeniem fenomenu tego wynalazku. Są pyszne zarówno w prostej formie, jak i z wieloma, dokładnie dobranymi składnikami. Warunek: składniki muszą być dobrej jakości.
Kanapkę można jeść nie patrząc na nią co chwila, tak jak to ma miejsce, gdy jemy danie z talerza. Bo odruchowo każdy potrafi włożyć ją do ust, bo raz "złożona" nie wymaga co chwilę sprawdzania co w niej jest. Można ją ze sobą wszędzie zabrać, można ją zjeść także prawie w każdym miejscu.
Proponuję Wam kanapki z ostrą rukolą, na której położony jest cienki plasterek wędzonego sera, ugotowane na twardo jajko, wędzona makrela, słodko-pikantny dressing musztardowy i posiekany szczypior. Podstawą kanapki jest chleb ciabatta. Poezja smaku.
kanapka z rybą wędzoną.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›