Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 marca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Wstawaj Kowalski. - pingwinek przewrócił się na bok, słysząc pana Frankowskiego. - No, śpiochu, wstawaj.
- Co się dzieje? - spytał Kowalski, przecierając oczy.
- Idziemy na szlak. - odpowiedział nauczyciel. - wstawaj, jedz śniadanie i idziemy. - pingwinek ziewnął, przeciągnął się rozkosznie i zabrał za cieplutki omlet z pieczarkami.
Wreszcie ruszyli, a po drodze pan Frankowski wtajemniczył Kowalskiego w plan marszruty. Ich celem był Małołączniak, a więc szczyt w Tatrach Zachodnich, wznoszący się grubo ponad dwa tysiące metrów nam poziomem morza.
- Kawał drogi. - odezwał się pingwinek, przypominając sobie mapę, którą studiował ostatniego wieczora, między kolejnymi partiami szachów. - Wujku, dzisiaj jest koncert na Krupówkach. Zakopower... I ja...
- wiem, pamiętam. - uspokoił Kowalskiego pan Janusz. - Zdążymy. Skoro obiecałem, że pójdziemy, to pójdziemy. A bilety już są dawno załatwione. - pingwinek z niedowierzaniem spojrzał na ulubionego nauczyciela. - Dostałem od pana Sebastiana wejściówki. - Kowalski uśmiechnął się. Nie mógł się powstrzymać od radosnego śmiechu.
Od kwadransa pochodzili niespiesznie Doliną Małej Łąki, a pingwinek, o dziwo, wcale nie czuł zmęczenia. Las w gęstej mgle wyglądał tak tajemniczo, że nie sposób było ulec jego urokowi, a leniwie snujące się między drzewami obłoczki, wyglądały jak duchy gór obudzone z głębokiego snu. Do tego cisza i krystalicznie czyste powietrze, niosące delikatna nutkę ziołowego zapachu. Kowalski radośnie przyspieszył kroku. Niebawem wyszli z lasu na długą polanę, przez którą w kierunku wschodnim przewalały się postrzępione mgiełki. Pingwinek poczuł delikatny powiew wiatru. Zrobiło się zdecydowanie jaśniej, a gdy Kowalski spojrzał w górę, zobaczył blady krążek na niebie. Było to słońce, które mozolnie przebijało się przez wciąż grubą warstwę chmur.
- Przysłup Miętusi. - zakomunikował pan Frankowski. - Przy innej pogodzie zrobilibyśmy tu postój. Teraz trawy są zbyt mokre, żeby na nich siadać. Za to jesteśmy zupełnie sami, podczas gdy w słoneczne dni kłębi się tu zapewne chmara turystów. Wszystko w porządku Kowalski?
- Pić mi się chce. - odpowiedział pingwinek, a chwilę potem nauczyciel wsunął mu butelkę wody w skrzydło.
- Nie chce ci się do ubikacji? - spytał. Kowalski zarumienił się.
- Nie musi pan o to pytać. - powiedział. - Ostatnim razem dostałem lekcję i teraz już powiem, jeśli coś będzie nie tak. Wiem, że pan nie będzie się na mnie gniewał. Powiem.
- Jednego nie rozumiem. - odezwał się pan Frankowski. - Czego tu się wstydzić? - pingwinek spuścił wzrok.
- Ja... Po prostu czuję się strasznie niepewnie, kiedy inni wiedzą, że... - Kowalski urwał. - Nie wiem, co wtedy myślą.
- A co mają myśleć? Kowalski, to jest zwyczajna, ludzka rzecz.
- Wiem. Ale nie chcę, żeby patrzyli na mnie ze współczuciem, z litością... A zawsze tak patrzą.
- Nie. To ty tak to wszystko odbierasz. Powiedz mi, czy to jest powód, żeby się męczyć i trzymać do ostatniej chwili? - pingwinek pokręcił głową, prawie z płaczem. - Nie miałem nic złego na myśli. Po prostu chciałem ci uświadomić, że innymi nie trzeba się przejmować. Musisz pójśc do toalety to idziesz i nie ma w tym nic dziwnego. - pan Frankowski przyklęknął przy Kowalskim i mocno go przytulił. - No już, kończymy temat. Uspokój się i pójdziemy dalej. - nauczyciel wziął od pingwinka wodę, a w skrzydło wsunął mu czekoladowego cukierka. Kowalski spróbował się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko krzywy grymas. Po policzku pingwinka spłynęła łza, a on wydał z siebie krótki jęk, usiłując się nie rozpłakać. Kowalski złapał pana Janusza za rękaw.
- Ale czemu płaczesz? - spytał łagodnie pan Frankowski. - Kowalski, ja naprawdę nie miałem nic złego na myśli. Hej... - nauczyciel wziął pingwinka na ręce i przytulił. - Już dobrze, nie płacz. - Kowalski odwzajemnił uścisk i pociągnął nosem. Krótki atak szlochu już mijał.
- Proszę pana! - zawołał nagle przejęty, bo wydawało mu się, że przez chmury wyglądają ku niemu zręby skalnych grani. - Tam!
- Kominiarski Wierch. - poinformował go spokojnie pan Frankowski. - Oj, coś sobie myślę, że jeszcze się dzisiaj naoglądasz widoków. W porządku już? Możemy iść?
- Tak, przepraszam. - odpowiedział Kowalski. - Nie wiem dlaczego tak się rozżaliłem.
- Nie przepraszaj. Jeśli musisz, to jeszcze sobie popłacz.
  • awatar Hanti: Ja też nie umiem powstrzymywać łez :(. Dobrze że wyjaśnili sobie kwestie toalety :D Oby Kowalski się dobrze bawił na koncercie :)
  • awatar ~Twój słodki koszmar~: Super :-)
  • awatar serpentard210: Ja tam zawsze rycze kiedy potrąconego jeża
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›