Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 marca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pan Frankowski miał rację. Gdy tylko wyszli z lasu, osiągając na wysokości nieco ponad tysiąca trzystu metrów nam poziomem morza, piętro kosodrzewiny, okazało się, że wiatr coraz skutecznie rozwiewa osiadłe w dolinach chmury, a słońce z każdą chwilą zaczyna przyświecać śmielej. Po kilku chwilach zasłony z mgieł rozstąpiły się niemal zupełnie, ukazując oszałamiający widok na skalne ściany Wielkiej Świstówki. Po kolejnych kilku chwilach, wędrując żlebem usypanym skalnymi odłamkami, stanęli przed pionową skalną ścianą, która zupełnie zagradzała dalszą drogę.
- I co teraz? - Kowalski spojrzał w stronę nieprzebytej skały.
- Będziemy się wspinać. - ze spokojem odparł pan Frankowski, kierując się nieco w lewo. - Nie bój się, szlak jest dobrze ubezpieczony. - dopiero teraz pingwinek zauważył stalowy łańcuch o dużych, grubych ogniwach, który spływał pionowo po skale. Nauczyciel chwycił go i pewnie wspiął się na szczyt progu. Kowalski też złapał za łańcuch. Powoli, powolutku zaczął się wspinać. Gdy w końcu stanął obok pana Frankowskiego, cały się trząsł, ale jednocześnie czuł radość.
- Ale suuuper! - wydyszał przejęty pingwinek. - Będziemy się jeszcze dzisiaj wspinać?
- Spodobało ci się? - nauczyciel uśmiechnął się szeroko.
- Mhm. - tylko ten jeden pomruk Kowalski zdołał z siebie wydobyć.
- Dzisiaj będziemy już tylko podziwiać widoki. Chyba że z rozpędu skoczymy od razy na Giewont. Tam jest jeszcze ostrzej niż tutaj. - pingwinek wpatrywał się w pana Frankowskiego.
- Ojej. - wyrwało mu się, a oczami wyobraźni zobaczył kolejną skalną ścianę.
- Nie bój się, to nic w porównaniu z Orlą. Gorzej niż tam już nie będzie. - powiedział nauczyciel.
- To prawda. - odpowiedział Kowalski. Pan Frankowski z uśmiechem potarmosił go po piórkach i ruszyli dalej w górę, stromo nachylonym żlebem, który po około godzinie wspinaczki zaczął się rozszerzać i rozpłaszczać. Pingwinek w głowie miał przez ten czas wciąż skałę i łańcuch, którego kurczowo się trzymał, poza tym trzęsące się skrzydła i zapowiedź kolejnych emocji na Giewoncie. i właściwie dopiero na ostatnim, niemal całkiem p.łaskim odcinku, prowadzącym wprost na szczyt kopy Małołączniaka, ochłonął na tyle, by rozejrzeć się wokoło. Czegoś tak niesamowitego Kowalski nie wiedział jeszcze nigdy w życiu! Stał nad morzem chmur, które rozlewało się pod jego nogami, a wokoło otaczały go szczyt gór, rozsiane w tym niby-morzu jak wyspy. Widać było wszystkie szczyty Tatr, a także Pilsko i Babią Górę. Niższe szczyty niknęły w pofałdowanej kipieli chmur, oświetlonej od góry promieniami słońca. Pingwinek patrzył tak i patrzył, a pan Frankowski powiadał mu o okolicznych szczytach, wskazując je po kolei ręką. Słowa płynęły poza Kowalskim, jakby z innego świata, nie mogąc przebić się do jego świadomości. Nauczyciel w końcu zorientował się, że pingwinek znajduje się jakby w półśnie.
- Hej... Słuchasz mnie w ogóle? - zapytał, przykucając obok.
- Ja? - odezwał się Kowalski. - Tak, słucham, tylko że te widoki i w ogóle... Nie spodziewałem się, że  w górach może być aż tak... aż tak...
- ...pięknie? - dokończył za niego pan Frankowski.
- Tak! Jest po prostu cudownie! - krzyknął z entuzjazmem pingwinek robiąc piruet z radości. Mógł szaleć do woli, bo oprócz nauczyciela wokoło nie było żywego ducha.
- A cepry siedzą w domu i się nudzą, a cepry siedzą w domu i się nudzą. - zaśpiewał pingwinek. Pan Frankowski roześmiał się. chwilę potem Kowalski zrobił to samo.
- Kowalski, chcesz, żeby ci wszyć w kocyk odznakę górską? - spytał nauczyciel, kiedy oboje już wrócili do domu. - Widziałem, że Skipper ma na kocyku kilka naszywek, też chcesz? - pingwi8nek niepewnie spojrzał na pana Frankowskiego i z wahaniem podał mu kocyk.
- Ale tylko jedną. - zastrzegł. Nauczyciel skinął głową i wyjął z torby igłę i nici, podczas gdy Kowalski wybierał naszywkę, którą chciałby mieć przy kocyku. Chwilę potem pingwinek z uwagą przyglądał się jak pan Frankowski przyszywa do kocyka odznakę z przebiśniegiem.
- Proszę. - powiedział nauczyciel, oddając mu ulubioną rzecz. Kowalski obejrzał dokładnie kocyk, a potem przytulił do policzka. Był tak samo miękki jak zawsze, a obecność naszywki wcale nie przeszkadzała. Pingwinek oddał kocyk panu Frankowskiemu.
- Jeszcze jedną. - poprosił nieśmiało.