Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 marca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pan Frankowski włożył torbę do bagażnika.
- Kowalski, trzeba jechać skoro chcemy być na kolację. - powiedział.
- Już idę. - pingwinek powoli odwrócił się od drewnianego domku turystycznego i już bez poganiania wsiadł do samochodu.
- To co? - odezwał się nauczyciel, zajmując miejsce za kierownicą. - Koniec ferii. - stwierdził nie bez żalu i przekręcił kluczyk w stacyjce. Kowalski bez słowa wpatrywał się w okno. Za szybą przesuwały się słupy, i druty. Ta monotonia go usypiała i zanim zdążył się zorientować oczka mu się zamknęły. Pingwinek usnął.
Auto sunęło autostradą, w radiu cichutko grała muzyka. Kowalski przekręcił się odrobinkę na bok, nie otwierając oczu. Pas bezpieczeństwa boleśnie wbijał mu się w brzuszek. Niewygodnie. Pingwinek próbował znaleźć inną pozycję, ale każda była tak samo niewygodna, więc o spaniu nie mogło być mowy. Kowalski usiadł prosto i wyjrzał przez okno. Wciąż jechali autostradą, więc postój też odpadał. Pingwinkowi chciało się do toalety, ale stwierdził, ze póki co, wstrzyma się z komunikowaniem tego panu Frankowskiemu. Żadnego zjazdu na pobocze i tak nie było widać.
Pół godziny później Kowalski stwierdził, ze autostrada nie ma końca. Parę razy już zbierał się w sobie - chciał powiedzieć nauczycielowi, że musi do toalety - ale za każdym razem widział kątem oka, że pan Frankowski skupia się teraz na czym innym. Opadł więc bezradnie na fotel i miał tylko nadzieję, że nauczyciel niczego nie zauważył. Zerknął na pana Frankowskiego bliski paniki. Nie, nie. Nie zauważył. Na pewno. Za bardzo był skupiony na jezdni, ale zaraz... Co będzie jeśli się domyśli? Nie na darmo zdarzało mu się czytać w myślach pingwinka. Kowalski odetchnął, kiedy samochód wreszcie skręcił na drogę główną.
- No to trzy godziny jazdy za nami. - odezwał się nauczyciel. - Zatrzymamy się gdzieś i pójdziemy na jakiś wczesny obiad, bo dalej będą korki.
- I do toalety. - dorzucił Kowalski. Pan Frankowski spojrzał na pingwinka.
- Nic nie mówiłeś, że chcesz do ubikacji. - powiedział.
- No to mówię teraz. - Kowalski uśmiechnął się.
- Wytrzymasz jeszcze? - upewnił się nauczyciel. - Nie wiem gdzie tu będzie najbliższa stacja.
- Wytrzymam. - odpowiedział pingwinek, posyłając wujkowi uspokajający uśmiech. Auto przejeżdżało kolejno przez wioski i większe miasteczka, ale stacji benzynowej jak na złość nie było nigdzie. Kowalski z coraz większym niepokojem wyglądał przez okno. Mijało kolejne pół godziny i pan Frankowski zaczął co chwilę spoglądać na pingwinka. Do oczu Kowalskiego napływały łzy. Potwornie chciało mu się do łazienki i czuł, że długo już nie wytrzyma. Starał się, żeby nie było po nim widać, że rozpaczliwie musi do ubikacji, ale nie mógł już powstrzymać łez. Starał się jeszcze zachowywać w miarę normalnie, przez chwilę próbował nawet rozmawiać z nauczycielem, ale w końcu przepełniony pęcherz wygrał. Pingwinek umilkł i spuścił wzrok, starając się stać niewidocznym dla otoczenia. Skrzydło powędrowało w stronę podbrzusza, a Kowalski rozpłakał się.
- Kowalski... - odezwał się pan Frankowski. - Bardzo ci się chce? - pingwinek gorączkowo kiwnął głową. - Nie płacz, proszę. - pingwinek wiercił się niemiłosiernie, co chwilę pochylał do przodu. Uspokoił się odrobinę, ale wciąż szlochał, po części ze wstydu, a po części dlatego, że naprawdę nie mógł już wytrzymać. Kowalski jęknął. Bolało go w podbrzuszu.
- Kowalski, spokojnie. - spróbował znowu pan Janusz. - Zaraz się gdzieś zatrzymam. Jeszcze chwileczkę. - pingwinek pokręcił głową przecząco. On musiał natychmiast wysiąść. Samochód wreszcie zaparkował pod pierwszą od godziny stacją benzynowa. Kowalski szarpał się z pasem bezpieczeństwa. Trzęsły mu się skrzydła, a przez łzy nic nie widział. Nauczyciel delikatnie wziął go za skrzydło, rozpiął pas i postawił pingwinka na chodniku. Kowalski rozejrzał się nerwowo i pociągnął pana Frankowskiego w stronę toalet, przed którymi ciągnął się długi ogonek. Pingwinek zaszlochał głośniej i uczepił się nogawki nauczyciela. Jeszcze i kolejka... Stojące w kolejce panie spojrzały na niego z niepokojem.
- Może pan wejdzie pierwszy? - zaproponowała jedna z nich, stojąca najbliżej drzwi.
- Nie trzeba, naprawdę. - odpowiedział pan Frankowski.
- Niech pan da spokój, przecież widać, ze biedactwo nie może już wytrzymać. - odpowiedziała inna kobieta. Nauczyciel bez słowa wziął Kowalskiego na ręce i zamknął się z nim w ubikacji. Pingwinek posłał wujkowi spojrzenie pełne wdzięczności, kiedy tamten posadził go na sedesie. Ciągle pochlipując Kowalski spróbował się rozluźnić i chwilę potem odetchnął z ulgą. Wyciągnął skrzydło po papier toaletowy.
- Już? - odezwał się pan Frankowski, słysząc odgłos spuszczanej wody i odwrócił się. - W porządku?
- Tak. - odpowiedział pingwinek, stając na krawędzi umywalki. Nauczyciel poczekał aż Kowalski ochlapie się chłodną wodą. Pingwinek dotknął rozpalonego policzka. Nie mógł przestać się rumienić. Bez słowa protestu dał się z powrotem wziąć na ręce i zanieść do auta. Wstydził się podnieść wzrok.
- Kowalski, na pewno wszystko w porządku? - spytał pan Janusz.
- Przepraszam. - odezwał się niepewnie Kowalski.
- Tym razem to nie twoja wina. - odpowiedział nauczyciel. - No już, uśmiechnij się. Nic się przecież nie stało.
- Nie powiesz Kasi? - pingwinkowi znowu zbierało się na płacz.
- Przecież wiesz, że nie. - pan Frankowski potarmosił pingwinka po piórkach. - Jesteś głodny? Wiem gdzie tu dają dobre naleśniki z serem. - Kowalski rozpromienił się odrobinę.

- Cześć mamo! - zwołał pingwinek, rzucając mi się na ręce.
- Cześć kochanie. - mocno przytuliłam do siebie Kowalskiego. - No jak tam ferie? - spytałam. - Tęskniłeś?
- Trochę. - pingwinek ziewnął. Po długiej podróży był zmęczony i najchętniej by się położył. Po drodze znowu stali w korkach i jazda trwała o wiele dłużej.
- Kowalski wrócił?! - spytał Skipper, zbiegając po schodach. - Cześć. - przywitał się, przytulając podwładnego. - Mieliście być po południu. Czekaliśmy na ciebie do późna, Szeregowy już dawno zasnął, a my z Rico do tej pory tłuczemy w karty. Oj, ty też wyglądasz na zmęczonego.
- Jestem zmęczony. - przyznał Kowalski.
- To chodź, coś ci pokażę i wszyscy pójdziemy spać. - Skipper pociągnął przyjaciela do salonu. Na kanapie, pogrążona w głębokim śnie leżała Lena. Ktoś przykrył ją kocem.
- Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę, ale nie wiedzieliśmy, ze wrócicie tak późno. - Kowalski uśmiechnął się i podszedł do dziewczyny. Poprawił opadający na dziób kosmyk włosów,a  kiedy to robił Lena otworzyła oczy.
- Wróciłem. - odezwał się Kowalski.